W niedzielny wieczór ekipa Rafy Beniteza pokonała na Anfield Road Sunderland. Dwa trafienia na swoje konto dopisał świetnie spisujący się ostatnio, Fernando Torres.
Drugi niedzielny mecz 32. kolejki angielskiej Premier League rozpoczął się o godzinie 17:00 na Anfield Road. Piłkarze Rafy Beniteza podejmowali gości z Sunderlandu. Ostatni mecz pomiędzy tymi dwiema drużynami kibice pamiętają z powodu kontrowersyjnie przyznanej bramki. 17 października ubiegłego roku piłka po strzale Darrena Benta odbiła się od plażowej piłki, która znajdowała się na murawie. W mediach jeszcze długo mówiono o tym wydarzeniu.
Podopieczni Rafy Beniteza wyszli na boisko wyraźnie zmotywowani. Atakowali bramkę rywala już od 1. minuty. Na samym początku, po dośrodkowaniu Gerrarda, na bramkę uderzył Daniel Agger. Na swoim miejscu był jednak Craig Gordon. Bramkarz Sunderlandu nie miał za to żadnych szans przy kolejnym strzale przeciwników. Fernando Torres po przejęciu piłki na lewym skrzydle wbiegł na kraniec pola karnego i przepięknym strzałem w okienko bramki gości otworzył wynik spotkania. W 10. minucie uderzał Ryan Babel. Strzał byłego zawodnika Ajaksu Amsterdam okazał się jednak za słaby, by zaskoczyć Gordona. W 16. minucie Torres mógł wpisać kolejne trafienie na swoje konto, ale Hiszpan z bliskiej odległości nie trafił w bramkę.
Piłkarze Beniteza nie chcieli poprzestać na jednobramkowym prowadzeniu. Cały czas atakowali. Znakomitą okazję już w 17. minucie miał Steven Gerrard, chwilę później po rzucie rożnym strzelał Agger. W 25. minucie świetnym refleksem na bramce popisał się Gordon. Piłkę głową, po rzucie rożnym, zbił pod poprzeczkę Maxi Rodriguez. W 32. minucie „The Reds” dopięli swego. Piłkę po rzucie rożnym przejął Glen Johnson i uderzył na bramkę Gordona. Zanim wpadła do siatki, lekko musnęła Michaela Turnera, co jeszcze bardziej utrudniło skuteczną obronę strzału. Było 2:0. W pierwszej połowie kibice doczekali się jeszcze jednej znakomitej okazji na podwyższenie wyniku. Po raz kolejny strzelał Torres. Hiszpański napastnik trafił w słupek, a jego dobitka pozostawiała wiele do życzenia. Arbiter spotkania zakończył pierwszą część gry, w której Sunderland nie istniał.
Druga część gry obiecywała sporo emocji. Liverpool w pierwszej połowie pokazał dynamiczny, ofensywny futbol i tego samego, z pewnością, domagali się kibice „The Reds”. Pierwszy strzał na bramkę Sunderlandu oddał Ryan Babel. Holender uderzył jednak ponad bramką. Pięć minut później odpowiedzieli goście. Strzelał Jordan Henderson, ale bez większego problemu piłkę złapał Reina. W 60. minucie drugą bramkę w meczu strzelił Fernando Torres. Markując strzał, sprytnie piłkę odegrał mu Johnson, a Hiszpan bez problemu posłał ją do siatki Gordona. Liverpool wygrywał już 3:0 i nikomu się nie wydawało, że Sunderland jest w stanie wywalczyć choćby remis.
Po trzeciej bramce podopieczni Rafy Beniteza częściej pozwalali gościom wchodzić na ich połowę. W końcowej części drugiej połowy to piłkarze Sunderlandu częściej posiadali piłkę, ale nie potrafili stworzyć sobie dogodnej sytuacji na strzelenie bramki. W 80. minucie zaskoczyć Reinę próbował Kieran Richardson. Strzał byłego pomocnika Manchesteru United był minimalnie niecelny. Dwie minuty później odpowiedział Babel, ale i on nie pokonał golkipera rywala. W 91. minucie groźny strzał sprzed pola karnego oddał Boudewijn Zenden. Pepe Reina popisał się świetną interwencją i nie pozwolił na honorowe trafienie Sunderlandu. Mecz zakończył się zwycięstwem Liverpoolu. „The Reds” pokazali w niedzielę ładny futbol. Do najlepszej dyspozycji wraca Fernando Torres, a więc zapowiada się ciekawa walka o czwartą lokatę. W poniedziałek swój mecz rozegra Manchester City, który może wyprzedzić Liverpool, jeśli wygra swój mecz z Wigan Athletic.










