Rok 2012 zaczął się w Premier League od wielkiej sensacji. Skazywany na pożarcie Sunderland pokonał 1:0 Manchester City po bramce Ji Dong-Wona na 20 sekund przed końcem meczu. To oznacza, że na szczycie ligowej tabeli zachowany został status quo, a gracze z niebieskiej części Manchesteru zaprzepaścili szansę na odskoczenie swojemu lokalnemu rywalowi.
Pierwsi niespodziewanie przed szansą stanęli gospodarze, a dokładniej Bendtner. Już w 2. minucie Duńczyk wyszedł sam na sam z Hartem, ale Anglik dobrze spisał się w tej sytuacji i zmusił rywala do błędu. Po kolejnych 120 sekundach golkiper gości ładnie obronił uderzenie McCleana. Na odpowiedź liderów tabeli trzeba było poczekać do 13. minuty, jednak piłka po uderzeniu Johnsona otarła się tylko o boczną siatkę.
W 26. minucie defensywa „Czarnych Kotów” została osłabiona przez kontuzję Wesa Browna. W miejsce Anglika na boisku zameldował się Matthew Kilgallon. Gospodarze nie dochodzili już do tak dobrych sytuacji, ale sami nie pozwalali rywalom na wiele. Po raz pierwszy bramkarz miejscowych, Simon Mignolet, musiał się wysilić w 31. minucie po strzale Dżeko. Minęło 180 sekund i Bośniak pokonał co prawda bramkarza, ale futbolówka zatrzymała się na poprzeczce. Przewaga gości w posiadaniu piłki znacznie wzrosła, ale nie dochodzili oni do kolejnych okazji, a pierwsza połowa zakończyła się niezłym, acz niecelnym, strzałem Gardnera.
Roberto Mancini postanowił jeszcze bardziej wzmocnić atak i na drugą część gry nie wyszedł już De Jong, pojawił się za to Aguero. Niewiele jednak to dało, miejscowi dobrze się bronili. W graczach MC narastała frustracja, co było widać chyba po bezsensownym strzale Zabalety. Uderzenie było tak słabe, że nawet gdyby było celne, obroniłby je ośmiolatek. Widząc to, Mancini sięgnął po swoją największą broń, czyli Davida Silvę. Miejsce na murawie Hiszpanowi zrobił Samir Nasri. Podopieczni Włocha nie potrafili też wykorzystać prezentu, który dostali od sędziego. Kevin Friend nie odgwizdał ewidentnego faulu na Sessegnonie, faworyci przejęli piłkę i w końcu wyprowadzili akcję w swoim stylu. Przed bardzo dobrą szansą stanął Aguero, ale Mignolet odbił jego strzał, a trzeba przyznać, że Argentyńczyk tą próbą nieco mu w tym pomógł.
W odpowiedzi Larsson trafił z wolnego w mur. W 64. minucie świetną akcję przeprowadził Sessegnon, który ograł Kompany’ego i wyszedł sam na sam z Hartem, ale nie trafił w bramkę. Mogło się to zemścić chwilę później, jednak w ostatniej chwili Gardner zablokował strzał z bliska Zabalety, a następnie Argentyńczyka w podobny sposób zatrzymał Colback. W 78. minucie Bendtnera zmienił Ji i, jak się okazało, był to kluczowy moment meczu. Do końca spotkania przybysze z Manchesteru atakowali ze wszystkich sił. Dżeko dwoił się i troił, ale jego celownik chyba za bardzo rozregulował się podczas zabawy sylwestrowej. Sprawy w swoje ręce (a raczej nogi) postanowił wziąć Silva. Mocny strzał z dystansu Hiszpana Mignolet odbił wprost na głowę Richardsa, którego dobitka trafiła ostatecznie w poprzeczkę. A biorąc pod uwagę odległość, jaka dzieliła Anglika od bramki, piłka powinna znaleźć się w siatce.










