Lech Poznań pokonał Lechię Gdańsk 4:2. Emocje towarzyszyły wszystkim kibicom przez całe spotkanie, a Lech po pół godzinie gry prowadził aż 3:0!
Spotkanie bardzo dobrze rozpoczął Lech Poznań. Już w 4. minucie po rzucie rożnym Gergo Lovrencsicsa piłka trafiła na głowę Marcina Kamińskiego, a ten precyzyjnym strzałem pokonał Buchalika. Wcześniej piłkę trącił jeszcze Teodorczyk i „Kolejorz” szybko wyszedł na prowadzenie. W 27. minucie Murawski padł w polu karnym, a arbiter spotkania wskazał na wapno. Do „jedenastki” podszedł Hubert Wołąkiewicz i pewnie pokonał golkipera Lechii Gdańsk. Wtedy na tablicy wyników mieliśmy już 2:0.

Sześć minut później byliśmy świadkami pogromu! Lech po bramce Gergo Lovrencsicsa prowadził aż 3:0. Węgier szukał dla siebie miejsca przed polem karnym, w odpowiednim czasie huknął i po raz kolejny kibice mogli wybuchnąć z radości. Chwilę później groźny strzał oddał Karol Linetty, ale jego uderzenie nie znalazło się w siatce. W ostatnich sekundach pierwszej połowy mieliśmy jeszcze strzał Tonewa, ale tym razem Buchalik wyszedł obronną ręką.
Wynik 3:0 dał gospodarzom pewien komfort w drugiej połowie. Ze spokojem kontrolowali przebieg spotkania. W 71. minucie wreszcie przebudziła się Lechia i zdobyła gola na 1:3. Duda zagrał do Wiśniewskiego, a ten w sytuacji sam na sam pokonał Buricia. Była to kontaktowa bramka, która przybliżyła Lechię do Lecha, ale mimo wszystko do wyrównania było jeszcze bardzo daleko.
W ostatnich minutach Adam Duda mógł strzelić bramkę na 2:3. Wszystko poszłoby zgodnie z planem, gdyby na posterunku nie było Buricia. Jak się nie strzela, to się traci – to słynne powiedzenie sprawdziło się w dzisiejszym spotkaniu. Bartosz Ślusarski w kolejnej akcji podwyższył na 4:1. Jakby tego było mało, Duda strzelił gola na 2:4 i na tym zakończyły się piłkarskie emocje w Poznaniu!











