Nic bardziej nie motywuje młodego człowieka niż świadomość tego, że ktoś interesuje się tym, czym dorastający się w życiu zajmuje (chyba że mówimy o czynach nielegalnych). Jeśli w dodatku tym kimś jest trener pierwszej drużyny zespołu, w którego akademii trenujesz, czujesz, że z pleców wyrastają ci skrzydła (choć to niezgodne z prawami ewolucji). W Warszawie najwyraźniej jednak uznano, że motywowanie jest dla słabych i postanowiono wrzucić potężny głaz do małego ogródka całego pionu szkolącego młodzież.

Chodzi o wywiad, jakiego udzielił trener Stanisław Czerczesow oficjalnej stronie Legii. Na pytanie o młodych zawodników i o to, czy któryś może liczyć na poważniejszą szansę, odpowiedział dość… niedyplomatycznie. Otóż Mateusz Szwoch zamiast gry w piłkę powinien poćwiczyć grę na skrzypcach. Rafał Makowski został niejako obwiniony o bóle pleców i kolana (którego kontuzji doznał w niebezpiecznym starciu w meczu reprezentacji młodzieżowej). Oberwało się też Adamowi Ryczkowskiemu za to, że spędza więcej czasu na stole do masażu niż na boisku.
Jakby tego było mało, na kolejne pytanie o szansę dla któregoś z graczy rezerw lub drużyny występującej w Centralnej Lidze Juniorów, Czerczesow odparł, że jest „profesjonalnym trenerem i nie ma zamiaru rozmawiać o przedszkolu”.
Jestem w stanie sobie wyobrazić, że stronę klubową czyta większość młodych piłkarzy z akademii Legii Warszawa. Mogę się nawet założyć, że kilku tych, którzy wyróżniali się ostatnio w rezerwach, kliknęło w wywiad z nadzieją, że przeczytają w nim kilka, choćby kurtuazyjnych, miłych słów. O tym, że sztab pierwszego zespołu widzi ich rozwój i że ktoś na pewno dostanie szansę na pokazanie się na jednym ze zgrupowań. Zapewne niejednemu dość mocno zrzedła mina, gdy przeczytał o przedszkolu. Z czym bowiem kojarzymy tę przemiłą instytucję? Z zabawą. Skoro bawicie się chłopcy w piłkę na Legii, równie dobrze możecie to robić na orliku. Albo w dowolnym innym klubie – droga wolna. Tak właśnie odebrałbym słowa rosyjskiego szkoleniowca.











