Po fenomenalnym i emocjonującym spotkaniu Everton zremisował na swoim stadionie z Newcastle United 2:2. Bramki dla gospodarzy strzelali Leighton Baines i Victor Anichebe, a dla gości dwa razy trafiał Demba Ba. Warto wspomnieć, że gracze „The Toffees” aż pięć razy znajdywali drogę do bramki Steve’a Harpera, z czego aż trzy gole zostały nieuznane, choć dwa zdobyto w jak najbardziej prawidłowy sposób.
Do dzisiejszego spotkania Newcastle przystępowało znacznie osłabione – w bramce zabrakło podstawowego golkipera „Srok”, Tima Krula, a na ławce nie było Alana Pardew, który siedział na trybunach w ramach kary za obrażanie asystenta sędziego w potyczce 1. kolejki z Tottenhamem. Ponadto dość niespodziewanie goście wyszli w ustawieniu z jednym napastnikiem – Papissem Cisse – a na ławce usiadł jego dotychczasowy partner z ataku, Demba Ba. Jeśli chodzi o Everton, to z powodu kontuzji zabrakło Darrona Gibsona, a po raz pierwszy w podstawowym składzie wyszedł Kevin Mirallas.
Leighton Baines bezapelacyjnie rządził na swojej stronie boiska (fot. skysports.com)
Już od pierwszego gwizdka sędziego do huraganowych ataków ruszyli gospodarze. Po zaledwie 120 sekundach gry świetną indywidualną akcją popisał się Mirallas, który po przebiegnięciu nieomal połowy boiska dokładnie zacentrował na nogę Fellainiego. Belg dobrze uderzył, jednak piłkę zdołał sparować Harper. Do uciekającej poza boisko futbolówki doskoczył Jelavić i heroicznym wślizgiem wpakował ją do bramki Newcastle. Niestety dla Chorwata jego poświęcenie na niewiele się zdało, ponieważ snajper Evertonu był w tej sytuacji na spalonym. Co gorsza, chorwacki napastnik najprawdopodobniej doznał wówczas kontuzji i opuścił murawę jeszcze przed końcem pierwszej połowy.
Pierwszy kwadrans wyglądał niczym oblężenie średniowiecznej twierdzy. Gospodarze raz po raz próbowali sforsować głęboko ustawioną defensywę gości, a ci w zasadzie nie opuszczali swojej połowy boiska. Dużą ochotę do gry przejawiał Mirallas, jednak największa siła „The Toffees” tkwiła na lewej flance. Tam duet Baines – Pienaar non stop gnębił graczy Newcastle, którzy nijak nie potrafili sobie z nim poradzić. W 11. minucie akcja wymienionej dwójki zupełnie rozmontowała zagubioną obronę gości, którzy brak utraty bramki zawdzięczają minimalnej niedokładności Pienaara.
W 15. minucie jest 1:0 dla Evertonu. Magiczną akcją popisali się ponownie Baines z Pienaarem – lewy obrońca zagrał do swojego kolegi z zespołu i momentalnie wyszedł mu na klepkę. Ten w kapitalny sposób odegrał piętą, zupełnie myląc zawodników Newcastle. Baines po chwili wbiegł w pole karne, a następnie huknął w długi róg, nie dając szans Harperowi i zdobywając jak najbardziej zasłużone prowadzenie dla Evertonu.
Po pierwszym kwadransie przewaga gospodarzy była przytłaczająca. Everton utrzymywał się przy piłce przez 70% czasu gry, nie dając Newcastle najmniejszej możliwości na atak. Osamotniony Cisse był świetnie pilnowany przez pewnego Distina, przez co ofensywa United nie istniała. Po raz kolejny fantastyczne zawody rozgrywał Fellaini, który przewyższał innych spokojem i siłą o kilka pięter. W tej części gry „Sroki” wyglądały przy „The Toffees” niczym stary, obdrapany fiat 126p przy nowiutkim ferrari.
W 20. i 23. minucie po raz kolejny zaatakował imponujący dynamiką i dryblingiem Mirallas, jednak jego strzały nie znalazły drogi do bramki Harpera. W 31. minucie dobrym, ponad 60-metrowym podaniem popisał się Hibbert. Walkę o górną piłkę wygrał Jagielka, a futbolówka spadła pod nogi Jelavicia, który momentalnie odegrał do wbiegającego stopera Evertonu. Ten świetnie uderzył z 16. metrów, a piłka niczym nieśmiały podlotek delikatnie musnęła słupek. Od tego momentu gra się wyrównała, a gracze Newcastle w końcu zobaczyli z bliska Tima Howarda.
W 37. minucie indywidualną akcją popisał się Hatem Ben Arfa, który wyłożył piłkę Cisse na piąty metr pola karnego. Senegalczyk przymierzył obok bezradnego Howarda, jednak na linii bramkowej świetnie znalazł się Baines, wybijając zmierzającą do siatki futbolówkę. W 41. minucie ponownie popisał się Mirallas, który kapitalnie minął dwóch rywali, ale jego strzał nie sprawił kłopotów Harperowi.
Steven Pienaar i Marouane Fellaini po raz kolejny rozegrali wspaniałe spotkania (fot. Skysports.com)
W 43. minucie fatalna strata Percha powinna skończyć się bramką dla Evertonu. Anglik pozwolił odebrać sobie piłkę na rzecz Pienaara, który niesamowitym balansem zupełnie zmylił Williamsona i uderzył w kierunku okienka bramki Newcastle. Niestety dla fanów gospodarzy futbolówka o centymetry minęła prawy słupek. Do przerwy rezultat nie uległ zmianie.
Na drugą połowę Newcastle wyszło z jedną zmianą w składzie – Sylvaina Marveaux zastąpił Demba Ba. Ponadto James Perch zamienił się pozycjami z absolutnie niewidocznym Vurnonem Anitą. Personalne roszady dały efekty, ponieważ gra stała się o dużo bardziej wyrównana niż w pierwszej połowie.
W 49. minucie mamy remis. Fatalną stratę w środku pola Leona Osmana wykorzystał Cabaye, fantastycznie uruchamiając Ba, który mierzonym strzałem z 16. metrów pokonał bezradnego Tima Howarda. Po wyrównaniu mecz stał się bardziej otwarty, Newcastle zaatakowało, wyczuwając nadarzającą się okazję.
W 60. minucie podręcznikowe prostopadłe podanie od genialnego dzisiaj Pienaara wykorzystał równie dobry Fellaini, spokojnie pokonując Harpera. Niestety asystent sędziego popełnił fatalną pomyłkę, wskazując spalonego, a w związku z tym prowadzący zawody Mike Jones nie uznał prawidłowo zdobytej bramki. W 78. minucie mamy powtórkę z rozrywki. Po zamieszaniu w polu karnym piłkę w bramce gości umieścił rezerwowy Anichebe, jednak arbiter po raz trzeci w tym meczu gola nie uznał.
W 86. minucie mogło być 2:1 dla gości, jednak sam na sam z Howardem nie wykorzystał błyskotliwy Ben Arfa. Końcówka spotkania musiała zadowolić nawet najwybredniejszych futbolowych koneserów. Najpierw w 88. minucie świetnie zachował się Anichebe, który mimo towarzystwa Taylora na plecach obrócił się z piłką i uzyskał dla Evertonu prowadzenie. Kiedy już wydawało się, że nic nie odbierze „The Toffees” zwycięstwa, niesamowitą akcją popisali się Ameobi z Ba. Ten pierwszy kapitalnie zgrał futbolówkę klatką piersiową do wbiegającego Francuza, a ten delikatnym muśnięciem oszukał Howarda. 2:2! Do końca meczu wynik już się nie zmienił i po fantastycznym pojedynku Everton zremisował z Newcastle United.
Po fenomenalnym i emocjonującym spotkaniu Everton zremisował na swoim stadionie z Newcastle United 2:2. Bramki dla gospodarzy strzelali Leighton Baines i Victor Anichebe, a dla gości dwa razy trafiał Demba Ba. Warto wspomnieć, że gracze „The Toffees” aż pięć razy znajdywali drogę do bramki Steve’a Harpera, z czego aż trzy gole zostały nieuznane, choć dwa zdobyto w jak najbardziej prawidłowy sposób.
Do dzisiejszego spotkania Newcastle przystępowało znacznie osłabione – w bramce zabrakło podstawowego golkipera „Srok”, Tima Krula, a na ławce nie było Alana Pardew, który siedział na trybunach w ramach kary za obrażanie asystenta sędziego w potyczce 1. kolejki z Tottenhamem. Ponadto dość niespodziewanie goście wyszli w ustawieniu z jednym napastnikiem – Papissem Cisse – a na ławce usiadł jego dotychczasowy partner z ataku, Demba Ba. Jeśli chodzi o Everton, to z powodu kontuzji zabrakło Darrona Gibsona, a po raz pierwszy w podstawowym składzie wyszedł Kevin Mirallas.
Leighton Baines bezapelacyjnie rządził na swojej stronie boiska (fot. skysports.com)
Już od pierwszego gwizdka sędziego do huraganowych ataków ruszyli gospodarze. Po zaledwie 120 sekundach gry świetną indywidualną akcją popisał się Mirallas, który po przebiegnięciu nieomal połowy boiska dokładnie zacentrował na nogę Fellainiego. Belg dobrze uderzył, jednak piłkę zdołał sparować Harper. Do uciekającej poza boisko futbolówki doskoczył Jelavić i heroicznym wślizgiem wpakował ją do bramki Newcastle. Niestety dla Chorwata jego poświęcenie na niewiele się zdało, ponieważ snajper Evertonu był w tej sytuacji na spalonym. Co gorsza, chorwacki napastnik najprawdopodobniej doznał wówczas kontuzji i opuścił murawę jeszcze przed końcem pierwszej połowy.
Pierwszy kwadrans wyglądał niczym oblężenie średniowiecznej twierdzy. Gospodarze raz po raz próbowali sforsować głęboko ustawioną defensywę gości, a ci w zasadzie nie opuszczali swojej połowy boiska. Dużą ochotę do gry przejawiał Mirallas, jednak największa siła „The Toffees” tkwiła na lewej flance. Tam duet Baines – Pienaar non stop gnębił graczy Newcastle, którzy nijak nie potrafili sobie z nim poradzić. W 11. minucie akcja wymienionej dwójki zupełnie rozmontowała zagubioną obronę gości, którzy brak utraty bramki zawdzięczają minimalnej niedokładności Pienaara.
W 15. minucie jest 1:0 dla Evertonu. Magiczną akcją popisali się ponownie Baines z Pienaarem – lewy obrońca zagrał do swojego kolegi z zespołu i momentalnie wyszedł mu na klepkę. Ten w kapitalny sposób odegrał piętą, zupełnie myląc zawodników Newcastle. Baines po chwili wbiegł w pole karne, a następnie huknął w długi róg, nie dając szans Harperowi i zdobywając jak najbardziej zasłużone prowadzenie dla Evertonu.
Po pierwszym kwadransie przewaga gospodarzy była przytłaczająca. Everton utrzymywał się przy piłce przez 70% czasu gry, nie dając Newcastle najmniejszej możliwości na atak. Osamotniony Cisse był świetnie pilnowany przez pewnego Distina, przez co ofensywa United nie istniała. Po raz kolejny fantastyczne zawody rozgrywał Fellaini, który przewyższał innych spokojem i siłą o kilka pięter. W tej części gry „Sroki” wyglądały przy „The Toffees” niczym stary, obdrapany fiat 126p przy nowiutkim ferrari.
W 20. i 23. minucie po raz kolejny zaatakował imponujący dynamiką i dryblingiem Mirallas, jednak jego strzały nie znalazły drogi do bramki Harpera. W 31. minucie dobrym, ponad 60-metrowym podaniem popisał się Hibbert. Walkę o górną piłkę wygrał Jagielka, a futbolówka spadła pod nogi Jelavicia, który momentalnie odegrał do wbiegającego stopera Evertonu. Ten świetnie uderzył z 16. metrów, a piłka niczym nieśmiały podlotek delikatnie musnęła słupek. Od tego momentu gra się wyrównała, a gracze Newcastle w końcu zobaczyli z bliska Tima Howarda.
W 37. minucie indywidualną akcją popisał się Hatem Ben Arfa, który wyłożył piłkę Cisse na piąty metr pola karnego. Senegalczyk przymierzył obok bezradnego Howarda, jednak na linii bramkowej świetnie znalazł się Baines, wybijając zmierzającą do siatki futbolówkę. W 41. minucie ponownie popisał się Mirallas, który kapitalnie minął dwóch rywali, ale jego strzał nie sprawił kłopotów Harperowi.
Steven Pienaar i Marouane Fellaini po raz kolejny rozegrali wspaniałe spotkania (fot. Skysports.com)
W 43. minucie fatalna strata Percha powinna skończyć się bramką dla Evertonu. Anglik pozwolił odebrać sobie piłkę na rzecz Pienaara, który niesamowitym balansem zupełnie zmylił Williamsona i uderzył w kierunku okienka bramki Newcastle. Niestety dla fanów gospodarzy futbolówka o centymetry minęła prawy słupek. Do przerwy rezultat nie uległ zmianie.
Na drugą połowę Newcastle wyszło z jedną zmianą w składzie – Sylvaina Marveaux zastąpił Demba Ba. Ponadto James Perch zamienił się pozycjami z absolutnie niewidocznym Vurnonem Anitą. Personalne roszady dały efekty, ponieważ gra stała się o dużo bardziej wyrównana niż w pierwszej połowie.
W 49. minucie mamy remis. Fatalną stratę w środku pola Leona Osmana wykorzystał Cabaye, fantastycznie uruchamiając Ba, który mierzonym strzałem z 16. metrów pokonał bezradnego Tima Howarda. Po wyrównaniu mecz stał się bardziej otwarty, Newcastle zaatakowało, wyczuwając nadarzającą się okazję.
W 60. minucie podręcznikowe prostopadłe podanie od genialnego dzisiaj Pienaara wykorzystał równie dobry Fellaini, spokojnie pokonując Harpera. Niestety asystent sędziego popełnił fatalną pomyłkę, wskazując spalonego, a w związku z tym prowadzący zawody Mike Jones nie uznał prawidłowo zdobytej bramki. W 78. minucie mamy powtórkę z rozrywki. Po zamieszaniu w polu karnym piłkę w bramce gości umieścił rezerwowy Anichebe, jednak arbiter po raz trzeci w tym meczu gola nie uznał.
W 86. minucie mogło być 2:1 dla gości, jednak sam na sam z Howardem nie wykorzystał błyskotliwy Ben Arfa. Końcówka spotkania musiała zadowolić nawet najwybredniejszych futbolowych koneserów. Najpierw w 88. minucie świetnie zachował się Anichebe, który mimo towarzystwa Taylora na plecach obrócił się z piłką i uzyskał dla Evertonu prowadzenie. Kiedy już wydawało się, że nic nie odbierze „The Toffees” zwycięstwa, niesamowitą akcją popisali się Ameobi z Ba. Ten pierwszy kapitalnie zgrał futbolówkę klatką piersiową do wbiegającego Francuza, a ten delikatnym muśnięciem oszukał Howarda. 2:2! Do końca meczu wynik już się nie zmienił i po fantastycznym pojedynku Everton zremisował z Newcastle United.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.