Na takie spotkania można patrzeć bez przerwy. Po dramatycznym, pełnym zwrotów akcji i bramek meczu Lech Poznań pokonał Zawiszę Bydgoszcz 3:2.
Na trybunach od początku panowała świetna atmosfera. Frekwencja dopisała, bo każdy posiadacz karnetu miał możliwość darmowego zaproszenia na mecz jednej osoby. W obliczu słabych wyników Lecha takie akcje mają sens i rację bytu. Już w 4. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Szybko z rzutu wolnego z połowy boiska grę rozpoczął Trałka. Daleka piłka trafiła na skrzydło do Pawłowskiego, świetnie na obieg ruszył Wołąkiewicz, który dostał podanie w tempo, zagrał na środek pola karnego prosto na nogę Bartosza Ślusarskiego, po czym było 1:0. To była pierwsza ofensywna akcja w spotkaniu.

W 9. minucie ładnie w pole karne Lecha wdarł się Petasz, ale jego odegranie do Vasconcelosa było niedokładne i padło łupem obrońców. Lech świetnie grał pressingiem, przez co często wygarniał piłkę naciskanym graczom Zawiszy. Zawodnicy z Bułgarskiej starali się grać finezyjnie, gościom brakowało kontrargumentów. Nie minęło 20 minut, a było już 2:0. Akcję rozpoczął Trałka, zagrał po skrzydle do Pawłowskiego, a jego dośrodkowanie z prawej strony wykończył sprytnym strzałem przy słupku Luis Henriquez. Już minutę później bramkę dla Zawiszy powinien zdobyć Masłowski. Błąd w kryciu popełnił Arboleda, ale strzał zawodnika z Bydgoszczy ofiarną interwencją zablokował Kamiński. Gospodarze przez cały czas atakowali prawą stroną, po kolejnym dośrodkowaniu z tej flanki z piłką w groźnej sytuacji minął się harujący za trzech na całym boisku Ślusarski.
W 31. minucie Wójcicki ładnym zwodem minął Henriqueza, a jego dośrodkowanie skończyło się rzutem rożnym. Centrę Petasza na bramkę zamienił Masłowski i Zawisza uwierzył, że może coś ugrać na INEA Stadionie. Dużym zagrożeniem dla „Kolejorza” były stałe fragmenty gry w wykonaniu piłkarzy Ryszarda Tarasiewicza. Po kolejnym rzucie wolnym Masłowski próbował szczęścia strzałem z dystansu, ale piłka poleciała daleko od bramki Kotorowskiego. W 44. minucie pięknym podaniem popisał się Masłowski, przed polem karnym klatką piersiową futbolówkę przyjął Vasconcelos, huknął jak z armaty, ale piłka przeleciała minimalnie nad poprzeczką. To była naprawdę groźna kontra piłkarzy z Bydgoszczy. Niedługo potem sędzia zakończył pierwszą, stojącą na świetnym poziomie, połowę.
Druga część meczu zaczęła się podobnie jak pierwsza – od groźnej akcji Lecha z prawej strony. Ubiparip nie trafił jednak w bramkę po zagraniu Pawłowskiego, a w dodatku był na spalonym. W 50. minucie ładną kontrę wyprowadził Lech, ale ten sam Ubiparip po dobrym przyjęciu i zejściu do środka zwodem zgubił piłkę gdzieś pod stopą i fatalnie przestrzelił. W 52. minucie po kolejnym zagraniu Pawłowskiego z prawej strony podanie przedłużył Wołąkiewicz. Futbolówka poleciała pod nogi Claasena, który zaliczył trafienie w debiucie w zespole z Poznania. Chwilę później z boiska wyleciał Henriquez. Głupi faul w środku pola skończył się żółtą kartką, a jako że Panamczyk po strzeleniu gola zdjął koszulkę, gospodarze od 54. minuty grali w dziesiątkę.












