Za nami finał akcji Orlik Polska. Na turnieju nie zabrakło wybitnych person ze świata sportu. Jedną z nich był Andrzej Strejlau, który kiedyś zdobywał dla naszej reprezentacji medale, a dziś pomaga w promocji futbolu. Działacz PZPN-u znalazł dla nas chwilę i udzielił bardzo ciekawego wywiadu na temat stanu polskiej infrastruktury i szkolenia młodzieży.
Relacja z finałowego turnieju Orlik Polska dostępna jest tutaj
Takich ludzi jak Kamil Zyzak nie ma zbyt wielu w Polsce. Akcja Orlik Polska to świetna inicjatywa.
Uważam, że w ogóle sam ruch amatorski mniej aspiruje medialnie w sensie telewizji, osób piszących czy radia. Więc ci ludzie, którzy się tym zajmują, są naprawdę godni samych pochwał. Został zrobiony olbrzymi wysiłek logistyczny, żeby taka impreza mogła się odbyć, a bądź co bądź to już jest finał. Należą się olbrzymie słowa gratulacji i pochwały dla ludzi, którzy taki turniej organizują, z czego my jesteśmy zadowoleni, ponieważ ja tutaj reprezentuję siebie samego, oczywiście po latach kariery, oraz prezesa Grzegorza Latę, który prosił mnie, żebym go zastąpił, bo bardzo chciał być na tej imprezie. Tak że jesteśmy pełni zachwytu nad tym, co tutaj widzimy, jeśli chodzi o organizację.
Kamil Zyzak, pomysłodawca i organizator Orlik Polska (fot. orlikpolska.pl)
PZPN ma ostatnio coraz więcej okazji, by być patronem medialnym takich akcji. Można powiedzieć, że jeśli chodzi o tego typu turnieje, promowanie futbolu, to idziemy w dobrym kierunku i bardzo dużo dało nam budowanie orlików.
Oczywiście, to nie ulega wątpliwości. Można by to zrobić jeszcze lepiej. Możemy tylko podziękować akcji rządowej, że orliki powstają. Mamy ponad 1800 orlików, a z tego, co wiem, to chyba 490 jest w dalszej budowie, jak twierdzi w tej chwili minister Adam Giersz. To były trener tenisa stołowego, świetny fachowiec. Ale uważam, że jeszcze lepiej by było, gdyby te środki zostały przeznaczone nieco inaczej. Widziałbym to w proporcji 55-60% pieniędzy daje rząd, resztę samorząd i możemy budować wielosektorowe, wielofunkcyjne boiska, żeby można było normalnie pograć w siatkówkę czy koszykówkę. Gdyby tak te boiska były zrobione, byłoby to jeszcze rozsądniejsze i jeszcze lepsze, bo to jest na dziesiątki lat. Oczywiście, nawierzchnię będzie trzeba z czasem wymienić, bo to się kiedyś zużyje, ale jest teren, jest to ogrodzone, jest to oświetlone, jest zaplecze sanitarne – to jest szczególnie ważne, bo chłopcy to polecą się wykąpać itd., szczególnie dla dziewcząt, które uprawiają sport. Dlatego też myślałem o tych orlikach tzw. wielofunkcyjnych, z myślą o wszystkich sportach.
Wtedy można by powiedzieć, że wkraczamy w futbolową Europę?
Powiem Panu, że powolutku, bo z masowej piłki wychodzą te wszystkie talenty. Ludzie, szczególnie młodzież, muszą połknąć bakcyla sportu i dlatego tutaj, stwarzając te warunki, stwarzamy im szansę na odpoczynek, bo nie muszą być zawodnikami. Jak ktoś nie będzie chciał, to nie będzie piłkarzem. Ktoś może być uzdolniony w zupełnie innej dziedzinie życia niż w sporcie. Ale sport ma mu dać troszeczkę radości, dobrej organizacji, bo właśnie tego uczą gry zespołowe – przede wszystkim odpowiedzialności, wzajemnej asekuracji, wzajemnej pomocy, powiedzmy, kiedy atakujemy itd. Wie Pan, długo można by na ten temat mówić i tą dobrą cechą współżycia w społeczeństwie są właśnie gry zespołowe. To jest również kolejny, bardzo fajny element, który pokazuje, jak sport może pomóc w późniejszym życiu danego narodu.
Kiedyś, gdy Pan uczył się gry w piłkę z kolegami, to zapewne biegali Panowie gdzieś między blokami, kopali piłkę o ścianę. A teraz są warunki do grania w piłkę, tylko trzeba zachęcać młodzież do uprawiania sportu.
Andrzej Strejlau pojawił się na turnieju z ramienia PZPN-u (fot. pzpn.pl)
Tak, i to jest paradoks. Kiedy nie mieliśmy warunków, zrobiliśmy świetne wyniki na mistrzostwach świata. Górski, Piechniczek czy medale olimpijskie, bo byłem na obydwu olimpiadach i dwóch mistrzostwach świata. A dzisiaj mamy orliki, mamy infrastrukturę, budujemy piękne stadiony. Ten kraj się powolutku otrząsnął z tej delikatnej niemocy czy uzależnień i w tej chwili mamy w pełni demokratyczne państwo, nie zawsze co prawda odpowiedzialne i rozsądne, co tylko świadczy o głupocie niektórych ludzi zasiadających w parlamencie, którzy kompromitują w tym momencie swoje środowiska i swoich wyborców. Natomiast generalnie rzecz biorąc: idzie wszystko ku temu, żeby Polska, jako jeden z naprawdę czołowych krajów Europy, naród 40-milionowy, miała świetną infrastrukturę. Być może moje wnuki będą już żyły w kraju, który będzie miał otwarte okno na świat, bo już je otworzyliśmy jako Polacy, dzięki czemu tego typu turnieje będą przebiegały tak, jak to widzimy dziś.
Dużo jest radości, fajny jest arbitraż, nie ma żadnych, powiedziałbym, podtekstów w tym, co się dzieje. Jedni grają lepiej, inni grają gorzej, a zwycięzcami są wszyscy. To jest finał i sądzę, że obojętnie, kto wygra, powiedzmy przykładowo, Podkarpacie. Widziałem pierwszy mecz, w którym zawodnicy zagrali bardzo dobrze, mimo że końcówka była już zła w ich wykonaniu. Z bardzo wysokiego 7:1 zrobiło się nagle 7:3. Wszyscy, którzy tutaj grali w tym turnieju, powinni mieć powody do zadowolenia, a poza tym i sama integracja – ludzie się poznają z rozmaitych województw (Co u ciebie słychać? Jak to wygląda?). Ja sam zachwalałem niedawno, gdy byłem na takiej imprezie z aktorami – z Mroczkiem i Jachimowiczem. Byłem w Iwoniczu-Zdroju na Podkarpaciu, piękne małe miasteczko, no ale znowu, wiem, że prezes Tajner obiecał, że zostanie przeprowadzona renowacja skoczni, jednak burmistrz nie chciał udzielić, powiedzmy, dyspensy komuś, kto ma pieniądze, żeby ludzie mogli pływać w basenie i latem, i zimą, a teraz rosną chwasty w basenie – widziałem to na własne oczy. I to już jest nienormalna dla mnie gospodarka w tym państwie.
Uważam, że jest złe zarządzanie. Jeżeli ktoś ma pieniądze, to myślę, że lepiej mu pozwolić wybudować na określonych prawach, z normami prawnymi, które obowiązują w naszym kraju, niech ludzie z tego korzystają. A ten basen leży na dole, a na górze jest skocznia narciarska. Tak że zachęcam, gdyby Pan kiedyś mógł, żeby tam podjechać i zobaczyć. Iwonicz-Zdrój to piękne miasteczko, bardzo przychylnie nastawione. Fajna impreza, piękny orlik, zadrzewione, ładnie ogrodzone, a tam taki turniej graliśmy, bo byłem zaproszony, razem z aktorami. Tak że widzi Pan, że poza tą imprezą w wielu miastach coś się dzieje dzięki ludziom dobrej woli, dzięki władzy, która nie jest taka, że dba tylko o swoje, ale jednocześnie podają rękę ludziom, którzy organizują – tylko w ten sposób możemy coś tutaj poprawić.
Faktycznie, zdarzają się jeszcze takie sytuacje, o których Pan wspomniał. Ale teraz chciałbym zapytać o dzisiejszy dzień, który jest dosyć mroźny, a mimo to aura zawodów jest bardzo pozytywna, drużyny nie przelękły się tych chłodnych warunków i dają z siebie wszystko na boisku.
Na turnieju nie brakowało emocji (fot. Krzysztof Marczyk / iGol.pl)
Sądzę, że te warunki, które dzisiaj są w Warszawie, zgodnie z prognozą pokazywaną przez wszystkie stacje ma być około dziewięciu stopni na plusie, dla tych ludzi, którzy uprawiają sport, są odpowiednie. Człowiek nie gra w upale, a jednocześnie nie powinno mu być zimno, bo gra ma to do siebie, że trzeba biegać. To nie jest gra dla ludzi, którzy stoją, tylko dla tych, którzy biegają [śmiech]. Ale i wymiary boiska, i czas gry 2×25 minut są wystarczające, by zaprezentować swoje umiejętności, i na pewno dzisiejsza pogoda jest szczęściem organizatorów. Nie pada na przykład, a to za parę dni może się zmienić, tak że dobrano termin dobrze, a organizator z pewnością pomyśli, czy nie mógł tego jeszcze troszeczkę przyspieszyć, żeby jeszcze te dwa tygodnie wcześniej to zrobić. Ale nie jest absolutnie to mankament, bo jak Pan widzi, wszyscy się czują dobrze i jak na razie wygląda to na wzorowo zorganizowane.
Mimo że turniej jest amatorski, poziom mamy dosyć wysoki?
Tak, to nie ulega wątpliwości. Bardzo mi zaimponowało Podkarpacie, dobrze wyszkoleni technicznie panowie, którzy dobrze prowadzą piłkę, podejmują dobre decyzje, no i grają zespołowo. Jednak oni wykazali w tym turnieju taką bolączkę w ogóle polskiej piłki profesjonalnej. Kiedy wyszli na wysokie prowadzenie, to zaczęły się popisy indywidualne, straty piłek, no i musieli oczywiście stracić też bramki. I właśnie ten mecz oddaje bardzo dobrze sytuację wielu naszych drużyn, ja sam jestem teraz ciekawy, jak wypadną Legia Warszawa i Wisła Kraków, drużyny, które obie wygrały po 1:0 swoje ostatnie mecze, czy ten syndrom się potwierdzi czy też nie.
Turniej rozgrywany jest w kategorii +16. Czy uważa Pan, że jest szansa, by znaleźć wśród tych drużyn, powiedzmy, jakiegoś utalentowanego szesnastolatka?
Kiedyś byłem uczestnikiem takiego turnieju, tu też niedługo będzie robiona piękna akcja – mistrzostwa Europy drużyn, które się zakwalifikują do Euro 2012 dla dzieci z domów dziecka. I tam też mnie proszono o pomoc przy prowadzeniu tych ekip. Był tam chłopiec, który miał 19 lat i czekał na adopcję. Miał tak naturalny talent, że zgłosiłem go do Legii Warszawa, żeby się nim zainteresowali na poziomie Młodej Ekstraklasy, bo jest to niebywałe, żeby człowiek, który nie uprawia w ogóle sportu, miał tak dobrze opanowaną piłkę, taką swobodę, mimo że to był turniej w hali, a więc na podłożu złożonym z desek, a nie na murawie. Byłem zaskoczony jego umiejętnościami na tle rówieśników.
Tak że wie Pan, jeśli chodzi o Pana pytanie. Może się tak zdarzyć, chociaż w tym wieku wszystko już raczej powinni mieć trenerzy okręgowi, bo mamy zgodnie z podziałem administracyjnym w kraju 16 województw i przez wszystkie te reprezentacje okręgowe oni to powinni spenetrować. Rzadko kiedy, ale może się zdarzyć, że ktoś utalentowany umknął. Mógł być bardzo zdolny, ale na przykład poszedł w innym kierunku, w kierunku nauki czy rozwijania swoich innych umiejętności, a piłkę traktuje po prostu jak świetną, wspaniałą rozrywkę, a jednocześnie ma wspaniałe możliwości koordynacyjne, ruchowe, co może w takim turnieju wyjść. Może go to dalej wcale nie interesować na szczeblu profesjonalnym, mimo że w dzisiejszych czasach jest to zawód bardzo intratny, jeśli chodzi o zawodowego piłkarza.
Jest Pan bardzo znaną personą w świecie polskiego sportu i można Pana spotkać na wielu tego typu imprezach. Jak Pan znajduje na to wszystko czas?
Mój były zawodnik, a dzisiaj prezes związku, Grzegorz Lato, chciał tutaj przyjechać, ale nie mógł. Obowiązki prezesa są dosyć liczne i nie ma znaczenia, czy to jest sobota, niedziela, czy świątek, piątek. Takie są konsekwencje, jak się taką funkcję przyjmuje, ale inaczej ja też bym o tym wydarzeniu nie wiedział. Ta informacja do mnie by nie dotarła. Za chwilę mam jeszcze dyskusję w telewizji Orange na temat poziomu sędziowania i muszę stąd na chwilę pojechać. Jak skończę audycję, wracam tutaj na finał, tak że będę też na wręczeniu nagród. Pojadę jeszcze, jak zdążę, na mecz Legii. Tak że 11 godzin w zasadzie non stop dzisiaj. Gdzie też mam swoje obowiązki: jest żona, są wnuczki, ale jestem człowiekiem sportu i to, co można, i tam, gdzie można pomóc, tam, gdzie się należy ludziom szacunek za to, co robią, mówię m.in. o tych, którzy zorganizowali ten turniej, i wielu, wielu innych, w czasie których się spotykamy nieraz w Polsce, to uważam, że należy to robić. Tym bardziej że jest takie zapotrzebowanie, więc dopóki nas zapraszają, to jeździmy. Jak nas przestaną zapraszać, to nie będziemy jeździli [śmiech].
Wielu ocenia Pana Andrzeja bardzo negatywnie, jednak
na tej imprezie przekonałem się, że to bardzo
otwarty człowiek. Jeśli jest więcej takich znanych
ludzi, którzy naprawdę chcieliby pomóc to
uwierzcie mi na słowo, że ten projekt Orlik Polska
warto jest wspierać, bo to inicjatywa godna
AMATORSKIEJ LIGI MISTRZÓW!