Od dłuższego czasu najpopularniejszym tematem w mediach sportowych w Polsce jest Wisła Kraków. Nowi właściciele 13-krotnego mistrza kraju wciąż nie uregulowali finansów, choć zobowiązali się, że zrobią to na trzy dni przed Sylwestrem. Na domiar złego w niedzielę wieczorem klub wysłał komunikat, jakoby kambodżański właściciel miał zachorować podczas lotu do Nowego Jorku.
Wszyscy się zastanawiają, co to oznacza. Z jednej strony poważna sprawa, w końcu zachorował człowiek i nie powinien być to temat do śmiechu. Jednakże duża część Twittera oraz mediów sportowych nie bierze tych informacji na poważnie. Większość zdaje sobie sprawę z tego, że wygląda to jak jakaś marna inscenizacja. Coś, co najzwyczajniej w świecie wydaje się nieudolnym przedstawieniem teatralnym. Mamy grupę inwestorów, o których tak naprawdę nikt nic nie wie, wśród nich Kambodżanin, do którego nie przyznaje się kambodżańska rodzina królewska, do tego niedawno dowiedzieliśmy się, że inwestorzy nie wiedzą, do kogo tak naprawdę należą grunty nieopodal stadionu Wisły Kraków. W skrócie – galimatias, kogel-mogel po całości…
Tajemnicze sylwetki inwestorów
Od sierpnia 2016 roku klubem rządzi Towarzystwo Sportowe Wisła. Niestety Towarzystwo doprowadziło do ogromnych problemów finansowych, czego efektem jest dług na ponad 20 milionów złotych. Piłkarze niemalże od lipca, tj. początku sezonu, nie mieli płaconych pensji. Głośno jest o degradacji klubu do czwartej ligi. Ponoć Wisła mogłaby nie dokończyć sezonu…
Władze Wisły, aby ratować klub, postanowiły w mig znaleźć nowego inwestora. No i znaleźli, i to trzech. Jednym z nich jest Vanna Ly – Kambodżanin, członek rodziny królewskiej. Podobno ma udziały w największych klubach piłkarskich w Europie i na świecie. Problem w tym, że nikt nic o nim nie wie. Nawet jego „rodzina” ponoć nigdy o nim nie słyszała. Drugim współinwestorem został Mats Hartling. Jest to szwedzki biznesmen, o którym również niewiele wiadomo.
Trzecim inwestorem, jednocześnie „rzecznikiem prasowym” Kambodżanina oraz Szweda, został niejaki Adam Pietrowski. Jedynie on śmiało wypowiadał się w mediach. – Pan Ly to bardzo potężny człowiek pochodzący z rodziny królewskiej w Kambodży. Nie trzeba się obawiać o przyszłość Wisły Kraków. Jego firma Alelega ma udziały w różnych klubach na świecie, między innymi w Manchesterze City. Działa pod parasolem City Football Group – mówił o tajemniczym inwestorze dla „Przeglądu Sportowego” Adam Pietrowski.











