Świetne widowisko na White Hart Lane!


Tottenham pokonał zespół Stevenage 3:1 w powtórzonym meczu piątej rundy FA Cup. Wynik, choć sprawiedliwy, nie do końca oddaje przebieg spotkania. Mimo że goście grają na co dzień o dwie klasy rozgrywkowe niżej, potrafili zawiesić „Kogutom” poprzeczkę bardzo wysoko i udowodnić, że remis w pierwszym starciu nie był przypadkowy.


Udostępnij na Udostępnij na

Przed pierwszym meczem pomiędzy tymi drużynami faworyt mógł być tylko jeden. Tottenham, który w tym sezonie w lidze sprawuje się świetnie, miał zmiażdżyć ósmą drużynę League One, czyli trzeciej klasy rozgrywkowej w Anglii. Tak się jednak nie stało. Spotkanie na Broadhall Way zakończyło się bezbramkowym remisem, dlatego o końcowym rozstrzygnięciu tej rywalizacji musiał zadecydować dodatkowy mecz, na White Hart Lane. 

Harry Redknapp nadal nie czuł wielkiego respektu przed przeciwnikiem, postawił bowiem na kilku rezerwowych zawodników, takich jak m.in. Danny Rose, Ryan Nelsen i Carlo Cudicini. 

Już w 3. minucie spotkania Ryan Nelsen, który rozgrywał dopiero trzeci mecz w swoim nowym klubie, ewidentnie spóźnił się z interwencją w polu karnym i sędzia Michael Oliver nie miał innego wyjścia, jak tylko podyktować rzut karny. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł sam poszkodowany, Joel Byrom, i pewnie strzelił w róg bramki. Zapowiadała się nie lada sensacja. 

W 11. minucie kolejna próba Stevenage. Z dystansu uderzał Byrom, ale tym razem strzał był kompletnie nieudany. Zawodnicy Tottenhamu próbowali przedostawać się pod bramkę przeciwnika krótkimi podaniami, jednak nie było to łatwe przy dobrym pressingu rywali. 

Zgoła inny sposób na grę obrał trener Gary Smith, szkoleniowiec gości. Jego piłkarze sporo strzelali zza pola karnego. W 18. minucie taką próbę podjął Michael Bostwick, jednak uderzenie było słabe i niecelne. W 25. minucie rzut wolny z prawej strony boiska dla gości przyniósł dobre dośrodkowanie, które spadło na głowę zawodnika Stevenage, a piłka po tym strzale o centymetry minęła bramkę strzeżoną przez Carlo Cudiciniego. 

„Koguty” nie miały jednak zamiaru rozpamiętywać tej sytuacji.  Zaraz po wznowieniu gry z piątego metra długą piłkę do Jermaine Defoe posłał Gareth Bale, a angielski napastnik dobrze ją opanował i uderzył z dwudziestu metrów lewą nogą. Futbolówka zatrzymała się dopiero w siatce bramki Chrisa Daya i mecz rozpoczynał się od nowa. 

W końcówce pierwszej połowy groźnie zrobiło się jeszcze pod bramką Stevenage, rywale stworzyli kilka składnych akcji, jednak żadna z nich nie zakończyła się dobrym strzałem. Po doliczeniu aż czterech minut do regulaminowego czasu pierwszej połowy, Michael Oliver zaprosił piłkarzy na przerwę. Tak jak w pierwszym meczu, zawodnicy Tottenhamu nie mieli łatwego zadania i nic nie zapowiadało zmiany w poziomie gry prezentowanym przez przyjezdną ekipę.

Po wznowieniu gry, w 48. minucie z prawego skrzydła dośrodkował w swoim stylu Kyle Walker, a piętą bramkę zdobył Defoe, jednak był na pozycji spalonej, co nie uszło uwadze sędziego liniowego. W odpowiedzi chwilę później kapitalną okazję miał Mark Roberts, uderzał z bliska, jednak intuicyjnie strzał obronił golkiper „Kogutów”.

Piłkarze nie mieli zamiaru zwalniać tempa. W 52. minucie z rzutu rożnego dośrodkowywał Rafael van der Vaart, na bliższym słupku znalazł się Bale, który uderzył głową w kierunku dalszego rogu bramki Chrisa Daya, jednak jego uderzenie było minimalnie niecelne. Chwilę później Walijczyk stworzył sobie kolejną okazję, jednak był przewracany w polu karnym i sędzia po raz kolejny w tym meczu wskazał na wapno. Bezbłędnie rzut karny wykonał Emmanuel Adebayor i na prowadzenie wysunęła się drużyna z północnego Londynu. 

W 60. minucie potężnie z daleka kropnął Bale, ale piłka wylądowała na poprzeczce i wyszła poza boisko. Cztery minuty później swój trzeci strzał z dystansu w tym meczu oddał Michael Bostwick. Tym razem było to dobre uderzenie, jednak zostało obronione przez Cudiciniego. Chwilę później po rzucie rożnym i główce zawodnika gości piłka ostemplowała poprzeczkę. 

Na kwadrans przed końcem spotkania szybko i mocno z rzutu z autu piłkę wyrzucił Bale. Z tak dobrego zagrania skorzystał Defoe, który wbiegł w pole karne, przedryblował obrońcę i posłał precyzyjny strzał przy dalszym słupku bramki rywala. Wynik 3:1 nie mógł napawać optymizmem zawodników Gary’ego Smitha, jednak już chwilę po straceniu tej bramki rzucili się oni do odrabiania strat. Z daleka już kolejny raz strzelał Bostwick, tym razem chybił o kilka centymetrów. 

W 87. minucie meczu z prawej strony dośrodkowywał aktywny Bostwick, a uderzał Lawrie Wilson, jednak po raz kolejny dobrze spisał się Cudicini. Arbiter spotkania do regulaminowego czasu gry doliczył trzy minuty, a po ich upływie zakończył mecz.

Na White Hart Lane obejrzeliśmy świetne widowisko, nieodstające poziomem od meczów rozgrywanych w ramach Premier League. Zwłaszcza przegranej drużynie należą się duże brawa, ponieważ potrafiła przez całe 90 minut zagrażać rywalom, którzy zajmują trzecie miejsce w najwyższej lidze w Anglii. 

Najnowsze