Borussia Dortmund pokonała na własnym terenie FC Augsburg 4:2. Bramki dla gospodarzy zdobywali dwukrotnie Julian Schieber, Neven Subotić oraz Robert Lewandowski, po stronie gości trafiali zaś Daniel Baier i Kevin Vogt.
Pomiędzy ćwierćfinałowymi meczami Ligi Mistrzów przeciwko Maladze podopiecznym Jürgena Kloppa przyszło zmierzyć się w ramach 28. kolejki Bundesligi z, zajmującą w tabeli 16. miejsce, drużyną FC Augsburg. Jak można się było spodziewać gospodarze wyszli na to spotkanie w mocno okrojonym składzie, a w wyjściowej jedenastce zabrakło między innymi trzech Polaków, Mario Götzego czy Marco Reusa. Szansę debiutu w podstawowym składzie otrzymali natomiast Leonardo Bittencourt i Jonas Hofmann.
Pierwsza groźna sytuacja dla piłkarzy Borussii przyszła po 15 minutach, kiedy to w wybornej sytuacji znalazł się Julian Schieber. Zastępujący dziś na pozycji napastnika Roberta Lewandowskiego Niemiec nie zdołał jednak pokonać Aleksa Manningera w sytuacji sam na sam. Co nie udało się po kwadransie gry, powiodło się za to siedem minut później. Z prawej strony boiska płaską piłkę w pole karne zagrał Moritz Leitner, futbolówka minęła obrońcę i dotarła do Schiebera, który tym razem nie miał już problemów ze zdobyciem bramki.
W dalszej fazie pierwszej połowy grę prowadzili gospodarze z Dortmundu, a w 30. minucie gości przed utratą bramki, po groźnym uderzeniu Nuriego Sahina, uratował austriacki bramkarz. Kiedy wydawało się, że piłkarze Borussii myślami są już w szatni, zostali brutalnie sprowadzeni na ziemię. W 43. minucie goście z Augsburga wykonywali rzut rożny, a przed polem karnym do piłki dopadł Daniel Baier, który huknął z całej siły, nie dając szans Mitchellowi Langerakowi.
Goście po zdobytej bramce nie cofnęli się, a wręcz przeciwnie, szybko poszli za ciosem i po minucie zdobyli drugą bramkę. Znakomite podanie z głębi pola otrzymał Tobias Werner, który jednak nie dał rady pokonać Langeraka. Australijski bramkarz odbił jednak piłkę tak niefortunnie, że ta trafiła prosto pod nogi Kevina Vogta, który dał gościom prowadzenie.
Po 45. minutach podopieczni Jürgena Kloppa niespodziewanie przegrywali więc z outsiderem Bundesligi 1:2. W drugiej połowie gospodarze od początku rzucili się jednak do ataków i już w 49. minucie byli bliscy wyrównania. Piłkę w pole karne dogrywał Grosskreutz, uczynił to jednak w taki sposób, że niewiele brakowało, aby sam, przez przypadek, skierował ją do bramki.
Osiem minut po wznowieniu gry po przerwie było już 2:2. Wprowadzony na boisku chwilę wcześniej Robert Lewandowski precyzyjnie dograł do Hoffmana, który wpadł w pole karne i wyłożył piłkę Schieberowi, asystując w ten sposób przy drugiej bramce Niemca w dzisiejszym spotkaniu.
Dziesięć minut później było już 3:2 dla gospodarzy. Z rzutu wolnego w pole karne dośrodkował Mario Götze, a tam najlepiej odnalazł się Neven Subotić, który uderzeniem głową ponownie dał podopiecznym Jürgena Kloppa prowadzenie. Trzecia bramka dla dortmundczyków podłamała skrzydła gościom, którzy dali się już zdominować wiceliderowi Bundesligi. Swoje dogodne sytuacje zmarnowali jednak między innymi Götze oraz Lewandowski i kiedy wydawało się, że wynik 3:2 utrzyma się już do końca spotkania, do piłki po raz kolejny dopadł polski snajper. W zamieszaniu w polu karnym właśnie wymieniony wcześniej duet odnalazł się najlepiej: 20-letni pomocnik dograł piłkę do najlepszego strzelca Borussii, a ten z najbliższej odległości pokonał Manningera.








