Wszystkie oczy skierowane są na niebieską część Manchesteru, gdzie City podejmuje Liverpool w 18. kolejce Premier League. Czy Luis Suarez ponownie rozegra fenomenalne spotkanie? A może w czwartek to „The Citizens” zasiądą na fotelu lidera? To i jeszcze więcej w kolejnej kolejce angielskiej ekstraklasy
Czwartek, 26 grudnia, 13:45
Hull City – Manchester United
Zajmujący dwunaste miejsce w tabeli Premier League Hull podejmuje na KC Stadium będący ostatnio w bardzo dobrej formie Manchester United. „Czerwone Diabły”, po słabym początku sezonu, teraz kontynuują passę czterech kolejnych wygranych we wszystkich rozgrywkach, w których biorą udział, a chcąc zachować szanse na występy w europejskich pucharach muszą zdobywać punkty, gdzie tylko się da. Niewątpliwie „Tygrysy” zrobią wszystko, by zatrzymać rozpędzonych piłkarzy Davida Moyesa i można się spodziewać, że będą to robić bardzo dobrze. Hull City zdobyło na własnym stadionie aż 15 ze zgromadzonych 20 punktów w tym sezonie, przegrywając tylko raz, trzykrotnie remisując, a wygrywając połowę z ośmiu rozegranych spotkań na KC Stadium, pokonując przy okazji pretendentów do tytułu, Liverpool. Historia pokazuje, że statystyki nie grają, a rekordy „Czerwonych Diabłów” nie są wieczne, o czym Wayne Rooney i spółka już się przekonali w tym sezonie, jednak „Tygrysy” nie zdołały jeszcze urwać chociażby punktu przeciwko najbardziej utytułowanemu klubowi angielskiemu. Oba zespoły zmagają się z kontuzjami, jednak kaliber kontuzjowanych piłkarzy jest nieporównywalny. Hull City zagra najprawdopodobniej bez swojego najlepszego strzelca i byłego gracza United, Robbiego Brady’ego, a podopieczni Davida Moyesa będą musieli wybiec na murawę KC stadium bez Marouane’a Fellainiego. Występ Michaela Carricka i Robina van Persiego jest jeszcze niepewny, jednak ostatnia forma pomocników i napastników „Czerwonych Diabłów” może cieszyć i spowodować, że sztab szkoleniowy zdecyduje się w najlepszym wypadku posadzić asa środka pola i holenderskiego snajpera na ławce.
Czwartek, 26 grudnia, 16:00
Aston Villa – Crystal Palace
Manchester City postara się strącić z topu Liverpool (fot. Skysports.com)
Gospodarze przegrali trzy ostatnie spotkania w lidze, strzelając po drodze tylko jednego gola. Podopieczni Paula Lamberta są na równi pochyłej i spadli już na trzynaste miejsce w Premier League, co z pewnością nie przypadło do gustu kibicom. Crystal Palace, po sygnałach, że coś dobrego jeszcze może się w tym sezonie dla „Orłów” z Selhurst Park zdarzyć, czyli dwóch zwycięstwach z rzędu, kolejne dwa spotkania przegrali. Nie były to jednak porażki, w których gracze Tony’ego Pulisa odpuścili z góry przegrane spotkanie. Walczyli do samego końca przeciwko Chelsea, przegrywając z londyńskim klubem tylko 1:2 po zaciętym spotkaniu, a 21 grudnia ponieśli porażkę na własnym stadionie 0:3 przeciwko Newcastle, jednak wynik spotkania nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku. „Orły” chcą wrócić na zwycięskie tory. Na boisku nie pojawi się Christian Benteke, najlepszy strzelec Aston Villi w poprzednim sezonie. Może zabraknąć kapitana „The Villains”, Rona Vlaara, a za kartki w spotkaniu nie wystąpi Ashley Westwood. Z pewnością ułatwiłoby to nawiązanie walki piłkarzom Tony’ego Pulisa, gdyby nie to, że lista niedostępnych zawodników Crystal Palace jest trochę dłuższa. W szeregach „Orłów” brak Jerome Thomasa, Jacka Hunta, Paddy’ego McCarthy’ego, Adlena Guedioury i Glenna Murray’a. Na plus można zaliczyć to, że prawdopodobnie do składu meczowego powrócą Suart O’Keefe i Kagisho Dikgacoi, którzy wrócili do treningów.
Brak Artura Boruca, pomimo jego miejscami „znakomitych” sztuczek technicznych prowadzących do straty gola spowodował, że po fenomenalnym starcie sezonu podopieczni Mauricio Pochettiniego, w którym przegrali tylko jedno z jedenastu spotkań, „Święci” zajmują dziewiąte miejsce w tabeli. W ostatnich trzech spotkaniach zdołali zremisować wprawdzie z Manchesterem City i Newcastle, ale zdobyli tylko te dwa punkty w ostatnich sześciu spotkaniach. Faktem jest jednak, że jedynym zespołem, który był w tych spotkaniach niżej notowany od Southampton była Aston Villa, a pozostałe, przegrane spotkania to potyczki z Arsenalem, Chelsea i Tottenhamem, więc teoretycznie najtrudniejsze mecze „Święci” mają za sobą i powinni powoli znów zacząć piąć się w górę tabeli. Początek wspinaczki może mieć miejsce właśnie w czwartkowym spotkaniu z walijskim zespołem, jednak podopieczni Malkiego Mackay’a tanio skóry nie sprzedają. Zdobywając jedenaście z siedemnastu punktów na własnym obiekcie, „Drozdy” pokazują, że przed własną publicznością czują się świetnie i każdy, kto przyjeżdża na Cardiff City Stadium musi się napocić, by osiągnąć satysfakcjonujący rezultat, a nawet wtedy można przegrać z walijczykami, o czym przekonali się chociażby zawodnicy Manchester City. Oprócz Artura Boruca, w drużynie gości nie wystąpią świetny w tym sezonie Victor Wanyama oraz Guly do Prado, za to „Święci” mogą liczyć na powracających do treningów Luke Shaw’a i Nathaniela Clyne’a. Podopieczni Malkiego Mackay’a cieszą się świetnym zdrowiem, jedynie Craig Bellamy zmagał się z kontuzją kolana, jednak nawet w przypadku tego gracza jest szansa na występ w spotkaniu na Cardiff City Stadium.
Czwartek, 26 grudnia, 16:00
Chelsea Londyn – Swansea City
Po nierozstrzygniętych derbach Londynu, podopieczni Jose Mourinho z pewnością upatrują w „Łabędziach” łatwą zdobycz punktową i pozostanie obok Evertonu i Manchesteru City niepokonanym zespołem na własnym obiekcie. Pewności „The Blues” dodaje fakt, że Swansea nigdy nie wygrało w dotychczasowych czterech spotkaniach przeciwko graczom ze stolicy Anglii. Szansy na zwycięstwo jako takiej nie ma dla „Łabędzi”. Walijski zespół zdobył po dziesięć punktów na wyjeździe i własnym terenie, więc jako takiego znaczenia dla graczy Michaela Laudrupa nie ma, gdzie spotkanie jest rozgrywane. Niestety, w spotkaniu przeciwko pretendentom do tytułu mistrza Anglii, drużynie z Liberty Stadium brakuje jakichkolwiek atutów do tego, by w tym sezonie i w tym spotkaniu urwać „The Blues” jakiekolwiek punkty. Jednak każdy, kto interesuje się piłką nożną wie, że nie takie spotkania zostawały przegrane przez nawet mocniejszych faworytów.
Czwartek, 26 grudnia, 16:00
Everton – Sunderland
Ożywiony przez Roberto Martineza, niepokonany na własnym stadionie Everton zdecydowanie chce wygrać spotkanie z ostatnim w tabeli Sunderlandem. Nie tylko dla trzech punktów. Jest to ostatnie spotkanie dla „The Toffees” w tym roku, a zwycięstwo da klubowi tytuł niepokonanego na własnym stadionie zespołu w 2013 roku. Wygrana pozwoli również zachować szanse na ukończenie sezonu w czołowej czwórce i awans do upragnionych pucharów. Ekipa z Goodison Park strzeliła przeciwnikom w dwóch ostatnich meczach na tym obiekcie aż osiem bramek. Dokładając do tego dziurawą, po Fullham najgorszą defensywę w Premier League mamy przepis na grad bramek i niezdobytą twierdzę, której nikt nie zdołał opuścić z tarczą przez cały rok kalendarzowy. Warto przypomnieć również, że prowadzone od niedawna przez Gusa Poyeta, nie licząc ostatniego spotkania pomiędzy tymi klubami, „Czarne Koty” nie wygrały z Evertonem od 1996 roku. Kolejnym powodem do radości gospodarzy czwartkowego spotkania są powroty po kontuzjach. I to nie byle jakie, bo do składu po listopadowej kontuzji wraca Leighton Baines, a obok niego na boisku mogą pojawić się również Steven Pienaar, Sylvain Distin, Tony Hibbert i Nikica Jelavic, którzy już wyleczyli kontuzje.
Czwartek, 26 grudnia, 16:00
Newcastle United – Stoke City
Alan Pardew i jego piłkarze nie przegrali w ostatnich pięciu spotkaniach Premier League na własnym stadionie, wygrywając po drodze z Chelsea, Norwich i West Bromwich Albion, a w ostatniej kolejce zremisowali z Southamptonem. „The Magpies” stają jednak naprzeciw niepokonanych od czterech kolejek piłkarzy Stoke, którzy zaczynają serię katorżniczych meczów, w których obok Newcastle zagrają z Tottenhamem, Evertonem oraz z liderem angielskiej ekstraklasy, Liverpoolem. „The Potters” są jednak jedną z najgorzej spisujących się ekip na wyjeździe w ostatnich kolejkach, przegrali bowiem aż cztery z ostatnich sześciu spotkań wyjazdowych, dwukrotnie remisując, bezbramkowo z Hull City i 3:3 ze Swansea. Czwartkowy mecz na St. James’ Park może więc skończyć się każdym wynikiem, zależnie od tego, jakie statystyki wziąć pod uwagę. Na wzmiankę zasługuje również fakt, że „The Magpies” przegrali tylko raz na własnym stadionie, ale miało to miejsce we wrześniu ze strony Hull. W przypadku zwycięstwa gospodarzy, Newcastle znacznie przybliży się do występu w europejskich pucharach. Zajmując szóste miejsce w Premier League, znajdują się tylko cztery punkty za Evertonem, występ w Lidze Europy jest na wyciągnięcie ręki, a możliwość zaprezentowania się na europejskich boiskach z pewnością dodaje i tak wysokiej już motywacji piłkarzom z St. James’ Park. Z drugiej strony Stoke może spaść o aż pięć pozycji, dlatego Peter Crouch musi dołożyć jak największych starań do tego, by powiększyć zdobycz strzelecką w tym sezonie.
Czwartek, 26 grudnia, 16:00
Norwich – Fullham
Wayne Rooney (fot. Skysports.com)
„Kanarki” przegrały ostatni swój mecz na własnym stadionie na początku października przeciwko Chelsea, co jest tylko jedną z dwóch porażek na Carrow Road w tym sezonie. Druga przegrana przyszła ze strony Aston Villa. Do składu Norwich może powrócić rekordowy transfer klubu, Ricky van Wolfswinkel, który od września zmagał się z kontuzją. Fullham z kolei przegrał aż pięć z ostatnich sześciu spotkań na wyjeździe, pokonując tylko Crystal Palace ponad miesiąc temu. Dziurawa, najgorsza obrona w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii straciła aż osiem bramek w tylko dwóch ostatnich spotkaniach. Co prawda z nie byle kim, bo przeciwnikami „The Cottagers” były kolejno kluby Everton i Manchester City. Historycznie jednak, w ostatnich sześciu spotkaniach pomiędzy Norwich a Fullham to czwartkowi goście wygrywali aż czterokrotnie, a dwukrotnie padał remis, więc to zajmujący aktualnie przedostatnie miejsce klub ma teoretyczną przewagę. A jest o co walczyć, bo zwycięstwo da piłkarzom Rene Meulensteena w przypadku porażki Crystal Palace i West Hamu awans poza strefę spadkową, a utrzymanie w Premier League jest teraz zdecydowanie celem numer jeden dla „The Cottagers”.
Czwartek, 26 grudnia, 16:00
Tottenham Hotspur – West Bromwich Albion
Tymczasowy trener „Spurs”, Tim Sherwood, dostał kontrakt i wbrew wszystkim znakom na niebie i ziemi stał się pełnowymiarowym menedżerem klubu do końca sezonu 2014/2015. Wszystko miało miejsce po pierwszym meczu Premier League byłego już trenera Tottenhamu przeciwko Southampton w niedzielę. Świetną decyzją Sherwooda było przywrócenie do składu Emmanuela Adebayora, który w dwóch spotkaniach zdobył trzy bramki. West Brom, znajdujący się tylko trzy punkty nad strefą spadkową nie ma co liczyć na to, że to właśnie przeciwko „Spurs” uda się zdobyć cenne oczka, gdyż podopieczni Keitha Downinga ostatni raz wygrali na początku listopada, a od tego czasu przegrali cztery spotkania, a trzy zremisowali. Zmartwieniem może być też to, że nie wiadomo, czy w eczu zagra Victor Anichebe, największa gwiazda gości czwartkowego spotkania na White Hart Lane. Więcej powodów do zmartwień ma ekipa gospodarzy, gdyż nieobecny będzie odbywający karę trzech meczów Paulinho, a kontuzjowani są Andros Townsend, Younes Kaboul, Jan Vertonghen i Harry Kane. Pojawienia się na murawie nie wyklucza sztab szkoleniowy względem zmagających się z pomniejszymi urazami Sandro, Mousa Dembele i Aaron Lennon.
Czwartek, 26 grudnia, 16:00
West Ham United – Arsenal Londyn
Spotkanie na Boleyn Ground jest dla obu zespołów szansą na przerwanie złych pass. Gospodarze w ostatnich czterech spotkaniach zdobyli tylko jeden punkt, właśnie na własnym stadionie, dzieląc się punktami po bezbramkowym remisie. Drużyna Arsene Wengera natomiast nie wygrała w ostatnich trzech spotkaniach z drużynami z czołówki tabeli, tracąc fotel lidera na rzecz Liverpoolu. Sromotna porażka ze strony Manchesteru City, w której Wojciech Szczęsny wpuścił aż sześć goli jest jedną z najdotkliwszych porażek w ostatnich latach, a piłkarze muszą zdobywać punkty przeciwko drużynom z doła tabeli, jeśli nie chce stracić szans na pierwsze od dziesięciu lat mistrzostwo kraju. Z tym, że pamiętny sezon 2003/2004 był pierwszym w historii Premier League, w którym jakakolwiek drużyna zakończyła sezon bez porażki. Pomimo dwóch remisów i porażki z City, „Kanonierzy” nadal zaliczani są do grona faworytów, a zwycięstwo nad West Hamem, z którym w ostatnich dziesięciu spotkaniach piłkarze z Emirates Stadium wygrali aż ośmiokrotnie, nigdy nie przegrywając, znacznie przybliży ich do osiągnięcia celu, którym jest mistrzostwo.
Czwartek, 26 grudnia, 18:30
Manchester City – Liverpool
Podopieczni Manuela Pellegriniego to drużyna bez litości na własnym stadionie. Każdy zespół, niezależnie od kalibru, który przyjechał na Etihad Stadium nie miał najmniejszych szans na to, by zwyciężyć przeciwko „The Citizens”. Gracze „niebieskiej” części Manchesteru zwyciężyli we wszystkich spotkaniach rozegranych na własnym boisku, strzelając średnio prawie cztery i pół bramki na mecz. Ostatnia porażka, której doznali Vincent Kompany i spółka przyszła ze strony Sunderlandu na wyjeździe, ale miało to miejsce w połowie listopada. „The Citizens” mają nadzieję kontynuować świetną passę, w ostatnich sześciu spotkaniach gracze Pelegriniego wygrali aż pięciokrotnie, w każdym z wygranych meczów strzelając trzy lub więcej bramek. Jak silną drużyną jest City przekonał się ostatnio Wojciech Szczęsny, który musiał wyjmować piłkę z siatki aż sześciokrotnie. Manuel Pellegrini wypowiadał się wczoraj na temat tego meczu: „Dopiero kończymy pierwszą połowę Premier League. Zostały jeszcze dwa mecze, ale ta liga to nie tylko Liverpool czy Manchester City. Do końca o trofeum będzie walczyć pięć, może sześć drużyn.” Oczywiście nie sposób nie wspomnieć przy okazji tego meczu fenomenalnej formie urugwajskiego asa Liverpoolu, więc na jego temat kilka słów wypowiedział James Milner, pomocnik „The Citizens”:”[Luis Suarez] Ma całkiem dobry sezon. Jest niebezpiecznym graczem. Stawaliśmy już w tym sezonie naprzeciw groźnych graczy, ale on jest zdecydowanie w czołówce, więc musimy go uciszyć na boisku. Siłą Liverpoolu nie jest jednak tyko Suarez; to cała drużyna ma świetny sezon, obok urugwajczyka jest wielu piłkarzy, którzy mogą nas próbować pogrążyć piłkarsko.” Liverpool nie radzi sobie jednak fenomenalnie na wyjazdach w tym sezonie, co trzeba podkreślić. W ostatnich sześciu meczach w roli gości, piłkarze z Anfield Road zostali pokonani dwukrotnie, dwa razy wygrali spotkania, a także dwa razy zremisowali. Jak na aspirujący do tytułu klub nie jest to forma, która pozwala spokojnie rozsiąść się w fotelu lidera. Kolejną sprawą na niekorzyść dla „The Reds” jest to, że nieszczególnie radzą sobie z klubami, które są uznawane za faworytów spotkań. Ponieśli porażkę ze strony słabo spisujących się w tym sezonie „Czerwonych Diabłów”, przegrali z „Kanonierami”, którzy zostali zmieceni przez rozpędzonych „The Citizens”. Podopieczni Brendana Rodgersa kontynuują jednak serię czterech kolejnych meczów, w którym zgarnęli trzy punkty, pokonując przy tym przekonująco Tottenham na wyjeździe 5:0, strzelając w czterech kolejnych spotkaniach trzy lub więcej bramek, co daje aż 17 bramek w czterech spotkaniach. Jest to wynik niesamowity, ciężko jednak przypuszczać, że Suarez i spółka będą w stanie rozstrzelać bramkę bronioną przez Harta. „The Reds” nie pozostają jednak bez szans. Najlepszy strzelec zespołu czwartkowych gospodarzy, Sergio Aguero oraz jego reprezentacyjny kolega, Pablo Zabaleta nie wystąpią w meczu, a obok nich Micah Richards, Matija Nastasic i Stevan Jovetic nie są pewni występu, gdyż zmagają się z lekkimi urazami. Po stronie gości, na boisko nie wybiegną w starciu na szczycie Steven Gerrard, Daniel Sturridge, Jose Enrique i Sebastian Coates. Brendan Rodgers na temat tego meczu wypowiedział się tak: „Takie mecze to dla nas szansa. Nię będziemy płakać z tego powodu, że mamy kilku kontuzjowanych zawodników. Mamy takich graczy, jakich mamy, byli oni wyśmienici i wiemy, że przed nami ciężkie spotkania. Jest to szansa dla mnie, by wprowadzić do pierwszego zespołu kilku młodszych graczy. Po to w końu ma się szkółkę piłkarską.” Czy Liverpool zdoła obronić się przed atakiem City i pozostać liderem Premier League po osiemnastu kolejkach? Dowiemy się już w czwartkowy wieczór.