W sobotnie popołudnie ekipa SpVgg Greuther Fürth podejmowała na własnym stadionie Borussię Dortmund, która wprost zmiażdżyła gospodarzy. Mecz zakończył się wynikiem 1:6. Gole strzelili Lewandowski, Błaszczykowski i po dwa Gündogan oraz Götze. Dla gospodarzy honorowe trafienie zaliczył Prib.
Piłkarze Jürgena Kloppa jeszcze nie ochłonęli po losowaniu, w którym trafili na Real Madryt, a już w sobotnie popołudnie przyszło im się mierzyć z najpewniejszym kandydatem do spadku, czyli Greuther Fürth. W składzie Borussii brakowało przede wszystkim Reusa i Schmelzera, którzy dostali wolne, aby wyleczyć urazy, których nabawili się we wcześniejszych meczach. Gospodarze sobotniego starcia mają już raczej jasną sytuację w tabeli. Początek pojedynku był nerwowy w wykonaniu obu drużyn. Naturalnie częściej przy piłce byli goście, jednak sporo niedokładności w grze wiceliderów sprawiało, że akcje nie przynosiły zagrożenia pod bramką Hesla. W 10. minucie Kuba Błaszczykowski znalazł się w dogodnej sytuacji, jednak dobrze zachował się wspomniany bramkarz Greuther.
W 12. minucie Mario Götze dostał podanie w okolice narożnika pola karnego. Tam postanowił zatańczyć przed obrońcą, którego z łatwością położył na murawie, po czym oddał mocny strzał tuż przy słupku. Bramkarz nie miał szans. Kilka chwil później Kuba Błaszczykowski świetnie obsłużył Gündogana, który po podaniu Polaka wpakował piłkę do bramki z jednego metra, przecinając jedynie dośrodkowanie kapitana naszej reprezentacji. Gospodarze nie istnieli. Słuszną decyzję podjął Klopp, dając wolne Reusowi i Schmelzerowi, ponieważ rywale prawie nie stwarzali oporu i mecz z każdą minutą coraz bardziej przypominał egzekucję.
W 24. minucie bardzo dobrze zachował się Lewandowski, który poszedł za akacją do końca i wyłuskał piłkę obrońcy, po czym spróbował przelobować bramkarza. Zabrakło centymetrów. W efekcie futbolówka uderzyła w poprzeczkę, jednak w idealnej sytuacji znalazł się Götze, który zamiast dobić piłkę, wybił ją niemal na aut. Zachowanie młodego Niemca to materiał na kiks rundy wiosennej, w najgorszym razie kolejki. Następny gol dla „Żółto-czarnych” wisiał w powietrzu. Cztery minuty później „Super Mario” poszukał w polu karnym Roberta Lewandowskiego, jednak był dobrze pilnowany przez obrońców i piłka nie wpadła do bramki. Odbitą przez Götzego futbolówkę podał do wbiegającego Kuby, który nie miał problemu z dobitką.
Trener Klopp nie cieszył się po golu, ponieważ Błaszczykowski padł w polu karnym i trzymał się za głowę, w którą został kopnięty. Kuba chwilę później wstał i wszyscy odetchnęli. Czwarty gol padł kilka minut później. Drugie trafienie zaliczył Gündogan, który oddał strzał po ziemi tuż przy słupku. Egzekucja trwała. Kiedy wydawało się, że w pierwszej połowie piłkarze Borussii dadzą już spokój gospodarzom, Mario Götze postanowił jeszcze raz upokorzyć defensywę Greuther Fürth i po rajdzie w polu karny oddał strzał, który znów znalazł drogę do bramki. Pierwsza połowa to pogrom w wykonaniu ekipy z Dortmundu. Ocena? Piątka… z plusem.
W drugiej połowie Borussia wyszła bez Götzego, który zrobił już swoje. Wszyscy czekali na obowiązkową bramkę Roberta Lewandowskiego, który jednak grał trochę na stojąco. Z wyjątkiem jednej okazji próżno było szukać szansy „Lewego” na zdobycie gola. Przewaga gości była przerażająca. Tempo gry w drugiej połowie było bardzo spokojne, co wpłynęło na jakość spotkania, które z każdą minutą coraz bardziej przypominało sparing. W 63. minucie Kuba Błaszczykowski popędził na bramkę Hesla. Będąc już przed polem karnym rywali, przerzucił piłkę do niepilnowanego „Lewego”, który jednak źle przyjął piłkę, przez co z groźnej akcji nic już nie pozostało. Goście ewidentnie się rozluźnili i niespecjalnie chcieli atakować.








