O włos od sensacji było na stadionie West Bromwich Albion, które podejmowało aktualnego mistrza Anglii, Manchester United. Do 81. minuty był remis, a o tym, że trzy punkty przypadną „Czerwonym Diabłom” zadecydowała bramka samobójcza.
Manchester United miał idealną okazję, by już w pierwszej kolejce odskoczyć swoim rywalom w walce o mistrzowski tytuł o dwa punkty. Swoje mecze zremisowały Arsenal, Liverpool oraz dzisiejszego popołudnia londyńska Chelsea. Z tych wszystkich drużyn to „Czerwone Diabły” miały teoretycznie najsłabszego rywala i były skazane na trzy punkty.
Podopieczni sir Aleksa Fergusona rozpoczęli spotkanie zgodnie z planem szkockiego menadżera. Zepchnęli WBA na ich połowę i atakiem pozycyjnym starali się przebić przez defensorów Roya Hodgsona. Sztuka ta udała im się już w 12. minucie, gdy Ashley Young podał do Rooneya, który płaskim lekkim strzałem pokonał Bena Fostera. Angielski bramkarz mógł spisać się lepiej i wybić tę futbolówkę, jednak źle się ustawił do obrony tego uderzenia. W 21. minucie strzelec pierwszej bramki mógł asystować przy drugiej, jednak Nani, do którego trafiło podanie, fatalnie przestrzelił. Portugalski skrzydłowy mógł pokonać Fostera kilka minut później, ale tym razem Anglikowi w porę pomogli defensorzy „The Hawthorns”. Napór ze strony „Czerwonych Diabłów” skrzętnie wykorzystali zawodnicy Roya Hodgsona, starając się zagrać z kontrataku.
W 34. minucie Paul Scharner minął obrońców Manchesteru United i uderzył mocno pod poprzeczkę, jednak na wysokości zadania stanął David De Gea, świetnie interweniując. Jednak dwie minuty później hiszpański bramkarz nie popisał się interwencją i puścił strzał Shane’a Longa. Dla irlandzkiego napastnika był to debiutancki gol w nowych barwach. Tempo spotkania nieco opadło i gra wyrównała się, WBA nieco zacieśniło obronę oraz pomoc, a „Czerwone Diabły” chciały wyczekać do gwizdka kończącego pierwszą połowę. Jeszcze przed gwizdkiem sędziego niezwykle aktywny tego popołudnia Simon Tchoyi chciał sprytnie przelobować De Geę, ale ten nie dał się zaskoczyć i wybił piłkę. Do przerwy pachniało sensacją i wiele wskazywało na to, że kolejny faworyt będzie musiał zadowolić się remisem.
W drugiej połowie niewiele się działo. Gra toczyła się głównie w środku pola. Wciąż więcej z gry mieli zawodnicy mistrza Anglii, którzy częściej posiadali piłkę, starając się przebić przez szczelną obronę WBA. Podopieczni Roya Hodgsona nie próżnowali i odważnymi kontratakami próbowali zaszkodzić rywalowi. Największe zagrożenie stanowili Shane Long oraz Simon Tchoyi. Spotkanie nieco ożywiło się dopiero w końcowych dziesięciu minutach.
W 81. minucie „Czerwone Diabły” zdobyły wreszcie upragnioną bramkę. Ashley Young przebił się w pole karne i wstrzelił piłkę na piąty metr, ta po drodze trafiła w nogę Stevena Reida i wpadła do bramki obok bezradnego w tej sytuacji Bena Fostera. Po tej bramce role się odwróciły. To WBA atakowało i zepchnęło Manchester United na ich połowę. W 88. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Chris Brunt, jednak piłka znalazła się w rękach Davida De Gei. Ostatecznie „Czerwonym Diabłom” udało się wywieźć cenne trzy punkt z Hawthorns Stadium.










