Swansea City wyrasta na nową potęgę w Premier League. W pierwszej kolejce „Łabędzie” pokonały 5:0 Queens Park Rangers, dzisiaj gładko rozprawiły się z beniaminkiem – West Hamem United.

Podopieczni Michaela Laudrupa od samego początku wyglądali o wiele lepiej niż rywale. Widać w nich było dużą pewność siebie po niespodziance, którą sprawili tydzień temu innemu londyńskiemu klubowi. Gospodarze na prowadzenie wyszli już w 20. minucie, kiedy to z ostrego kąta na bramkę Jaaskelainena uderzał Angel Rangel. Doświadczony golkiper popełnił fatalny błąd, pozwalając piłce prześlizgnąć się pod jego ramieniem i wpaść do bramki. Kilka chwil później było już 2:0. Collins chciał podać piłkę do własnego bramkarza, ale włożył w to zadanie za mało siły i do futbolówki jako pierwszy dopadł Michu. Hiszpanowi wystarczyło jedno trącenie piłki, aby ta po raz drugi zatrzepotała w siatce „Młotów”. Piłkarze Sama Allardyce’a próbowali odwrócić losy spotkania jeszcze przed przerwą, ale znakomicie między słupkami spisywał się Vorm, który w nieprawdopodobny sposób zatrzymywał kolejne strzały.
W drugiej połowie goście całkowicie stracili kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Piłkarze Swansea zdecydowanie przeważali w posiadaniu piłki, a w 64. minucie powiększyli swoje prowadzenie za sprawą Grahama. Napastnik gospodarzy wykorzystał dobre dośrodkowanie z prawej strony i pewnym strzałem pokonał bramkarza gości. Taki wynik zdawał się nie zadowalać „Łabędzi”, ale nie udało im się zdobyć kolejnej bramki. Wobec wysokiego prowadzenia swojego zespołu Michael Laudrup zdecydował się w końcówce spotkania wpuścić na plac gry 19-letniego debiutanta – Ben Davies zastąpił na murawie Neila Taylora. Do końca meczu nic ciekawego jednak się już nie wydarzyło, a Swansea po dwóch kolejkach ma na koncie komplet punktów i znakomity bilans bramkowy.











