Przedostatnia zagadka 36. kolejki Premiership została rozwiązana. Swoich kibiców ogromnie zawiódł Arsenal. Podopieczni Arsene Wengera ulegli Stoke City 1:3 i znacznie zmniejszyli swoje szanse na wicemistrzostwo Anglii.
Zdecydowanym faworytem tego starcia byli podopieczni Arsene Wengera. Nic dziwnego w tym, że to właśnie „Kanonierzy” od początku nadawali ton grze. Już w pierwszej minucie na listę strzelców mógł wpisać się Andriej Arszawin, gdyby futbolówka po jego strzale nie minęła bramki Stoke. Zrewanżować mu się chciał Whelan, ale i on nie zgrzeszył celnością. Po tej sytuacji o sobie dał znać Robin Van Persie. Znalazł się w dobrej sytuacji, lecz na swoje nieszczęście nie zmieścił futbolówki między słupkami i pod poprzeczką. W pierwszym kwadransie szansę na zaskoczenie Begovicia mieli także Koscielny, a chwilę później Walcott. Zespół Stoke też miał swoją okazję. W 13. minucie nieudaną próbę zanotował Pennant, a 180 sekund później Walters.

Po dobrym pierwszym kwadransie obie drużyny nieco spuściły z tonu. Sprawiały wrażenie, jakby trochę już się wyszumiały. Mniej było okazji podbramkowych. Jedną z niewielu w tej części gry zmarnował w 21. minucie Bacary Sagna. Na przeszkodzie atakom stawały dobrze zorganizowane linie obronne. Jednak tuż przed upływem pół godziny meczu na defensywę Arsenalu sposób znalazł Pennant. Znakomitym podaniem obsłużył Kenwyne Jonesa, który posłał piłkę obok interweniującego Wojciecha Szczęsnego.
Niewiele brakowało, by 60 sekund później „Kanonierzy” przegrywali już 0:2. Na ich szczęście ze strzałem Waltersa poradził sobie polski bramkarz. Goście długo z odpowiedzią nie czekali. W ciągu minuty dwa razy uderzali w kierunku bramki Begovicia. Jednak zarówno Wilshere, jak i Ramsey zostali zablokowani. Zawodnicy Wengera ruszyli do odrabiania strat. Nie potrafili jednak przedrzeć się przez obronę Stoke. A gospodarze wyczekali przeciwników i pięć minut przed przerwą zadali kolejny cios. Tym razem katem Szczęsnego okazał się Pennant. Golkiper londyńczyków w pierwszej połowie mógł skapitulować po raz kolejny, ale ponownie szczęścia zabrakło Waltersowi, który trafił w poprzeczkę.
Arsene Wenger z reakcją długo nie czekał. W drugiej połowie na boisku nie pojawili się już Aaron Ramsey i Andriej Arszawin. W ich miejsce weszli Marouane Chamakh i Nicklas Bendtner. Jednak pierwszą okazję do zmiany wyniku miał zawodnik Stoke, Robert Huth, który chybił, główkując. Spośród londyńskich zmienników najpierw dał o sobie znać Duńczyk, który jednak nie potrafił wcelować w bramkę. Tuż po nim ta sztuka nie udała się także Marokańczykowi. Arsenal napierał, kolejną okazję do strzelenia gola kontaktowego miał Van Persie. On, na nieszczęście dla swojej drużyny, także spudłował.
Pierwszym, którym chciał się odpłacić „Kanonierom” za oblężenie bramki Begovicia, był Walters. Po raz kolejny jednak zabrakło mu szczęścia. Tuż po upływie godziny gry został zablokowany. Parę chwil później zapowiadała się ciekawa akcja z udziałem Delapa. Ten jednak dał się złapać na spalonym. Wtedy nastąpił mniej ciekawy okres meczu. Pełno było niedokładnej gry i fauli. Dopiero tuż przed upływem piątego kwadransa meczu obudzili się przyjezdni. Golkipera Stoke zaskoczyć próbował Van Persie. Ataki Arsenalu przyniosły mu dwa rzuty rożne oraz uderzenie Djourou, które powstrzymał jeden z obrońców.











