Kontuzje zawodników w futbolu to normalne zjawisko – każdy piłkarz musi raz na jakiś czas pokonać mniej lub bardziej groźny uraz. Gorzej, jeśli nie jest to grypa lub lekkie przeziębienie, tylko np. zerwanie więzadeł krzyżowych w kolanie. Wtedy dany pechowiec musi przejeść długi okres rehabilitacji, a niewykluczone też, że klub straci do niego cierpliwość i wystawi na listę transferową. Arsene Wenger, opiekun Arsenalu, jest jednak człowiekiem wyjątkowo wyrozumiałym i aż dziw bierze, dlaczego na Emirates przebywa jeszcze wiecznie kontuzjowany Abou Diaby.
Miłe złego początki
Czarnoskóry pomocnik „The Gunners” urodził się 11 maja 1986 roku w Paryżu, gdzie kilka lat wcześniej z Wybrzeża Kości Słoniowej wyemigrowała jego rodzina. Piłkarz tak naprawdę nazywa się Vassiriki Abou Diaby, ale rzadko używa on swego pierwszego imienia. Już od najmłodszych lat interesował się piłką nożną, a jego idolem był Patrick Vieira, który zafascynował młodego wówczas chłopca swoją fantastyczną postawą podczas mistrzostw świata 1998 rozgrywanych we Francji. Gospodarze turnieju sięgnęli wtedy po złoto, pokonując w wielkim finale Brazylię 3:0 po bramkach Zinedine’a Zidane’a (dwie) oraz Emmanuela Petita. Abou marzył, aby kiedyś móc zagrać razem ze swoim idolem, ale by jego pragnienie uległo spełnieniu, musiał wylać litry potu podczas ciężkich treningów, które rozpoczął jako dziesięciolatek.
Bardzo dobra technika i poprawna kondycja pozwoliły mu przyłączyć się do drużyny Aubervilliers. Utalentowany młodzieniec spędził tam tylko dwa lata, gdyż w 1998 roku wypatrzyli go skauci Red Star Paris. Następnie przeniósł się do INF Clairefontaine, gdzie regularne występy pozwoliły mu zwrócić na siebie uwagę znanego z doskonałego szkolenia młodych piłkarzy AJ Auxerre. Miało to miejsce w 2002 roku, ale nasz bohater w pierwszej drużynie ekstraklasowego wówczas klubu zadebiutował dopiero dwa lata później, w sezonie 2004/2005. Wysoki (191 cm) i silny jak tur ofensywny lub defensywny pomocnik wyróżniał się na tle swoich kolegów nienaganną techniką. Długie nogi nie przeszkadzały mu w grze, wręcz przeciwnie – czarnoskóry zawodnik potrafił z wielką łatwością omijać kolejnych rywali, krótko prowadząc piłkę, co jest rzadkością u zawodników podobnych fizycznie do Diaby’ego. Dla Auxerre Francuz rozegrał łącznie tylko 14 spotkań, po czym 13 stycznia 2006 roku zasilił szeregi Arsenalu. Walkę o jego pozyskanie toczył z „Kanonierami” ich rywal zza miedzy, Chelsea. Kwota transferu wyniosła trochę ponad 2,5 mln funtów.
Dlaczego Abou wybrał akurat ofertę „The Gunners”? Przyczyny takiego wyboru były z pewnością dwie. Po pierwsze, możliwość dalszego rozwoju pod okiem Arsene’a Wengera, który niejednokrotnie udowadniał już, że potrafi wprowadzić utalentowanego gracza na piłkarskie salony. Po drugie, Diaby chciał udowodnić, iż nie bez powodu brytyjscy dziennikarze okrzyknęli go następcą Patricka Vieiry. Nowy pomocnik Arsenalu marzył o tym, by dorównać osiągnięciami swojemu idolowi i żywej legendzie londyńskiego klubu. To właśnie Patrick przez wiele lat stanowił o sile „The Gunners”, był ich kapitanem, kiedy sezon 2003/2004 kończyli bez ani jednej porażki na koncie, jeśli chodzi o mecze Premier League. Dlaczego miałbym mu nie dorównać? – myślał zapewne Diaby. Tym bardziej że po odejściu Vieiry do Juventusu latem 2005 roku w pomocy Arsenalu brakowało lidera z krwi i kości, a kimś takim mógł stać się bohater niniejszego artykułu. Miał na to wszelkie niezbędne papiery. Zadziorny, bezkompromisowo grający pomocnik bardzo szybko zrozumiał, na czym polega angielska piłka, i z miejsca podbił serca kibiców „Kanonierów”. W sezonie 2005/2006 Abou rozegrał dla swojej nowej ekipy 16 meczów, co jest wynikiem dość dobrym jak na debiutanta, ale już wtedy ujawniły się kłopoty zdrowotne pomocnika. 1 maja 2006 roku podczas ligowego starcia z Sunderlandem grający z numerem 2 na plecach Diaby doznał poważnej kontuzji kostki, która wykluczyła go z gry na osiem miesięcy.











