Sunderland zremisował na własnym stadionie z Liverpoolem 1:1. Wynik spotkania otworzył niezawodny Steven Fletcher, a bramkę wyrównującą zdobył Luis Suarez.
Piłkarze Liverpoolu od pierwszych minut spotkania mieli wyraźną przewagę na murawie. W defensywie „Czarne Koty” były jednak o wiele bardziej skuteczne niż z przodu, dzięki czemu zawodnicy Brendana Rodgersa nie mogli skutecznie wykończyć swoich akcji. Goście niemal przez cały czas rozprowadzali piłkę na połowie rywala, ale ani Borini, ani Shelvey nie potrafili skutecznie uderzyć na bramkę. Furorę na prawej stronie boiska ponownie robił Sterling. Młody skrzydłowy budził spory respekt wśród obrońców Sunderlandu, którzy mieli spore problemy z zatrzymaniem jego rajdów.

W 24. minucie ładnym strzałem na bramkę popisał się Fabio Borini, ale kapitalną interwencję na swoje konto zapisał Simon Mignolet. Dwie minuty później kibice Liverpoolu podnieśli się ze swoich krzesełek, kiedy w polu karnym rywala na murawę upadł Glen Johnson. Sędzia Martin Atkinson kazał jednak grać dalej, nie dyktując rzutu karnego.
Nie minęło jeszcze pół godziny gry, kiedy padła pierwsza bramka. Dosyć niespodziewanie prowadzenie objęli zawodnicy Sunderlandu. Craig Gardner minął kilku rywali i dośrodkował po ziemi w kierunku Stevena Fletchera, który nie miał problemów z wpakowaniem piłki do siatki. Zawinił również Reina, który spóźnił nieco wyjście z bramki i umożliwił rywalowi oddanie banalnie łatwego strzału.
Stracona bramka podniosła nieco ciśnienie Luisowi Suarezowi, który za wszelką cenę próbował odrobić straty. W 37. minucie zaprezentował swoje dwa oblicza – kapitalnego dryblera oraz typowego nurka. Najpierw na pełnej prędkości zakręcił kilkoma obrońcami Sunderlandu, a później padając na trawę, chciał wymusić rzut karny, za co obejrzał żółtą kartkę.
Była to jednak jedna z nielicznych sytuacji „The Reds” po bramce Fletchera. Piłkarze Martina O’Neilla coraz odważniej wdzierali się na połowę rywali, czując szansę na zdobycie drugiego gola. Wyróżniającą się postacią w ekipie gości był Glen Johnson, który kilkakrotnie ratował swój zespół w krytycznych sytuacjach. Do przerwy więcej bramek jednak nie padło, a kibice gospodarzy mogli cieszyć się z prowadzenia po 45 minutach.
W drugiej połowie goście rzucili się do odrabiania strat. Blisko zdobycia bramki wyrównującej był w 51. minucie Glen Johnson, ale trafił w poprzeczkę. Dziesięć minut później zawodnicy Liverpoolu znów mieli znakomitą okazję do doprowadzenia do remisu, ale piłka po uderzeniu Stevena Gerrarda otarła się o słupek. W 65. minucie na strzał z dystansu po rzucie rożnym zdecydował się Steven Gerrard. Anglik trafił jednak w obrońców, piłka poszybowała do góry, a następnie spadła wprost na głowę Skrtela. Obrońca oddał niebezpieczny strzał, ale znakomicie na linii bramkowej interweniował Mignolet.










