Kolejny weekend z niemieckim futbolem przed nami. Co prawda typowych „dreszczowców” zabraknie, ale nie oznacza to, że na stadionach za niemiecką granicą nie będzie ciekawie. Dla kogo kolejka numer 7 okaże się szczęśliwa?
Dzień po inauguracji siódmej kolejki (FC Augsburg – Borussia Moenchengladbach) do boju wyruszy mistrz Niemiec – Bayern Monachium i drugi pretendent do zdobycia mistrzowskiej patery – Borussia Dortmund, które swoje mecze rozpoczną 30 minut po piętnastej. Teoretycznie łatwiejszego rywala mają „Westfalczycy”, którzy na własnym stadionie podejmą rewelację poprzedniej jubileuszowej edycji Bundesligi, SC Freiburg. „Breisgau-Brasilianer” zgodnie z przewidywaniami nie radzą sobie na trzech frontach i mimo awansu do 1/8 finału DFB-Pokal zdecydowanie zawodzą swoich kibiców. Pozostając wciąż bez zwycięstwa na koncie, znajdują się na przedostatnim miejscu w tabeli, wyprzedzając jedynie beniaminka z Brunszwiku. Podopieczni Christiana Streicha nie powinni być przeszkodą dla drużyny z Signal Iduna Park, która w najbliższym czasie będzie chciała zmazać plamę po fatalnych występach na krajowym i europejskim podwórku.
BVB wystartowała w niemieckiej ekstraklasie w znakomitym stylu. Bilans pięciu zwycięstw i jednego remisu napawałby optymizmem niejednego człowieka z żółto-czarnym sercem, gdyby nie jeden szczegół. Postawa ich ulubieńców w ostatnich trzech meczach. Słaby występ z Napoli, nie najlepsza gra z TSV Monachium i wielka nieskuteczność z Norymbergą mogą martwić. Do tego powróciła, dzieląca kibiców nie tylko w Polsce, kwestia transferu Roberta Lewandowskiego i dyskwalifikacja Juergena Kloppa. Lewy powiedział na łamach „Sky Deutschland”, że „w styczniu będzie mógł już oficjalnie podpisać kontrakt z nowym zespołem”. To nie spodobało się fanom „Borussen”, których zdaniem Polak powinien skupić się na grze w żółtym trykocie, a nie zaprzątać swojej głowy transferową telenowelą.
Piłkarze z Mage Solar Stadium sprawili w tym sezonie już jedną niespodziankę, urywając punkty „drugiemu garniturowi” Bayernu Monachium. Nawet dobry występ przeciwko rezerwom mistrza kraju nie wystarczył do tego, by drużyna zgarnęła komplet punktów w którymkolwiek z ostatnich meczów. Drażni to również piłkarzy z Fryburga, którzy nie są zadowoleni z faktu, że ani razu nie zdobyli jeszcze trzech oczek: – Mieliśmy dzisiaj trochę pecha. Musimy walczyć i zrobimy wszystko, aby wygrać pierwszy raz w tym sezonie – powiedział po ostatnim meczu Oliver Baumann, który przedłużył ostatnio kontrakt z klubem.
Podopieczni Juergena Kloppa zapowiedzieli, że będą starali się zagrozić „Bawarczykom” i przeszkodzić im w obronie mistrzowskiego tytułu. Nowy nabytek BVB Pierre-Emerick Aubameyang powiedział, że jego drużyna nie jest skazana na srebro: – Nie myślimy o tym, że Bayern może mieć jakieś kłopoty. Będziemy musieli poczekać do końca sezonu, aby zobaczyć, czy osiągniemy sukces. Pokonaliśmy Bayern w Superpucharze i możemy z nimi konkurować. Aby jednak pokonać dominatora poprzednich rozgrywek, BVB musi pokonywać rywali ze zdecydowanie niższego szczebla, a kolejny krok do wykonania tego celu może wykonać już w sobotę.
Równolegle do meczu Borussii swoją batalię o fotel lidera rozpocznie Bayern Monachium, który zawalczy z siódmymi w tabeli „Wilkami” z Wolfsburga. Podopieczni Pepa Guardioli, podobnie jak pod wodzą Juppa Heynckesa, spisują się znakomicie i poza jedną wpadką opisaną wyżej, grają jak z nut. „Gwiazda Południa” w głowie ma już najbliższy występ w Champions League, gdzie rywalizować będą z Manchesterem City. Kataloński szkoleniowiec powinien dać odpocząć najlepszym zawodnikom zespołu, co nie oznacza, że całkowicie odpuści to spotkanie. Po zeszłorocznym sukcesie (potrójna korona) na Bayern kładzie się jeszcze większą presję wyniku. Franck Ribery zapowiedział, że klub nie spocznie na laurach: – Zwycięstwo w rozgrywkach Champions League zostanie w nas do końca życia. Teraz wróciliśmy do pracy, musimy być bardzo skupieni i zawsze mieć tę wolę zwycięstwa i chęć do ciężkiej pracy, ale, co najważniejsze, cieszyć się grą razem – powiedział Francuz.
Niespodzianka na Allianz Arena nie jest niemożliwa. O tym, że będzie ciężko w Wolfsburgu wiedzą wszyscy: – Nie odkryję niczego nowego. Mamy wiele słabości – powiedział Mike Schuessler, boss VfL. Swoje trzy grosze wtrącił również Dieter Hecking, który zdradził, co będzie kluczem do ewentualnego sukcesu nad ubiegłorocznym triumfatorem Ligi Mistrzów: – Na mecz z Bayernem potrzebujemy zbalansowania ofensywy z defensywą. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by zostać w grze jak długo się da – powiedział trener „Wilków”.
Szkoleniowiec Wolfsburga nie będzie stał przed łatwym wyborem, ustawiając swoją wyjściową jedenastkę tuż przed meczem z mistrzami Niemiec. Stały bywalec pierwszego składu, Vieirinha, jest kontuzjowany, a prognozy dotyczące jego powrotu na boisko nie są najlepsze. Diagnoza? Zerwane więzadła. Co gorsza, konieczna będzie operacja, która wiąże się z kilkumiesięczną pauzą w grze. Jak „Wilki” poradzą sobie bez jednego ze swoich „kłów”? I kto będzie zastępcą Portugalczyka na jego pozycji? Z pewnością odpowiedź na co najmniej jedno pytanie dostaniemy już w najbliższym meczu.
Przeciwwskazań na występ Thomasa Muellera nie będzie żadnych. Piłkarz niedoceniany przez wielu trenerów rzadko kiedy wkupuje się w ich łaski. Zdarza mu się partolić okazje stuprocentowe, ale kiedy ma dobry dzień, potrafi zrobić coś z niczego. W ostatnim meczu 1/16 finału Pucharu Niemiec strzelił gola… No właśnie czym? Tego nie wie nawet sam piłkarz: – Tak w zasadzie to strzeliłem całym ciałem. Piłkę dostałem na przedramię, ale zsunęła się na brzuch. Obejrzę to jeszcze raz dla pewności, bo to wszystko za szybko się wydarzyło, bym zarejestrował to dokładniej – powiedział bohater całej akcji. Miejmy nadzieję, że Pep Guardiola zaufa Niemcowi, wystawi go w składzie, a ten odwdzięczy się mu kolejną strzeloną bramką, która, tym razem, nie obejdzie się kontrowersyjnym echem w sportowym światku.
Na deser sobotniego dnia z Bundesligą czeka nas starcie w dolnej części tabeli, w którym spotkają się Eintracht Frankfurt z ekipą z Hamburga. HSV od początku nie grało futbolu, którego oczekiwali kibice i zarząd. Cierpliwość działaczy skończyła się tuż po zakończeniu 6. kolejki Bundesligi, kiedy to ze swoim stanowiskiem pożegnał się Thorsten Fink. Pogrążeni w kryzysie „Rothosen” znajdują się tuż nad strefą spadkową i coraz bliżej im do spadku w czerwoną przepaść. Zespół z Imtech Arena ma zostać na powierzchni, czego ma dopilnować Holender Bert van Marwijk. Nieco lepiej jest w Eintrachcie. Frankfurtczycy, co prawda, złapali lekką zadyszkę, ale nikt nie myśli jeszcze o zwalnianiu Armina Veha. A nawet jeśli myśli to ani nie mówi tego głośno, ani jeszcze nie wprowadził tego w życie. Nie zmienia to jednak faktu, że jeden i drugi musi to spotkanie wygrać. Dla nowego szkoleniowca „Bundesliga-Dino” zwycięstwo w debiucie pozwoli zdobyć kredyt dużego zaufania u zarządców klubu.
O pozytywny wynik nie będzie jednak tak łatwo. HSV ma wciąż najgorszą defensywę w całej lidze. Rene Adler był zmuszony do wyciągania piłki z siatki niemal trzy razy na mecz. Po drugiej stronie barykady z obrońcami jest nieco lepiej. Tam za to zawodzi atak, który strzelił w tym sezonie zaledwie 8 bramek (średnia 1,33 gola/ mecz). Rozwiązaniem problemów miał być Vaclav Kadlec, który ostatnio zasilił skład drużyny z Commerzbank Arena, jednak z pewnością minie trochę czasu zanim zgra się z kolegami i zacznie regularnie strzelać do bramki przeciwnika.
Dobrą informacją dla Armina Veha i złą dla van Merwijka jest fakt, że do gry powraca Alex Meier, który ma bardzo dobre statystyki w meczach przeciwko HSV, strzeliwszy sobotnim przeciwnikom pięć bramek w 13 występach. Tylko czy młody piłkarz „Orłów” udźwignie ciężar gry? Czy HSV zacznie grać tak jak powinno? Niewiadomych jest o wiele więcej, jednak i tak jedno jest pewne – emocji na boiskach niemieckiej Bundesligi nie zabraknie!
Kolejny weekend z niemieckim futbolem przed nami. Co prawda typowych „dreszczowców” zabraknie, ale nie oznacza to, że na stadionach za niemiecką granicą nie będzie ciekawie. Dla kogo kolejka numer 7 okaże się szczęśliwa?
Dzień po inauguracji siódmej kolejki (FC Augsburg – Borussia Moenchengladbach) do boju wyruszy mistrz Niemiec – Bayern Monachium i drugi pretendent do zdobycia mistrzowskiej patery – Borussia Dortmund, które swoje mecze rozpoczną 30 minut po piętnastej. Teoretycznie łatwiejszego rywala mają „Westfalczycy”, którzy na własnym stadionie podejmą rewelację poprzedniej jubileuszowej edycji Bundesligi, SC Freiburg. „Breisgau-Brasilianer” zgodnie z przewidywaniami nie radzą sobie na trzech frontach i mimo awansu do 1/8 finału DFB-Pokal zdecydowanie zawodzą swoich kibiców. Pozostając wciąż bez zwycięstwa na koncie, znajdują się na przedostatnim miejscu w tabeli, wyprzedzając jedynie beniaminka z Brunszwiku. Podopieczni Christiana Streicha nie powinni być przeszkodą dla drużyny z Signal Iduna Park, która w najbliższym czasie będzie chciała zmazać plamę po fatalnych występach na krajowym i europejskim podwórku.
BVB wystartowała w niemieckiej ekstraklasie w znakomitym stylu. Bilans pięciu zwycięstw i jednego remisu napawałby optymizmem niejednego człowieka z żółto-czarnym sercem, gdyby nie jeden szczegół. Postawa ich ulubieńców w ostatnich trzech meczach. Słaby występ z Napoli, nie najlepsza gra z TSV Monachium i wielka nieskuteczność z Norymbergą mogą martwić. Do tego powróciła, dzieląca kibiców nie tylko w Polsce, kwestia transferu Roberta Lewandowskiego i dyskwalifikacja Juergena Kloppa. Lewy powiedział na łamach „Sky Deutschland”, że „w styczniu będzie mógł już oficjalnie podpisać kontrakt z nowym zespołem”. To nie spodobało się fanom „Borussen”, których zdaniem Polak powinien skupić się na grze w żółtym trykocie, a nie zaprzątać swojej głowy transferową telenowelą.
Piłkarze z Mage Solar Stadium sprawili w tym sezonie już jedną niespodziankę, urywając punkty „drugiemu garniturowi” Bayernu Monachium. Nawet dobry występ przeciwko rezerwom mistrza kraju nie wystarczył do tego, by drużyna zgarnęła komplet punktów w którymkolwiek z ostatnich meczów. Drażni to również piłkarzy z Fryburga, którzy nie są zadowoleni z faktu, że ani razu nie zdobyli jeszcze trzech oczek: – Mieliśmy dzisiaj trochę pecha. Musimy walczyć i zrobimy wszystko, aby wygrać pierwszy raz w tym sezonie – powiedział po ostatnim meczu Oliver Baumann, który przedłużył ostatnio kontrakt z klubem.
Podopieczni Juergena Kloppa zapowiedzieli, że będą starali się zagrozić „Bawarczykom” i przeszkodzić im w obronie mistrzowskiego tytułu. Nowy nabytek BVB Pierre-Emerick Aubameyang powiedział, że jego drużyna nie jest skazana na srebro: – Nie myślimy o tym, że Bayern może mieć jakieś kłopoty. Będziemy musieli poczekać do końca sezonu, aby zobaczyć, czy osiągniemy sukces. Pokonaliśmy Bayern w Superpucharze i możemy z nimi konkurować. Aby jednak pokonać dominatora poprzednich rozgrywek, BVB musi pokonywać rywali ze zdecydowanie niższego szczebla, a kolejny krok do wykonania tego celu może wykonać już w sobotę.
Równolegle do meczu Borussii swoją batalię o fotel lidera rozpocznie Bayern Monachium, który zawalczy z siódmymi w tabeli „Wilkami” z Wolfsburga. Podopieczni Pepa Guardioli, podobnie jak pod wodzą Juppa Heynckesa, spisują się znakomicie i poza jedną wpadką opisaną wyżej, grają jak z nut. „Gwiazda Południa” w głowie ma już najbliższy występ w Champions League, gdzie rywalizować będą z Manchesterem City. Kataloński szkoleniowiec powinien dać odpocząć najlepszym zawodnikom zespołu, co nie oznacza, że całkowicie odpuści to spotkanie. Po zeszłorocznym sukcesie (potrójna korona) na Bayern kładzie się jeszcze większą presję wyniku. Franck Ribery zapowiedział, że klub nie spocznie na laurach: – Zwycięstwo w rozgrywkach Champions League zostanie w nas do końca życia. Teraz wróciliśmy do pracy, musimy być bardzo skupieni i zawsze mieć tę wolę zwycięstwa i chęć do ciężkiej pracy, ale, co najważniejsze, cieszyć się grą razem – powiedział Francuz.
Niespodzianka na Allianz Arena nie jest niemożliwa. O tym, że będzie ciężko w Wolfsburgu wiedzą wszyscy: – Nie odkryję niczego nowego. Mamy wiele słabości – powiedział Mike Schuessler, boss VfL. Swoje trzy grosze wtrącił również Dieter Hecking, który zdradził, co będzie kluczem do ewentualnego sukcesu nad ubiegłorocznym triumfatorem Ligi Mistrzów: – Na mecz z Bayernem potrzebujemy zbalansowania ofensywy z defensywą. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by zostać w grze jak długo się da – powiedział trener „Wilków”.
Szkoleniowiec Wolfsburga nie będzie stał przed łatwym wyborem, ustawiając swoją wyjściową jedenastkę tuż przed meczem z mistrzami Niemiec. Stały bywalec pierwszego składu, Vieirinha, jest kontuzjowany, a prognozy dotyczące jego powrotu na boisko nie są najlepsze. Diagnoza? Zerwane więzadła. Co gorsza, konieczna będzie operacja, która wiąże się z kilkumiesięczną pauzą w grze. Jak „Wilki” poradzą sobie bez jednego ze swoich „kłów”? I kto będzie zastępcą Portugalczyka na jego pozycji? Z pewnością odpowiedź na co najmniej jedno pytanie dostaniemy już w najbliższym meczu.
Przeciwwskazań na występ Thomasa Muellera nie będzie żadnych. Piłkarz niedoceniany przez wielu trenerów rzadko kiedy wkupuje się w ich łaski. Zdarza mu się partolić okazje stuprocentowe, ale kiedy ma dobry dzień, potrafi zrobić coś z niczego. W ostatnim meczu 1/16 finału Pucharu Niemiec strzelił gola… No właśnie czym? Tego nie wie nawet sam piłkarz: – Tak w zasadzie to strzeliłem całym ciałem. Piłkę dostałem na przedramię, ale zsunęła się na brzuch. Obejrzę to jeszcze raz dla pewności, bo to wszystko za szybko się wydarzyło, bym zarejestrował to dokładniej – powiedział bohater całej akcji. Miejmy nadzieję, że Pep Guardiola zaufa Niemcowi, wystawi go w składzie, a ten odwdzięczy się mu kolejną strzeloną bramką, która, tym razem, nie obejdzie się kontrowersyjnym echem w sportowym światku.
Na deser sobotniego dnia z Bundesligą czeka nas starcie w dolnej części tabeli, w którym spotkają się Eintracht Frankfurt z ekipą z Hamburga. HSV od początku nie grało futbolu, którego oczekiwali kibice i zarząd. Cierpliwość działaczy skończyła się tuż po zakończeniu 6. kolejki Bundesligi, kiedy to ze swoim stanowiskiem pożegnał się Thorsten Fink. Pogrążeni w kryzysie „Rothosen” znajdują się tuż nad strefą spadkową i coraz bliżej im do spadku w czerwoną przepaść. Zespół z Imtech Arena ma zostać na powierzchni, czego ma dopilnować Holender Bert van Marwijk. Nieco lepiej jest w Eintrachcie. Frankfurtczycy, co prawda, złapali lekką zadyszkę, ale nikt nie myśli jeszcze o zwalnianiu Armina Veha. A nawet jeśli myśli to ani nie mówi tego głośno, ani jeszcze nie wprowadził tego w życie. Nie zmienia to jednak faktu, że jeden i drugi musi to spotkanie wygrać. Dla nowego szkoleniowca „Bundesliga-Dino” zwycięstwo w debiucie pozwoli zdobyć kredyt dużego zaufania u zarządców klubu.
O pozytywny wynik nie będzie jednak tak łatwo. HSV ma wciąż najgorszą defensywę w całej lidze. Rene Adler był zmuszony do wyciągania piłki z siatki niemal trzy razy na mecz. Po drugiej stronie barykady z obrońcami jest nieco lepiej. Tam za to zawodzi atak, który strzelił w tym sezonie zaledwie 8 bramek (średnia 1,33 gola/ mecz). Rozwiązaniem problemów miał być Vaclav Kadlec, który ostatnio zasilił skład drużyny z Commerzbank Arena, jednak z pewnością minie trochę czasu zanim zgra się z kolegami i zacznie regularnie strzelać do bramki przeciwnika.
Dobrą informacją dla Armina Veha i złą dla van Merwijka jest fakt, że do gry powraca Alex Meier, który ma bardzo dobre statystyki w meczach przeciwko HSV, strzeliwszy sobotnim przeciwnikom pięć bramek w 13 występach. Tylko czy młody piłkarz „Orłów” udźwignie ciężar gry? Czy HSV zacznie grać tak jak powinno? Niewiadomych jest o wiele więcej, jednak i tak jedno jest pewne – emocji na boiskach niemieckiej Bundesligi nie zabraknie!