Jedyne niedzielne spotkanie 24. kolejki Premier League dostarczyło kibicom wielu emocji. Po niezwykle zaciętym i efektownym meczu lepsi okazali się piłkarze Blackburn Rovers, którzy pokonali West Brom 2:0.
Od początku spotkania do ataku odważnie ruszyli goście. Już w 30. sekundzie spotkania mocny strzał na bramkę oddał Peter Odemwingie, ale świetna parada Paula Robinsona uratowała miejscowych od utraty gola. Przez kolejne minuty sytuacja na placu gry nie zmieniała się i West Brom nadal dominował na boisku, konstruując stopniowo ataki pod bramką przeciwnika, natomiast Blackburn tylko sporadycznie wychodził z własnej połowy. Po niecałej pół godzinie obraz gry obrócił się o 180 stopni. Teraz to gospodarze byli w roli atakującego, a goście dość rozpaczliwie próbowali bronić się przed ich natarciami.

Jednym z bohaterów był golkiper „The Baggies”, Boaz Myhill, który znakomicie spisywał się w bramce. Walijczyk raz za razem dzielnie bronił groźnych strzałów przeciwników, aż do 41. minuty, kiedy to kompletnie zaskoczony wyciągał futbolówkę z bramki po strzale swojego obrońcy Gabriela Tamasa. Ta tak niefortunna interwencja rumuńskiego zawodnika dała prowadzenie gospodarzom. Zdobyta bramka widocznie zwiększyła ich ambicje, ponieważ jeszcze przed zejściem do szatni koniecznie chcieli podwyższyć wynik. Doskonałą okazję ku temu miał Roque Santa Cruza, ale kolejny raz kapitalną interwencją popisał się golkiper przyjezdnych.
To, co nie udało się przed przerwą podopiecznym Steve’a Keana, zrealizowali zaraz po przerwie. 20-letni David Hoillet pokonał Myhilla pięknym strzałem pod poprzeczkę bramki. Odpowiedź gości przyszła pięć minut później. Jerome Thomas mocno uderzył zza pola karnego, ale rewelacyjnie w bramce spisał się Paul Robinson, powtarzając tym samym swój wyczyn z początku meczu.
Kolejna szansa dla West Bromu przyszła w 67. minucie. Faulowany przy linii pola karnego był Peter Odemwingie, ale sędzia źle zinterpretował zaistniałą sytuację i podyktował dla gości tylko rzut wolny. Do piłki podszedł Brunt, ale jego strzał zatrzymał się na murze. Do końca spotkania piłkarze Robert Di Matteo wszystkimi sposobami próbowali zdobyć kontaktową bramkę, ale defensywa gospodarzy nie dała się zaskoczyć.











