Piłkarze z Liverpoolu wygrali piąty mecz z rzędu. Tym razem, ich dominację musieli uznać piłkarze Fulham, którzy na własnym obiekcie ulegli 1:3.
Faworytem spotkania rozgrywanego na Craven Cottage byli goście. Podopieczni Roberto Martineza wobec nie najlepszej ostatnio gry Arsenalu cały czas zachowują szansę na czwarte miejsce w tabeli i udział w eliminacjach Ligi Mistrzów. Początek meczu nie przyniósł zbyt wielu emocji, a gra toczyła się głównie w okolicach koła środkowego.

W 21. minucie groźną okazję mieli gospodarze, ale arbiter boczny niesłusznie, jak pokazały powtórki, podniósł chorągiewkę. 120 sekund później na strzał zdecydował się znajdujący się ostatnio w wysokiej formie Deulofeu, ale na posterunku był Stockdale. Sześć minut później gracze z Liverpoolu powinni stracić bramkę, gdy uderzenie głową wykonał Holtby, ale świetną paradą popisał Howard. Everton miał przewagę w posiadaniu piłki, ale groźniejsze sytuacje stwarzali sobie gospodarze. Mieli jednak problemy z ich wykończeniem, dlatego pierwsza część gry zakończyła się wynikiem bezbramkowym.
Druga połowa rozpoczęła się świetnie dla faworyzowanych przyjezdnych, którzy po sześciu minutach wyszli na prowadzenie. Do wybitej z rzutu rożnego piłki dopadł Naismith, skierował ją w kierunku bramki, a ta po drodze odbiła się jeszcze od wracającego Stockdale`a. W 60. minucie dużo miejsca na oddanie strzału miał Baines, ale nie zdołał wpisać się na listę strzelców. Nie udało się to także pięć minut później Lukaku, który w bardzo dobrej sytuacji uderzył prosto w bramkarza.
Niewykorzystane sytuacje zemściły się w 71. minucie spotkania. Dejagah zdecydował się na uderzenie zza linii pola karnego i piłka wylądowała w siatce. Howard nie miał absolutnie nic do powiedzenia przy tym kapitalnym uderzeniu. Akcji gospodarzy towarzyszyły kontrowersje, gdyż na jej początku Heitinga przytrzymywał Naismitha. Sześć minut później podopieczni Magatha mieli dwie świetne okazje do wyjścia na prowadzenie, ale Howard dwukrotnie świetnie obronił strzały najpierw strzał z dystansu, a później dobitkę Kasamiego.
Everton przeczekał napór rywala i w 79. minucie zadał drugi cios. Mirallas świetnie wyszedł do prostopadłego podania i z zimną krwią wykorzystał sytuację sam na sam. Osiem minut później zwycięstwo gości przypieczętował Naisimith. Szkot miał jeszcze w doliczonym czasie szansę na kolejnego gola, ale tym razem piłka trafiła tylko w słupek.
Everton pokonał na wyjeździe Fulham i do czwartego w tabeli Premier League Arsenalu tracą już tylko cztery punkty. Podopieczni Roberto Martineza mają przy tym jeden mecz rozegrany mniej niż „Kanonierzy”. Zespół gospodarzy cały czas pozostaje „czerwoną latarnią” ligi angielskiej.











