VfB Stuttgart pokonał na własnym stadionie w półfinale DFB-Pokal drużynę SC Freiburg 2:1. Wynik został ustalony w pierwszej połowie. Już za cztery dni dojdzie do kolejnej potyczki między tymi zespołami, tym razem w Bundeslidze. W finale Pucharu Niemiec zespół Labbadii zmierzy się Bayernem Monachium.
Gospodarze rozpoczęli mecz z dużym animuszem. Już w 5. minucie mogli (wręcz powinni) strzelić bramkę. Po kapitalnym crossowym podaniu Molinaro z lewej strony do piłki doszedł Martin Harnik i stanął oko w oko z Baumanemm. Uderzył jednak nieco anemicznie, prosto w niego, a próba dobitki wyglądała dość nieporadnie i zakończyła się upadkiem Austriaka. Piłkarze ze Stuttgartu nie spuszczali z tonu i w 9. minucie spotkania wyszli na prowadzenie po świetnym rajdzie młodego Ruedigera. Zagrał on z klepki z Gentnerem, a potem pognał w stronę bramki przeciwnika. Będąc już w polu karnym, zgrał piłkę do wbiegającego z głębi pola Arthura Boki, który nie miał problemów, aby z około ośmiu metrów umieścić futbolówkę w siatce. Odpowiedź gości była natychmiastowa. Niepozornie zapowiadająca się akcja, niedokładność Stuttgartu i piłkarze Freiburga doprowadzili do wyrównania. Do prostopadłego zagrania Maksa Krusego doszedł Jan Rosenthal i przy biernej postawie Boki uderzył precyzyjnie obok golkipera gospodarzy.
Szybko strzelone bramki przez oba zespoły ostudziły emocje i przez następne minuty toczyła się twarda walka w środku pola. Od początku najwięcej kłopotów zespołowi Bruno Labbadii sprawiał Jan Rosenthal, który w 26. minucie był bliski dojścia do groźnej centry z prawej flanki. Jednak sytuacja zmieniła się błyskawicznie i już 120 sekund później to „Die Schwaben” cieszyli się z kolejnego gola. Po dośrodkowaniu i niefrasobliwej postawie obrońców Freiburga, którzy wybijali piłkę na oślep, futbolówka trafiła do Cristiana Molinaro. Zacentrował on piłkę z powietrza w tłum piłkarzy w „szesnastce”. Najlepszym wyskokiem popisał się Martin Harnik, który zgarnął piłkę, po czym trafiła ona w poprzeczkę i odbiła się już za linią bramki. Dobitka Ibisevicia nie była już potrzebna, tylko zirytowała piłkarzy gości, którzy sugerowali spalonego.
Kilka minut później doszło do zabawnej sytuacji. Drużyna Streicha miała wykonać rzut wolny z około dwudziestu metrów, lecz żaden z trzech piłkarzy nie mógł się zdecydować na strzał. Wyglądali, jakby nie za bardzo wiedzieli, jak wykonać ten stały fragment gry. Pierwsza połowa była rozgrywana w szybkim tempie i pokazała, że VfB Stuttgart jest zdeterminowany, aby awansować do finału. Jedno było pewne już przed meczem: dzięki obecności w finale DFB-Pokal mistrza Bundesligi, Bayernu Monachium, drużyna, która dziś wygra, zapewni sobie udział w europejskich pucharach. Patrząc na tabelę, można było się spodziewać większego zaangażowania gospodarzy półfinału.
Drugą połowę sędzia Meyer rozpoczął z niekrytym entuzjazmem, kibice też czekali na kolejne bramki i emocje. W 48. minucie po dośrodkowaniu Maxima z rzutu wolnego do piłki doszedł Ruediger, jednak tym razem nie zachował się tak przytomnie jak w pierwszej części gry i niecelnie uderzył na bramkę zewnętrzną częścią stopy. Gospodarze dalej przyciskali gości i Sakai po klepce z Gentnerem oddał groźny strzał minimalnie obok prawego słupka. 53. minuta przyniosła kolejną dobrą akcję gospodarzy, po której kibice widzieli już piłkę w bramce. Po prostopadłym zagraniu z głębi pola sam na sam wyszedł Ibisević. Zwlekał ze strzałem i czekał, aż Baumann położy się na murawie, jednak ten pokrzyżował plany Bośniaka, wstał i dopiero wtedy zdecydował się na strzał. Futbolówka odbiła się od bramkarza i zmierzała do siatki, kiedy pojawił się stoper Freiburga, Pavel Krmas, i wbił ją sprzed linii bramkowej.








