W Niemczech podjęto próby zebrania funkcjonariuszy i fanatycznych ultrasów w jednym miejscu – dogadali się. Rada Europy rekomenduje takie rozwiązania, a część z nich jest właśnie wprowadzana w Polsce.
Bardzo nowatorski pomysł wdrożono pod koniec 2009 i na początku 2010 roku. W Karlsruhe i Hanowerze zebrano z jednej strony fanatycznych kibiców, a z drugiej policjantów, którzy obstawiają mecze. Po serii wspólnych warsztatów pod egidą fundacji Daniela Nivela okazało się, że po zdjęciu munduru i odwieszeniu szalika klubowego obu stron nie dzieli aż tak wiele, jak mogłoby się wydawać.
Przy jednym stole
Podczas spotkań fani i policjanci otrzymywali zadania, które mieli wspólnie rozwiązać. Wśród nich problem odpalania rac na trybunach i zagrożeń, jakie może nieść nieodpowiedzialne ich użycie. Okazało się, że przejawiana na co dzień wrogość obu stron względem siebie to efekt stereotypów, a przy odrobinie dobrej woli udało się wypracować wspólne pomysły i dojść do porozumienia. I to po zaledwie paru spotkaniach.
Jeśli wydaje się, że takie rozwiązanie pobłaża kibolom, to tylko pozornie. Stawia przed kibicami jedno, za to bardzo trudne wymaganie: koniec solidarności z chuliganami.
W całej Europie bywa tak, że kibice i chuligani stają razem przeciw policji. Przyczyn jest wiele, ale naczelna to wspólne barwy klubowe i poczucie zagrożenia. Surowe kary czy agresywne interwencje policji nie rozwiązują problemu, a nawet go pogłębiają – te restrykcje dotykają bowiem nie tylko zwykłych zadymiarzy, ale też osoby postronne. Chuligani najczęściej znajdują się bowiem w tłumie wśród zwykłych kibiców, którzy w trakcie interwencji policji mogą ucierpieć. A wtedy trudno im uznać policjanta za sprzymierzeńca i wrogość rośnie.
Dla uniknięcia takich sytuacji w Niemczech wprowadzono tzw. „Anti Konflikt Teams” – grupy policjantów, które poza mundurami noszą też żółte kamizelki. I to oni zamiast ciężkozbrojnych oddziałów prewencji wychodzą na front w sytuacjach kryzysowych. Są otwarci na zdanie drugiej strony i szukają kompromisu, by uniknąć niepotrzebnej przemocy. Sprawdzają się od kilku lat nie tylko na meczach, ale również podczas ulicznych protestów czy innych wydarzeń masowych.
Powstanie tych grup zostało bardzo dobrze przyjęte przez ultrasów w Niemczech, a już wkrótce zbliżona funkcja ma być wprowadzona w całej Polsce. Mowa o spotterach – policjantach bez munduru, których głównym zadaniem jest regularna współpraca z kibicami, która ma przełamać dystans powstały przez lata. Pierwsi już działają, m. in. na Podkarpaciu. Choć na początku kibice podchodzili z dystansem, obecnie oceny spotterów są pozytywne, jak ma to miejsce w Stalowej Woli.
Interwencja tylko w ostateczności
Jak przekonuje niemiecki profesor Gunter A. Pilz z Uniwersytetu Leibniza w Hanowerze, regulacje obejmujące kibiców piłkarskich powinny przebiegać trójetapowo. Po pierwsze, kibice muszą mieć możliwość samoregulacji. Jeśli ktoś rzuci racę na murawę lub zachowa się agresywnie, sami powinni usunąć go ze swoich szeregów. Po drugie, należy nawiązać z kibicami dialog. I dopiero na końcu powinny znaleźć się surowe przepisy, zakładające siłowe usunięcie problemów.












