Szachownica Moskala


13 lutego 2012 Szachownica Moskala

Widzieliście zestawienie transferów ekstraklasy? Nie? Polecam. Jeden rzut oka wystarczy, by stwierdzić, że od ogólnej normy bardzo mocno odstaje jeden klub – Wisła Kraków. Dlaczego? Ano dlatego, że w Krakowie nie wykonano ani jednego ruchu transferowego.


Udostępnij na Udostępnij na

Stabilizacja – klucz do sukcesu. Takie motto przyświecało chyba Kazimierzowi Moskalowi w składaniu tego zespołu. Nie ma się co oszukiwać, że on tę ekipę buduje, on ją po prostu składa. Rozsypana, osierocona i wypalona grupa piłkarzy, będąca w pierwszej części rundy jesiennej zlepkiem indywidualności, ma znów przypominać drużynę.

Kazimierz Moskal, Łukasz Garguła
Kazimierz Moskal, Łukasz Garguła (fot. Rafał Rusek /igol.pl)

Moskal wie, że liga jest przegrana. Tu się nie ma co oszukiwać. Dziesięć punktów straty i tylko 13 kolejek do końca, to jest nie do odrobienia. Ale nowy trener Wisły zdaje sobie sprawę z tego, że może pod Wawelem coś ugrać. Jeżeli uda mu się wyeliminować Standard, a do tego awansować do europejskich pucharów, to sezon w Krakowie nie będzie całkiem stracony.

On o tym wie, wiedzą o tym kibice, wie pan Cupiał. Tyle tylko, że nie każdy wiedział, czy Wisła potrzebuje wzmocnień czy nie. Moskal wiedział – nie potrzebuje. Jedyne, czego chce, to spokój i stabilizacja.

Kibice, jak zwykle w takich sytuacjach, domagają się wzmocnień, ale czy Wisła nie ma wystarczająco silnej kadry, by powalczyć o trzecie miejsce w lidze i spróbować wyeliminować czwartą obecnie drużynę ligi belgijskiej? Chyba ma. Wystarczy tylko przestawić coś w głowach zawodników i dać im szansę.

Cezary Wilk
Cezary Wilk (fot. Rafał Rusek / iGol.pl)

W sparingach mistrzowie Polski spisywali się nieźle. Oczywiście spotkania towarzyskie mają to do siebie, że są niemiarodajne i lepiej byłoby sprawdzić piłkarzy w warunkach bojowych, dajmy na to w meczu o Superpuchar, ale skoro Moskal nie miał takiej okazji, to musi sobie poradzić bez tego.

Trener Wisły jest zadowolony z przygotowań do sezonu. Trudno mu się dziwić. Miał idealne warunki do treningu, a przede wszystkim nie musiał drżeć o to, kto z klubu odejdzie, a kto zostanie. Mógł ustawiać wszystkie pionki i figury po swojemu, bez strachu, że zaraz ktoś mu je bez ostrzeżenia wywróci.

Może to jest metoda? Przekonamy się już niedługo.

Najnowsze