O reprezentacji, orzełku, T-Mobile Ekstraklasie i pierwszej lidze. O tym wszystkim udało nam się porozmawiać z Mateuszem Święcickim, redaktorem stacji Orange Sport i byłym redaktorem radia iGol FM.
Domyślam się, że oglądałeś mecz reprezentacji z Włochami. Jak ocenisz grę podopiecznych Smudy w tym spotkaniu?
Jeżdżę za kadrą od początku pracy Franciszka Smudy. Teraz funkcjonuję w tej reprezentacji w nieco innej roli, niedługo widzowie Orange Sport będą mogli się o tym przekonać, bo od zgrupowania w Korei Południowej towarzyszymy kadrowiczom na każdym kroku. Co do meczu – byłem rozczarowany, ale miałem świadomość, z kim gramy. Kilka godzin przed kickoffem rozmawiałem długo ze Zbigniewem Bońkiem i on słusznie zauważył, że reprezentacja Włoch ma znakomitą pomoc z De Rossim, Aquilanim, Nocerino, Montolivo i Marchisio. Ten ostatni to jeden z moich ulubionych piłkarzy. Dość wnikliwie interesuję się calcio i wiedziałem, że będzie trudno. Tak naprawdę Włosi, którzy przygotowywali się do meczu do ostatnich godzin na własnych boiskach we Florencji, są w znakomitej formie. Widziałem w RAI gierkę na ich treningu, transmitowaną na żywo, i pomyślałem sobie wtedy, że jak wygramy, to będę zachwycony. Mamy dużo do poprawy, zwłaszcza jeśli chcemy coś na Euro zwojować. Brakowało mi pasji w grze po odbiorze piłki, błyskotliwości na skrzydłach i zaangażowania, zwłaszcza w drugiej połowie.
Michał Probierz powinien sobie poradzić w Grecji (fot. Rafał Rusek / iGol.pl)
Włosi są zachwyceni zwycięstwem nad Polską. Prasa w Italii rozpływa się nad grą swoich piłkarzy i ma ku temu powody. Na boisku było widać różnicę klas, jaka dzieli oba zespoły. Podobnie było w meczu z Francją. Nie ma co ukrywać, że dzieli nas od czołowych europejskich zespołów przepaść. Zdążymy choć trochę zmniejszyć ten dystans?
Nie mam pojęcia. Powiem szczerze, że liczę na farta Smudy, na jego trenerskie szczęście, umiejętność wykorzystania wszystkiego, co potrafi, w decydujących, krytycznych momentach. Na pewno wiele można poprawić w aspekcie przygotowania fizycznego, a Remigiusz Rzepka i Adam Rochstein to absolutni profesjonaliści. Europejska czołówka. Miałem okazję długo dyskutować ostatnio z trenerem Cracovii, Dariuszem Pasieką, i on mówi do mnie: –Słuchaj, Franek zrobił świetny ruch z tymi chłopakami od przygotowania motorycznego. To będzie procentować. Zauważ, jak kadra wygląda fizycznie w drugich meczach podczas zgrupowań. Muszę Darkowi przyznać, że zauważył fajną rzecz. Sam będę przyglądał się uważnie naszym piłkarzom w Poznaniu przy okazji meczu z Węgrami. Co do Włochów – jak Prandelli zaczynał przygodę z kadrą, to media po katastrofalnym mundialu nazywały jego reprezentację Serie B. Tymczasem facet postawił drużynę na nogi, wprowadził kilkunastu młodych piłkarzy, potrafił odbudować wartość reprezentacji i jej pozytywny wizerunek. Niesamowite jest to, jak przyjeżdżają ubrani włoscy piłkarze na mecze, pełna unifikacja, klasa, eksponowanie jedności. Rzecznik prasowa „Squadra Azzurra” powiedziała mi, że Prandelli jest absolutnym detalistą, zwraca uwagę na najmniejsze szczegóły i pracuje nad kadrą wielowymiarowo. Dlatego piłkarze chętnie na nią jeżdżą. To samo jest teraz we Francji.
Wspomniałeś o ważnej rzeczy, o przywiązaniu do reprezentacyjnych barw. U nas w przeddzień Euro zrywa się z wieloletnią tradycją i zdejmuje orzełka z koszulek reprezentacji. Warto było dla korzyści finansowych wywoływać kolejną burzę wokół kadry?
To, czy będą korzyści finansowe, to my się dopiero przekonamy. Moim zdaniem trzeba było zrobić to samo co podczas Euro 2008. Po lewej stronie było godło reprezentacji – piłka ze skrzydłem husarza, w środku orzełek w koronie, po prawej stronie logo sponsora odzieżowego kadry – firmy Puma. Zamieszanie zrobiło się gargantuiczne, media podchwyciły temat w bardzo newralgicznym momencie, tuż przed rocznicą odzyskania niepodległości. Każdy piłkarz chciałby grać z orzełkiem na piersi. Każdy. To symbol, integralna część polskości, element tożsamości narodowej, którym się nie szarga. Nie jestem rozegzaltowanym patriotą, raczej umiarkowanym. Nie chodzę na manifestacje, mam trochę inną optykę szafowania patriotyzmem – uważam, że jeśli płacę podatki, nie jeżdżę na gapę komunikacją miejską i nie robię przekrętów, to zachowuję się jak patriota. Na tym polega patriotyzm czasu pokoju i stabilizacji. Ale nie zabieram nikomu prawa do większej ekspresji, do manifestowania przywiązania do barw narodowych. Jeśli ktoś chce, proszę bardzo. Weryfikacją nowych koszulek będzie rynek, kibic, jego wola i głębokość kieszeni. Tyle w tym temacie.
Dobrze, zostawmy już kadrę i porozmawiajmy o T-Mobile Ekstraklasie. Wielkimi krokami zbliżamy się do końca rundy jesiennej i czas na małe podsumowanie. Na razie liderem jest Śląsk Wrocław, jesteś zaskoczony tak dobrą dyspozycją tej drużyny?
Bardzo. Nie przypuszczałem, że Orest Lenczyk de facto w drugim sezonie będzie potrafił tę drużynę utrzymać w analogicznej formie jak w końcówce poprzednich rozgrywek. Byłem we Wrocławiu ostatnio na wywiadzie z wicemistrzem świata w zapasach Damianem Janikowskim. Chłopak jest niebywale utalentowany, czołówka światowa, nasza nadzieja na igrzyska w Londynie, a trenuje w warunkach traumatycznych. Budynek z lat 60., w którym czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu, stare maty, warunki skrajnie spartańskie. Dlaczego o tym mówię? Bo tam też siłę przychodzą trenować piłkarze Śląska Wrocław. Orest Lenczyk przed rokiem odbudował zespół fizycznie, postawił na sprawdzone patenty, na swoją długoletnią wizję pracy z zespołem. I co? I okazuje się, że jeśli w polskiej ekstraklasie jest się kapitalnie przygotowanym wydolnościowo, posiada się dobrych piłkarzy, można być w samej czołówce. Ciekaw jestem, czy Orest Lenczyk nie powieli błędów z Bełchatowa z 2007 roku i czy na ostatniej prostej Śląsk nie straci mistrzostwa. Jeśli udałoby się utrzymać formę do końca sezonu, Lenczyk powinien zostać santo. Subito!
Na wyróżnienie zasługują też piłkarze Legii. Maciej Skorża, który w ostatniej chwili uratował swoją posadę, dokonał trudnej sztuki i przygotował zespół do gry na trzech frontach. Czy stać Legię na to, by skutecznie walczyć o tytuł mistrza kraju i awansować w Lidze Europy dalej niż Lech w poprzednim sezonie?
To zależy, na którym miejscu Legia skończy rywalizację w grupie. Z tego, co wiem, na zgrupowaniu reprezentacji Polski złożonej z zawodników występujących w polskiej ekstraklasie w Turcji nie będzie młodych piłkarzy Legii. Wszystko przez starcie z PSV, które będzie grą o kasę, prestiż i być może pierwszą lokatę w stawce. W Warszawie Maciej Skorża, który nie zwykł stawiać na młodych piłkarzy i który optykę na tę sprawę ma odmienną od Jana Urbana, został zmuszony do sięgnięcia po Wolskiego czy Żyrę ze względu na urazy innych piłkarzy. Dziś Legia to inna bajka. Największymi gwiazdami są wprawdzie obcokrajowcy, ale w wyjściowych jedenastkach mamy zdecydowaną przewagę Polaków. Decydująca będzie zima. Z tego, co wiem, spektakularnych wzmocnień nie będzie, ale uda się pozyskać kilku zawodników. Przypomnijmy sobie, jak polityka transferowa Wisły zadecydowała o jej losie w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu. Genkow, Parejko, Melikson. Oni mieli największy wpływ na mistrzostwo!
Jeżeli chodzi o Wisłę, to chyba jest to największe rozczarowanie sezonu. Trener Maaskant już pod Wawelem nie pracuje, a drużyna wydaje się rozbita. Krakowianie mogą się jeszcze liczyć w walce o tytuł?
Jeśli do końca rundy jesiennej wygrają wszystko, to droga będzie otwarta. Mamy potwornie długą przerwę w rozgrywkach. To jest świetny czas, by stworzyć zręby nowego zespołu. W Wiśle problem polega jednak na tym, że na razie tyle wiadomo, że nic nie wiadomo. Nie wierzę, że Kazimierz Moskal będzie pracował z zespołem na wiosnę. Nie wierzę, że nie dojdzie do kolejnych zmian personalnych na szeroką skalę. Chciałbym, by Wisła wstała z kolan, wyprostowała kręgosłup i zaprezentowała formę z poprzedniej wiosny. Pamiętajmy, że ten zespół jest zdziesiątkowany kontuzjami, pozbawiony najważniejszych argumentów.
Do zmiany trenera doszło nie tylko w Wiśle, ale także w Lechii, ŁKS-ie, Zagłębiu… Troszkę tych roszad było w ostatnim czasie. Najciekawiej zapowiada się powrót na ławkę trenerską Ryszarda Tarasiewicza, który podjął się pracy w ŁKS-ie Łódź. Da radę?
Po pierwsze, muszę powiedzieć, że uwielbiam Michała Probierza i bardzo mu kibicuję. Czasem irytuje mnie manierą poprawiania wszystkich dziennikarzy i chęcią kozaczenia za każdym razem, ale to pasjonat. Powtarzam: PASJONAT! I świetny trener. Nie boi się trudnych decyzji, bierze odpowiedzialność za swoje decyzje. Rozumie też pracę trenera wielowątkowo, wie, że rzeczywistość ciągle się zmienia, że dziś wymaga się od szkoleniowca niebywałej wszechstronności. Chciałbym, by osiągnął sukces. Jest pewny siebie, przebojowy i – najważniejsze – jest dobrym trenerem. Nie ma żadnych kompleksów. Co do Tarasiewicza – on chyba jest OK. Długo nie pracował. Wejdzie w zespół jak burza. Przypomnę jeszcze, że Michał Probierz był po rozmowie z Bogusławem Cupiałem w sprawie prowadzenia Wisły. Panowie się dogadali, ale pojawiła się oferta z Arisu. No i Probierz poleciał. Nie dziwię mu się, ale Cupiał to pewnie sobie zapamięta.
Właśnie o Probierza chciałem teraz zapytać. Mówi się o nim, że jest to jeden z najbardziej utalentowanych polskich trenerów. Teraz dostał szansę pracy w Arisie, a to wiadomo–inna półka. Myślisz, że były trener ŁKS-u porwie piłkarzy w Salonikach, tak jak zrobił to w Białymstoku i Łodzi? Do zwykłego trenerskiego stresu dojdą przecież bariera językowa, inna mentalność piłkarzy, kibiców, mediów…
Polscy trenerzy nie pracują na Zachodzie, bo nie odnosimy sukcesu w europejskich pucharach. Tylko tak cię mogą zauważyć na Zachodzie. A jak cię mają docenić, skoro ty nie prowadzisz swojej drużyny nawet w Lidze Europy? Fajną rzecz powiedział mi ostatnio Paweł Brożek – jak przyjechali go kupować z Fulham, pytali się, ile goli strzelił w europejskich pucharach. Polska liga ich w ogóle nie interesowała, nie przywiązywali do tego wagi. Odnośnie do Probierza. Spójrzmy. Z Arisu jest blisko do Panathinaikosu, do Olympiakosu. Ten gość może naprawdę osiągnąć sukces, na możliwości polskich trenerów, spektakularny. Wsiadł na wysokiego konia, to prawda. Ale jest inteligentny, ma dobry warsztat. Szybko uczy się języków obcych. Biegle mówi po niemiecku, porozumiewa się po hiszpańsku. Jaki problem opanować angielski czy grecki? Żaden. Zerwijmy z przekonaniem, że facet pod czterdziestkę nie może się już uczyć. Pewnie, że może. Kiedy Mourinho zostawał trenerem Interu, poświęcał na włoski kilkanaście godzin dziennie, po czym na pierwszej konferencji wszystkich zdumiał znajomością tego przepięknego języka. Gattuso powiedział: –Chryste, ten facet mówi lepiej po włosku niż ja. A ja się tu urodziłem. Wróćmy do Probierza. Jak mu się nie uda w Grecji, wróci do Polski i będzie trenował jeszcze kilkanaście klubów w swojej karierze. Dlaczego więc miał nie spróbować?
I na koniec zapytam o zaplecze TME. Wiem, że od niedawna transmitujecie w Orange Sport rozgrywki pierwszej ligi. Czy jest jakiś zespół w pierwszej lidze, który poradziłby sobie w ekstraklasie?
Powiem fajną rzecz. Zrobiłem w tym sezonie trzy mecze pierwszej ligi. To nie jest dużo, mam wiele obowiązków, zwłaszcza teraz z reprezentacją Polski, przy której jestem bardzo blisko. Ale nie zauważyłem żadnej różnicy w atrakcyjności widowiska w porównaniu do ekstraklasy. Wszystkie mecze, które komentowałem, były świetne. I to nie jest żadna kurtuazja czy przesadne dbanie o swój projekt. Pogoń Szczecin poradziłaby sobie bez problemów. Sam z absolutnym entuzjazmem podchodzę do tego, że mamy pierwszą ligę. Ostatnio jeden ze znanych dziennikarzy powiedział mi, że w życiu nie obejrzałby meczu pierwszej ligi, bo to strata czasu. Mam kompletnie inną optykę. Piłka to nie tylko Liga Mistrzów i reprezentacja Polski.
O reprezentacji, orzełku, T-Mobile Ekstraklasie i pierwszej lidze. O tym wszystkim udało nam się porozmawiać z Mateuszem Święcickim, redaktorem stacji Orange Sport i byłym redaktorem radia iGol FM.
Domyślam się, że oglądałeś mecz reprezentacji z Włochami. Jak ocenisz grę podopiecznych Smudy w tym spotkaniu?
Jeżdżę za kadrą od początku pracy Franciszka Smudy. Teraz funkcjonuję w tej reprezentacji w nieco innej roli, niedługo widzowie Orange Sport będą mogli się o tym przekonać, bo od zgrupowania w Korei Południowej towarzyszymy kadrowiczom na każdym kroku. Co do meczu – byłem rozczarowany, ale miałem świadomość, z kim gramy. Kilka godzin przed kickoffem rozmawiałem długo ze Zbigniewem Bońkiem i on słusznie zauważył, że reprezentacja Włoch ma znakomitą pomoc z De Rossim, Aquilanim, Nocerino, Montolivo i Marchisio. Ten ostatni to jeden z moich ulubionych piłkarzy. Dość wnikliwie interesuję się calcio i wiedziałem, że będzie trudno. Tak naprawdę Włosi, którzy przygotowywali się do meczu do ostatnich godzin na własnych boiskach we Florencji, są w znakomitej formie. Widziałem w RAI gierkę na ich treningu, transmitowaną na żywo, i pomyślałem sobie wtedy, że jak wygramy, to będę zachwycony. Mamy dużo do poprawy, zwłaszcza jeśli chcemy coś na Euro zwojować. Brakowało mi pasji w grze po odbiorze piłki, błyskotliwości na skrzydłach i zaangażowania, zwłaszcza w drugiej połowie.
Michał Probierz powinien sobie poradzić w Grecji (fot. Rafał Rusek / iGol.pl)
Włosi są zachwyceni zwycięstwem nad Polską. Prasa w Italii rozpływa się nad grą swoich piłkarzy i ma ku temu powody. Na boisku było widać różnicę klas, jaka dzieli oba zespoły. Podobnie było w meczu z Francją. Nie ma co ukrywać, że dzieli nas od czołowych europejskich zespołów przepaść. Zdążymy choć trochę zmniejszyć ten dystans?
Nie mam pojęcia. Powiem szczerze, że liczę na farta Smudy, na jego trenerskie szczęście, umiejętność wykorzystania wszystkiego, co potrafi, w decydujących, krytycznych momentach. Na pewno wiele można poprawić w aspekcie przygotowania fizycznego, a Remigiusz Rzepka i Adam Rochstein to absolutni profesjonaliści. Europejska czołówka. Miałem okazję długo dyskutować ostatnio z trenerem Cracovii, Dariuszem Pasieką, i on mówi do mnie: –Słuchaj, Franek zrobił świetny ruch z tymi chłopakami od przygotowania motorycznego. To będzie procentować. Zauważ, jak kadra wygląda fizycznie w drugich meczach podczas zgrupowań. Muszę Darkowi przyznać, że zauważył fajną rzecz. Sam będę przyglądał się uważnie naszym piłkarzom w Poznaniu przy okazji meczu z Węgrami. Co do Włochów – jak Prandelli zaczynał przygodę z kadrą, to media po katastrofalnym mundialu nazywały jego reprezentację Serie B. Tymczasem facet postawił drużynę na nogi, wprowadził kilkunastu młodych piłkarzy, potrafił odbudować wartość reprezentacji i jej pozytywny wizerunek. Niesamowite jest to, jak przyjeżdżają ubrani włoscy piłkarze na mecze, pełna unifikacja, klasa, eksponowanie jedności. Rzecznik prasowa „Squadra Azzurra” powiedziała mi, że Prandelli jest absolutnym detalistą, zwraca uwagę na najmniejsze szczegóły i pracuje nad kadrą wielowymiarowo. Dlatego piłkarze chętnie na nią jeżdżą. To samo jest teraz we Francji.
Wspomniałeś o ważnej rzeczy, o przywiązaniu do reprezentacyjnych barw. U nas w przeddzień Euro zrywa się z wieloletnią tradycją i zdejmuje orzełka z koszulek reprezentacji. Warto było dla korzyści finansowych wywoływać kolejną burzę wokół kadry?
To, czy będą korzyści finansowe, to my się dopiero przekonamy. Moim zdaniem trzeba było zrobić to samo co podczas Euro 2008. Po lewej stronie było godło reprezentacji – piłka ze skrzydłem husarza, w środku orzełek w koronie, po prawej stronie logo sponsora odzieżowego kadry – firmy Puma. Zamieszanie zrobiło się gargantuiczne, media podchwyciły temat w bardzo newralgicznym momencie, tuż przed rocznicą odzyskania niepodległości. Każdy piłkarz chciałby grać z orzełkiem na piersi. Każdy. To symbol, integralna część polskości, element tożsamości narodowej, którym się nie szarga. Nie jestem rozegzaltowanym patriotą, raczej umiarkowanym. Nie chodzę na manifestacje, mam trochę inną optykę szafowania patriotyzmem – uważam, że jeśli płacę podatki, nie jeżdżę na gapę komunikacją miejską i nie robię przekrętów, to zachowuję się jak patriota. Na tym polega patriotyzm czasu pokoju i stabilizacji. Ale nie zabieram nikomu prawa do większej ekspresji, do manifestowania przywiązania do barw narodowych. Jeśli ktoś chce, proszę bardzo. Weryfikacją nowych koszulek będzie rynek, kibic, jego wola i głębokość kieszeni. Tyle w tym temacie.
Dobrze, zostawmy już kadrę i porozmawiajmy o T-Mobile Ekstraklasie. Wielkimi krokami zbliżamy się do końca rundy jesiennej i czas na małe podsumowanie. Na razie liderem jest Śląsk Wrocław, jesteś zaskoczony tak dobrą dyspozycją tej drużyny?
Bardzo. Nie przypuszczałem, że Orest Lenczyk de facto w drugim sezonie będzie potrafił tę drużynę utrzymać w analogicznej formie jak w końcówce poprzednich rozgrywek. Byłem we Wrocławiu ostatnio na wywiadzie z wicemistrzem świata w zapasach Damianem Janikowskim. Chłopak jest niebywale utalentowany, czołówka światowa, nasza nadzieja na igrzyska w Londynie, a trenuje w warunkach traumatycznych. Budynek z lat 60., w którym czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu, stare maty, warunki skrajnie spartańskie. Dlaczego o tym mówię? Bo tam też siłę przychodzą trenować piłkarze Śląska Wrocław. Orest Lenczyk przed rokiem odbudował zespół fizycznie, postawił na sprawdzone patenty, na swoją długoletnią wizję pracy z zespołem. I co? I okazuje się, że jeśli w polskiej ekstraklasie jest się kapitalnie przygotowanym wydolnościowo, posiada się dobrych piłkarzy, można być w samej czołówce. Ciekaw jestem, czy Orest Lenczyk nie powieli błędów z Bełchatowa z 2007 roku i czy na ostatniej prostej Śląsk nie straci mistrzostwa. Jeśli udałoby się utrzymać formę do końca sezonu, Lenczyk powinien zostać santo. Subito!
Na wyróżnienie zasługują też piłkarze Legii. Maciej Skorża, który w ostatniej chwili uratował swoją posadę, dokonał trudnej sztuki i przygotował zespół do gry na trzech frontach. Czy stać Legię na to, by skutecznie walczyć o tytuł mistrza kraju i awansować w Lidze Europy dalej niż Lech w poprzednim sezonie?
To zależy, na którym miejscu Legia skończy rywalizację w grupie. Z tego, co wiem, na zgrupowaniu reprezentacji Polski złożonej z zawodników występujących w polskiej ekstraklasie w Turcji nie będzie młodych piłkarzy Legii. Wszystko przez starcie z PSV, które będzie grą o kasę, prestiż i być może pierwszą lokatę w stawce. W Warszawie Maciej Skorża, który nie zwykł stawiać na młodych piłkarzy i który optykę na tę sprawę ma odmienną od Jana Urbana, został zmuszony do sięgnięcia po Wolskiego czy Żyrę ze względu na urazy innych piłkarzy. Dziś Legia to inna bajka. Największymi gwiazdami są wprawdzie obcokrajowcy, ale w wyjściowych jedenastkach mamy zdecydowaną przewagę Polaków. Decydująca będzie zima. Z tego, co wiem, spektakularnych wzmocnień nie będzie, ale uda się pozyskać kilku zawodników. Przypomnijmy sobie, jak polityka transferowa Wisły zadecydowała o jej losie w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu. Genkow, Parejko, Melikson. Oni mieli największy wpływ na mistrzostwo!
Jeżeli chodzi o Wisłę, to chyba jest to największe rozczarowanie sezonu. Trener Maaskant już pod Wawelem nie pracuje, a drużyna wydaje się rozbita. Krakowianie mogą się jeszcze liczyć w walce o tytuł?
Jeśli do końca rundy jesiennej wygrają wszystko, to droga będzie otwarta. Mamy potwornie długą przerwę w rozgrywkach. To jest świetny czas, by stworzyć zręby nowego zespołu. W Wiśle problem polega jednak na tym, że na razie tyle wiadomo, że nic nie wiadomo. Nie wierzę, że Kazimierz Moskal będzie pracował z zespołem na wiosnę. Nie wierzę, że nie dojdzie do kolejnych zmian personalnych na szeroką skalę. Chciałbym, by Wisła wstała z kolan, wyprostowała kręgosłup i zaprezentowała formę z poprzedniej wiosny. Pamiętajmy, że ten zespół jest zdziesiątkowany kontuzjami, pozbawiony najważniejszych argumentów.
Do zmiany trenera doszło nie tylko w Wiśle, ale także w Lechii, ŁKS-ie, Zagłębiu… Troszkę tych roszad było w ostatnim czasie. Najciekawiej zapowiada się powrót na ławkę trenerską Ryszarda Tarasiewicza, który podjął się pracy w ŁKS-ie Łódź. Da radę?
Po pierwsze, muszę powiedzieć, że uwielbiam Michała Probierza i bardzo mu kibicuję. Czasem irytuje mnie manierą poprawiania wszystkich dziennikarzy i chęcią kozaczenia za każdym razem, ale to pasjonat. Powtarzam: PASJONAT! I świetny trener. Nie boi się trudnych decyzji, bierze odpowiedzialność za swoje decyzje. Rozumie też pracę trenera wielowątkowo, wie, że rzeczywistość ciągle się zmienia, że dziś wymaga się od szkoleniowca niebywałej wszechstronności. Chciałbym, by osiągnął sukces. Jest pewny siebie, przebojowy i – najważniejsze – jest dobrym trenerem. Nie ma żadnych kompleksów. Co do Tarasiewicza – on chyba jest OK. Długo nie pracował. Wejdzie w zespół jak burza. Przypomnę jeszcze, że Michał Probierz był po rozmowie z Bogusławem Cupiałem w sprawie prowadzenia Wisły. Panowie się dogadali, ale pojawiła się oferta z Arisu. No i Probierz poleciał. Nie dziwię mu się, ale Cupiał to pewnie sobie zapamięta.
Właśnie o Probierza chciałem teraz zapytać. Mówi się o nim, że jest to jeden z najbardziej utalentowanych polskich trenerów. Teraz dostał szansę pracy w Arisie, a to wiadomo–inna półka. Myślisz, że były trener ŁKS-u porwie piłkarzy w Salonikach, tak jak zrobił to w Białymstoku i Łodzi? Do zwykłego trenerskiego stresu dojdą przecież bariera językowa, inna mentalność piłkarzy, kibiców, mediów…
Polscy trenerzy nie pracują na Zachodzie, bo nie odnosimy sukcesu w europejskich pucharach. Tylko tak cię mogą zauważyć na Zachodzie. A jak cię mają docenić, skoro ty nie prowadzisz swojej drużyny nawet w Lidze Europy? Fajną rzecz powiedział mi ostatnio Paweł Brożek – jak przyjechali go kupować z Fulham, pytali się, ile goli strzelił w europejskich pucharach. Polska liga ich w ogóle nie interesowała, nie przywiązywali do tego wagi. Odnośnie do Probierza. Spójrzmy. Z Arisu jest blisko do Panathinaikosu, do Olympiakosu. Ten gość może naprawdę osiągnąć sukces, na możliwości polskich trenerów, spektakularny. Wsiadł na wysokiego konia, to prawda. Ale jest inteligentny, ma dobry warsztat. Szybko uczy się języków obcych. Biegle mówi po niemiecku, porozumiewa się po hiszpańsku. Jaki problem opanować angielski czy grecki? Żaden. Zerwijmy z przekonaniem, że facet pod czterdziestkę nie może się już uczyć. Pewnie, że może. Kiedy Mourinho zostawał trenerem Interu, poświęcał na włoski kilkanaście godzin dziennie, po czym na pierwszej konferencji wszystkich zdumiał znajomością tego przepięknego języka. Gattuso powiedział: –Chryste, ten facet mówi lepiej po włosku niż ja. A ja się tu urodziłem. Wróćmy do Probierza. Jak mu się nie uda w Grecji, wróci do Polski i będzie trenował jeszcze kilkanaście klubów w swojej karierze. Dlaczego więc miał nie spróbować?
I na koniec zapytam o zaplecze TME. Wiem, że od niedawna transmitujecie w Orange Sport rozgrywki pierwszej ligi. Czy jest jakiś zespół w pierwszej lidze, który poradziłby sobie w ekstraklasie?
Powiem fajną rzecz. Zrobiłem w tym sezonie trzy mecze pierwszej ligi. To nie jest dużo, mam wiele obowiązków, zwłaszcza teraz z reprezentacją Polski, przy której jestem bardzo blisko. Ale nie zauważyłem żadnej różnicy w atrakcyjności widowiska w porównaniu do ekstraklasy. Wszystkie mecze, które komentowałem, były świetne. I to nie jest żadna kurtuazja czy przesadne dbanie o swój projekt. Pogoń Szczecin poradziłaby sobie bez problemów. Sam z absolutnym entuzjazmem podchodzę do tego, że mamy pierwszą ligę. Ostatnio jeden ze znanych dziennikarzy powiedział mi, że w życiu nie obejrzałby meczu pierwszej ligi, bo to strata czasu. Mam kompletnie inną optykę. Piłka to nie tylko Liga Mistrzów i reprezentacja Polski.