Korona Kielce po raz kolejny udowodniła, że runda wiosenna w jej wykonaniu jest tragiczna. Po spotkaniu z Jagiellonią rozgoryczeni byli zawodnicy „Żółto-czerwonych”.
– Ta porażka na pewno boli, ale w Białymstoku nie gra się łatwo. Już niejedna drużyna się o tym przekonała. Całą rundę tak naprawdę wyglądamy słabo kondycyjnie. Jesteśmy wolniejsi od każdego przeciwnika. Z drugiej strony, w pierwszej połowie mieliśmy jedną lub dwie bardzo dobre okazje, między innymi, kiedy Maciek Korzym wychodził na sam na sam. Fakt, że Jagiellonia miała też niewykorzystany rzut karny, ale kto wie, jak by się potoczył mecz, gdyby to nam wpadła bramka – mówił Paweł Sobolewski.

Ból porażki na własnej skórze odczuł Grzegorz Szamotulski. Golkiper Korony, mimo iż cztery razy wyciągał piłkę z siatki, nie rozegrał tragicznego meczu. Popularny „Szamo” nie chce jednak obwiniać kolegów.
– Drugi mecz w barwach Korony – cztery wpuszczone bramki… Nic dodać, nic ująć. Być może w drugiej połowie zostaliśmy jedenastką w szatni. Grała tylko Jagiellonia, a nie my. Powinniśmy wyjść i zagrać tak samo konsekwentnie jak w pierwszej połowie, wtedy wynik byłby inny. Nie chcę nikogo tłumaczyć – powiedział po spotkaniu.
Przyczyny porażki próbował także przeanalizować Pavol Stano.
– W przerwie mówiliśmy sobie w szatni, że jest nieźle, bo nie graliśmy najgorszej piłki. W drugiej połowie natomiast, po stracie bramki za bardzo się otworzyliśmy. Jagiellonia za to rzucała piłki za obronę, gdzie trzeba się było ścigać na bokach z Kupiszem. Nam to za dobrze nie wychodziło i dlatego mecz skończył się takim rezultatem. Przed środowym meczem z Górnikiem na Arenie Kielc trzeba zmienić prawie wszystko w naszej grze. Musimy wyjść z większą agresją – mówił Słowak.











