W sposób niespodziewany, będąc przez cały mecz pod naporem Liverpoolu, to goście z Londynu strzelili bramkę w doliczonym czasie gry i wracają z pełną pulą do stolicy Anglii.
Weekend w Anglii zaczął się imponująco – i tak samo się zakończy. O 13:45 zabrzmiał pierwszy gwizdek na Anfield Road, gdzie gospodarze podjęli Arsenal w ramach 27. kolejki spotkań. Bardzo ważna rywalizacja nie tylko ze względu na tabelę, ale także historię. Spotkania „The Reds” z „Kanonierami” zawsze należały do klasyków.

Mark Hanley dał sygnał i obie drużyny rozpoczęły mecz. Sztab medyczny z „The Kop” ostatecznie nie postawił na nogi Gerrarda, dlatego koledzy musieli radzić sobie bez wielkiego kapitana zespołu. Nie przeszkodziło im to w natychmiastowym przejęciu kontroli i narzucenia swoich warunków.
Nieskomplikowane ataki skutecznie rozmontowywały obronę przyjezdnych. Szczególnie groźne były płaskie dośrodkowania z bocznych sektorów. Po pierwszym kwadransie Liverpool po swojej stronie miał odgwizdanych pięć spalonych. W 16. minucie po wielkim błędzie Kościelnego sam na sam wychodził Suarez, ale ubiegł go główkujący poza polem karnym Szczęsny. Polak podał jednak piłkę do Downinga, który natychmiastowo uderzył na pustą bramkę. Strzał był jednak na tyle słaby, że golkiper drugi raz wybił piłkę głową.
Dwie minuty później piękna klepka przy linii końcowej i Suarez padł na ziemię jak porażony prądem. Sędzia bez zastanowienia wskazał na „wapno”, ale realizatorzy przez całe spotkanie pokazywali powtórki z różnych ujęć i w różnym tempie. Do rzutu karnego podszedł Kuyt, który strzelił zbyt łatwo. Wojciech Szczęsny odbił strzał, a piłka wróciła pod nogę Holendra. Poprawka była bardzo kiepska, bo polski bramkarz wstał i wybił futbolówkę zmierzającą do siatki przy drugim słupku. Luis Suarez po raz czwarty w tym sezonie wywalczył „jedenastkę” – najwięcej ze wszystkich graczy PL.
Niespełna pięć minut później bardzo ostre dośrodkowanie z prawego skrzydła źle przeciął Kościelny, który w nieudolny sposób zapakował piłkę do siatki Szczęsnego. Liverpool wyszedł na prowadzenie.
Arsenal był tłem dla świetnych gospodarzy. Jakby kapitalny występ z poprzedniej kolejki został totalnie zapomniany. Jednak w 31. minucie po świetnym dośrodkowaniu Sagny swoją 24. bramkę w sezonie strzelił van Persie. Mieliśmy remis, a Carragher powinien był zachować się lepiej.












