12. kolejka Barclays Premier League została zainaugurowana na Britannia Stadium. Po dramatycznej drugiej połowie piłkarze Tony’ego Pulisa zdołali wywalczyć komplet punków, wygrywając z Birmingham 3:2.
W pierwszym starciu 12. kolejki Premiership spotkały się drużyny Stoke City oraz Birmingham City. Piłkarze Tony’ego Pulisa na początku spotkania niemal każdą piłkę kierowali do Kenwyne’a Jonesa. Były napastnik Sunderlandu nie znalazł się jednak w sytuacji, z której mogłaby paść bramka. W 19. minucie strzał rosłego napastnika Stoke zablokował z powodzeniem Johnson. Cztery minuty później, po ładnym rajdzie, strzał z 30 metrów oddał Craig Gardner. Bez problemów jednak piłkę obronił Asmir Begović. W pierwszej połowie to jednak Ben Foster miał więcej okazji do interwencji. Angielski golkiper kilka razy dobrze wychodził to piłek i ratował swoją ekipę od utraty bramki. W 42. minucie razem z jednym ze swoich obrońców wybił piłkę po groźnym strzale Jonesa. Foster nie miał jednak szczęścia dwie minuty później. Piłkę z lewego skrzydła otrzymał Rocardo Fuller, który zdecydował się na strzał. Uderzenie napastnika Stoke zostało jednak zablokowane, a piłka szczęśliwie trafiła pod nogi Roberta Hutha, który z okolicy 11. metra umieścił piłkę w siatce. Chwilę później mogło być już 2:0. Znakomicie jednak zachował się były bramkarz Manchesteru United, który obronił strzał Delapa. Po dobrej końcówce gospodarzy pierwsza część gry zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem podopiecznych Tony’ego Pulisa.
Niedługo po gwizdku rozpoczynającym drugą połowę strzał na bramkę Fostera oddał Robert Huth. Tym razem defensor Stoke pomylił się i nie trafił w światło bramki. W 56. minucie do wysiłku golkipera Stoke zmusił Cameron Jerome. Napastnik gości oddał mocny strzał po ziemi w stronę bramki Stoke, ale, na szczęście dla gospodarzy, na posterunku był 23-letni bramkarz. W 64. minucie Begović po raz kolejny udowodnił, że posiada niemałe umiejętności. Tym razem mocny strzał z główki oddał Johnson. Sześć minut później istną kanonadę na bramkę Stoke przeprowadzili gracze Aleksa McLeisha. Szczęśliwie dla Stoke, ani jeden ze strzałów nie znalazł drogi do bramki. W odpowiedzi Ricardo Fuller pognał z piłką pod pole karne gości i pokonał Bena Fostera. Napastnik Stoke ładnie poradził sobie z obroną Birmingham, schodząc do środka pola karnego, by później po mierzonym technicznym strzale cieszyć się z gola na 2:0.
Niezbyt długo trwała jednak radość piłkarzy z Britannia Stadium. Cztery minuty po golu Fullera gola na 2:1 strzelił Keith Fahey. Irlandzki pomocnik ładnie zabrał się z piłką ze skraju pola karnego i uderzył piłkę z woleja. Begović tym razem nie miał szans na udaną interwencję. Jakby tego było mało, to dwie minuty później było już 2:2. Goście wyraźnie na fali po pierwszej bramce skonstruowali akcję, która przyniosła im wyrównanie. Idealną mierzoną co do centymetra piłkę z prawego skrzydła w pole karne posłał Sebastian Larsson. Futbolówka spadła wręcz na głowę Camerona Jerome, a ten nie pomylił się i posłał piłkę do siatki Stoke City. Dwubramkowe prowadzenie ekipy Tony’ego Pulisa zostało roztrwonione w dwie minuty. Gdyby nie bośniacki bramkarz, Stoke mogłoby stracić trzecią bramkę już 83. minucie – z dystansu próbował Gardner. Chwilę później, bo w 85. minucie, gola na 3:2 zdobył Dean Whitehead. Pomocnik Stoke znalazł się w odpowiednim miejscu podczas akcji jego kolegów i po nieco nieudanym podaniu Etheringtona piłka znalazła się pod jego nogami. Whitehead zachował zimną krew i skierował futbolówkę do siatki. Po dramatycznych wydarzeniach w drugiej połowie Stoke City po raz drugi w tym meczu wyszło na prowadzenie i do końca spotkania nie pozwoliło już na zmianę wyniku.










