Gospodarze, po bardzo słabym meczu, przegrali na własnym stadionie z walczącym o utrzymanie Sunderland. Jedyną bramkę w tym meczu, jeszcze w pierwszej połowie, zapisał na swoim koncie Sebastian Larsson.
Starcie w Manchesterze było drugim pojedynkiem, w którym zespół prowadził Ryan Giggs. Tydzień temu „Czerwone Diabły” pokonały 4:0 Norwich, sprawiając, że w sercach kibiców zagościło nieco więcej optymizmu. Jednak sobotni pojedynek zapowiadał się zdecydowanie trudniej, gdyż Sunderland cały czas walczy o utrzymanie, a w ostatnim czasie spisuje się coraz lepiej.

Początek meczu był dość wyrównany i żadna ze stron nie przeważała jakoś zdecydowanie. Skutkowało to tym, że w pierwszym kwadransie nie oglądaliśmy zbyt wielu groźnych okazji podbramkowych. Z czasem, jednak nieco lepiej zaczęli grać gospodarze i powoli zaczęła się krystalizować ich przewaga. Pierwszą tak naprawdę korzystną okazję stworzyły sobie „Czarne Koty” i od razu przyniosła im ona powodzenie. Znajdujący się ostatnio w bardzo wysokiej formie Wickham dośrodkował przy biernej postawie rywali w pole karne wprost na nogę Larssona i De Gea został pokonany strzałem z woleja. Na zegarze wybił właśnie drugi kwadrans pojedynku.
Bardzo słabo spisywali się skrzydłowi i nic więc dziwnego, że Giggs próbował reagować na to ściągając zarówno Younga, jak i Naniego, a wprowadzając na plac gry najpierw Januzaja, a później Wellbecka. Szczególnie wejście tego pierwszego sprawiło sporo problemów defensorom gości. Dośrodkowania młodego zawodnika były jednak mocno niedokładne i niewiele z nich wynikało. Poza tym nie miał ich kto zamknąć, bowiem z powodu kontuzji zabrakło Rooneya, a wprowadzony z ławki Van Persie nie stwarzał w zasadzie żadnego zagrożenia. Gdy tylko dostawał piłkę obrońcy Sunderland skutecznie go zatrzymywali albo sędzia podnosił chorągiewkę, z powodu pozycji spalonej Holendra.
Podopieczni Poyeta grali zaś bardzo mądrze, zdając sobie sprawę z kapitału jaki mają. W 85. minucie stanęli nawet przed groźną okazją do podwyższenia rezultatu, ale najpierw strzał Boriniego trafił w poprzeczkę, a dobitka innego zawodnika była mocno niecelna. Końcowe minuty należały jeszcze, co prawda do „Czerwonych Diabłów”, ale żadna z ich akcji nie przyniosła powodzenia. Najgroźniejsza z nich zakończyła się strzałem z dystansu Carricka, ale piłka spokojnie wylądowała po rykoszecie w rękach Mannone.
„Czerwone Diabły” w drugim meczu pod wodzą Ryana Giggsa poniosły pierwszą porażkę. Oznacza to, że z 60 punktami nadal zajmują siódmą lokatę w tabeli. Trzeba jednak pamiętać, że w środku tygodnia czeka ich jeszcze zaległy mecz z Hull City. Goście zaś wygrali trzeci mecz z rzędu i ich utrzymanie w Premier League stało się coraz bardziej realne. Ponadto kolejną okazję na zdobycz punktową będą mieli już w środę, kiedy podejmą na własnym obiekcie WBA.











