W 1. kolejce niemieckiej ekstraklasy VfB Stuttgart pewnie wygrał na swoim boisku z Schalke Gelsenkirchen 3:0. Gole dla gospodarzy zdobywali Cacau, Harnik i Okazaki.
Obie drużyny bardzo rozczarowały w poprzednim sezonie na krajowym podwórku. Co prawda Schalke dobrze radziło sobie w pucharach, ale to liga jest najważniejsza. Teraz mamy nową kampanię, wszystkie zespoły zaczynają z czystą kartą i należy jak najszybciej zapomnieć o niepowodzeniach z przeszłości. Z takim przeświadczeniem do tego meczu przystąpiły też oba kluby.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem Wolfganga Starka na stadionie panowała świetna atmosfera. Kilkadziesiąt tysięcy widzów głośno wspierało swoich ulubieńców. Początek meczu był dość szybki. Dynamiczna wymiana piłek i przenoszenie akcji z jednej pod drugą bramkę. Aczkolwiek brakowało nieco precyzji, a do tego po obu stronach nieźle wyglądała obrona. Pierwsza ciekawa sytuacja pojawiła się dopiero w 9. minucie. Dobre prostopadłe podanie dostał Gentner, ale źle przyjął futbolówkę i zamiast znaleźć się w sytuacji jeden na jeden, wywrócił się na murawę, próbując wymusić faul. Stark nie dał się nabrać i nagrodził „aktorskie” umiejętności piłkarza żółtą kartkę.
Chwilę później po dobrze rozegranym rzucie wolnym przed szansą stanął Harnik, ale nie trafił czysto w piłkę, a z bramki wyszedł Fährmann i zażegnał niebezpieczeństwo. Stuttgart wyraźnie przejął inicjatywę. W 14. minucie znów groźnie było pod „szesnastką” Fährmanna. Na czystej pozycji znalazł się Cacau, ale zamiast przyjmować piłkę, próbował od razu strzelać i fatalnie skiksował. W odpowiedzi bardzo ładnie z rzutu wolnego przymierzył Fuchs. Skuteczną interwencją popisał się jednak Ulreich. Ataki Schalke były źle wyprowadzane. Gospodarze często zatrzymywali podopiecznych Rangnicka już w środkowej strefie boiska.
W 20. minucie piłkę po rzucie wolnym lekko trącił głową Cacau, ale to nie mogło zaskoczyć bramkarza. Tymczasem ataki Stuttgartu przybierały na sile. Wszelkie próby kontr Schalke były natychmiast niwelowane i piłka była kierowana do przodu. Kilka razy arbiter musiał odgwizdać spalonego. Parę razy dobrze interweniował też Fährmann. Z kolei po drugiej stronie nie działo się zbyt wiele. Niespodziewanie w 25. minucie w polu karnym Ulreicha znalazł się Papadopoulos i niewiele się pomylił, uderzając głową. Moment później kolejna kontra Schalke przyniosła strzał. Tym razem do sytuacji doszedł Raul, ale i on nie trafił w światło bramki. Spotkanie się wyrównało.
Około pół godziny gry akcja działa się głównie w środkowej strefie boiska i tempo trochę spadło. W 36. minucie niezły rajd prawą stroną przeprowadził Boulahrouz i wywalczył rzut rożny, który przyniósł pierwszą bramkę w tym meczu. Jej strzelcem był niezawodny Cacau, a asystę zapisano na konto Mazy. W tym bądź co bądź chaotycznym spotkaniu lepiej odnajdywali się gracze Labbadii i po kilkudziesięciu sekundach mogli dołożyć kolejne trafienie. Na drodze do bramki stanął jednak Fährmann, który swoją grą sprawia, że w Gelsenkirchen nie odczuwają braku Neuera. W końcówce pierwszej połowy okazję miał jeszcze Gentner, ale zabrakło precyzji. Po chwili w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Harnik, ale uderzył prosto w rywala, marnując doskonałą szansę. Gdyby Stuttgart był skuteczniejszy, to mogłoby już być po meczu, a tak do przerwy mieliśmy 1:0 dla gospodarzy.








