Starcie pomiędzy Lechem i Legią miało być hitem kolejki i kibice chyba nie mogą być zawiedzeni, jeśli chodzi o poziom tego widowiska. Szczególnie dramatyczna była końcówka, kiedy to lechici strzelili rozstrzygającą bramkę, a legioniści trafili w poprzeczkę.
W pierwszych minutach obie ekipy szukały sposobu na przechytrzenie defensywy rywala, ale zarówno lechici jak i legioniści chcieli twardą grą udowodnić, kto rządzi na boisku. Ostra gra skutkowała faulami, lecz sędzia nie decydował się na kartki, z czym nie zgadzali się piłkarze Legii. Efekt – żółte kartki za dyskusje dla Borysiuka i Vrdoljaka. W 14. minucie warszawianie powinni objąć prowadzenie, jednak Manu zaprzepaścił doskonałą sytuację. Portugalczyk zbyt lekko uderzył piłkę i defensorzy Lecha zdołali wybić ją tuż przed linią bramkową. Chwilę później niebezpieczny strzał Chinyamy z wielkim trudem odbił Kotorowski.

Z czasem do głosu zaczął dochodzić Lech, jednak z przewagi poznaniaków nie wynikła żadna groźna akcja. Szarża Mikołajczaka i rzut wolny wykonywany przez Kriwca były wodą na młyn obrońców Legii. Później znów zaatakowali warszawianie i niewiele brakowało, by po akcjach Kucharczyka piłka wpadła do siatki. Lechici odpowiedzieli strzałem Kriwca i kibice już podnosili się z miejsc, żeby świętować gola, lecz ostatecznie piłka wylądowała w bocznej siatce.
Początek drugiej odsłony spotkania należał do Lecha. Najpierw Ślusarski w wyśmienitej sytuacji zbyt lekko uderzył na bramkę i ta padła łupem Wojciecha Skaby. W 53. minucie trener Bakero postanowił wprowadzić na boisko Artjomsa Rudnevsa, a ten od razu odwdzięczył się bramką, tyle że ze spalonego. Powtórki nie pozostawiały wątpliwości, że wychylony Łotysz był bliżej bramki niż Dickson Choto, lecz jeżeli wziąć pod uwagę stopy obu zawodników, to legionista był na równi z piłkarzem Lecha.
Po tej sytuacji tempo nieco spadło i pewnie właśnie z tego powodu obrońcy Lecha pozwolili sobie na drzemkę. Pozornie niegroźna długa piłka posłana przez Skabę padła łupem Manu, po koszmarnym błędzie Bosackiego. Portugalczyk stanął oko w oko z Kotorowskim i w momencie, kiedy go mijał, padł na ziemię niczym rażony piorunem. Kotorowski rzeczywiście faulował i wydaje się, że zasłużył na czerwoną kartkę, lecz sędzia pokazał mu jedynie żółty kartonik. Stały fragment gry został zaprzepaszczony przez Radovicia, bo po jego próbie strzału piłka ugrzęzła w murze.
Zarówno Legia jak i Lech słyną z tego, że w ostatnich minutach potrafią rozstrzygać mecze na swoja korzyść, więc końcówka zapowiadała się szalenie emocjonująca. I rzeczywiście, tak się stało. Już w 78. minucie dośrodkowanie z rzutu rożnego strzałem głową wykończył Vrdoljak i piłka trafiła w poprzeczkę. Cztery minuty później szansę miał Lech. Po dośrodkowaniu z lewej strony piłkę głową zgrał Arboleda, a Artjoms Rudnevs, który wykazał się doskonałym czytaniem gry, posłał piłkę do siatki. 1:0 dla Lecha!











