Szalone Rayo, słaba Malaga


9 marca 2013 Szalone Rayo, słaba Malaga

Za nami pierwsze sobotnie mecze 27. kolejki ligi hiszpańskiej. W Madrycie Rayo stworzyło piękny spektakl i zasłużenie zdobyło trzy punkty. Mecz Valladolid z faworyzowaną Malagą zakończył się remisem. Więcej z gry mieli jednak gospodarze.


Udostępnij na Udostępnij na

Faworytem spotkania Rayo – Espanyol byli gospodarze, którzy w tym sezonie grają rewelacyjnie, z polotem. Dodatkowo walczą też o możliwość pokazania się w Europie w przyszłym sezonie. Goście mają bezpieczną sytuację w lidze i dlatego mogli sobie pozwolić na grę na luzie. Mecz zaczął się od ataków Espanyolu. Drużyna z Madrytu kontrowała i dzięki temu szybko, bo już w 9. minucie, wyszła na prowadzenie. Strzelcem okazał się „Chori” Dominguez. Rayo przeważało, Rayo stwarzało sobie okazje. Espanyolowi sił starczyło tylko na pierwsze dwadzieścia minut spotkania, jednak prowadził grę bez ładu i składu. Często też zatrzymywał nieprzepisowo rywali. W miarę upływu czasu drużyna z Vallecas umacniała swoją dominację. W drugiej połowie sytuacja uległa zmianie. Espanyol wykorzystał ofensywne ustawienie gospodarzy i coraz częściej zagrażał ich bramce. Jednak ekipa z Madrytu nie pozostała dłużna i to ona miała lepsze okazje do umocnienia prowadzenia. Udowodniła to trochę przypadkowo po wyraźnym błędzie Kiko Casilli, który dotąd rozgrywał dobre zawody. W 77. minucie Francisco „Piti” Luna dość szczęśliwie umieścił piłkę w siatce gości, czym przypieczętował zwycięstwo.

Z taką grą Rayo zasługuje na europejskie puchary
Z taką grą Rayo zasługuje na europejskie puchary (fot. marca.com)

Można pochwalić całą drużynę gospodarzy, która rozegrała naprawdę dobre zawody. Rayo dominowało w prawie każdym aspekcie gry. To już chyba standard, że ekipa z Madrytu u siebie gra pięknie, gra w piłkę. Może nawet przegrać wysoko, ale kibice zawsze będą ją oklaskiwać. Obecnie drużyna z Vallecas ma tyle samo punktów, co siódmy w tabeli Real Sociedad (jeszcze nie rozegrał spotkania) i jeżeli nie zmęczy się sezonem, ma duże szanse na grę w europejskich pucharach. Goście rozegrali słabe spotkanie, szczególnie obrona. Bramkarz również popełnił kilka błędów, ale parokrotnie uratował zespół przed stratą bramki. Espanyol ma dziewięć punktów przewagi nad strefą spadkową i dziesięć straty do szóstego miejsca. Wydaje się, że o nic już nie walczy i może spokojnie przygotowywać się do przyszłego sezonu.

Apetyt na zwycięstwo w drugim sobotnim meczu miała Malaga, która była zdecydowanym faworytem spotkania. Manuel Pellegrini ustawił zespół ofensywnie z dwoma napastnikami. Na ławce usiadły dwie największe gwiazdy, Joaquin i Isco. Jeśli spojrzeć na formę Andaluzyjczyków, Real Valladolid nie stał na straconej pozycji. Tym bardziej że u siebie do tej pory szło mu całkiem dobrze. Pierwszy cios zadał faworyt – już w 8. minucie piłkę w siatce gospodarzy umieścił Demichelis. Po bramce goście przysnęli i tylko sporadycznie wykazywali chęci do szarż. Aktywni byli przede wszystkim Duda i Piazon. Skrzętnie wykorzystali to gospodarze, którzy przez większą część pierwszej połowy atakowali. Przed przerwą Manucho wykorzystał błąd środkowych obrońców i wyrównał. Po dobrym początku gości to Real Valladolid osiągnął znaczącą przewagę w strzałach czy rzutach rożnych. Gracze z Kastylii stwarzali większe zagrożenie. Do ataków włączali się boczni obrońcy. Malaga grała na stojąco, poza bramką nie stworzyła praktycznie żadnego zagrożenia. Warto odnotować, że drużyna Pellegriniego oddała tylko jeden celny strzał. Gdy wszedł Isco, można było odnieść wrażenie, że koledzy unikali jego podań niczym ognia.

Gospodarze zagrali z polotem. Nie przestraszyli się faworyzowanej Malagi. Brawa należą im się za remontadę, której dokonali. Przy słabszym dniu Caballero mogli pokusić się o zwycięstwo. Zespół z Valladolid to typowa drużyna ze środka tabeli. Ani nie spadnie, ani nie zagra w przyszłym sezonie w europejskich pucharach. Pellegrini ma natomiast ból głowy. Jego ekipa zagrała słabo, bezbarwnie już kolejny mecz z rzędu. Obecnie Malaga jest ciągle na czwartym miejscu w tabeli, lecz tylko o punkt wyprzedza Betis i o dwa Valencię, która rozegrała spotkanie mniej. Chilijczyk musi poukładać wszystkie swoje klocki, gdyż walka o możliwość zakwalifikowania się do Ligi Mistrzów potrwa pewnie do końca sezonu. Oprócz tego już w środę rewanż z FC Porto na swoim stadionie. Będzie to na pewno najważniejsza próba Malagi.

Najnowsze