Któż z nas nie zna tego uczucia, gdy po mocno zakrapianej imprezie daje się słyszeć odgłos rosnącej trawy? Pulsująca jeszcze w skroniach mocno krew i często obolałe ciało. Życie po libacji alkoholowej nie należy do najłatwiejszych. A co, jeśli w takim stanie mamy jeszcze rozegrać mecz? Jak się jednak okazuje, kac morderca nie zawsze zabija potencjał piłkarzy.
Legendarny Meazza na kacu
Piłka nożna, jak wiele innych sportów, kojarzy nam się z dyscypliną, ogromnym poświęceniem, z zakazami i napiętym harmonogramem. Tak było zawsze. Dawniej jednak piłkarze nie mieli zbytniej sposobności, aby oddawać się zabawom i rozpuście. Na początku współczesnej historii futbolu zawodnicy zarabiali podobnie jak przeciętni robotnicy. Nie mieli nic do powiedzenia przy podpisywaniu kontraktów, a w hotelach nie czekała na nich najwyższej klasy posługa. Przy takim traktowaniu i zarobkach sodówka nie uderzała graczom do głowy. Chyba że było się najlepszym na świecie. O Giuseppe Meazzie można by było napisać jeszcze wiele osobnych artykułów. Legendarny Włoch uchodził za najbardziej utytułowanego piłkarza. Dzięki niemu Squadra Azzurra wywalczyła w 1934 i w 1938 roku złote medale mistrzostw świata. Dla Interu Mediolan zdobył 247 bramek – najwięcej w historii klubu. Chociaż niski, to diabelnie szybki, nazwany przez fanów „Demonem”.
Piłkarz uważany za jednego z najlepszych w dziejach futbolu był sławny też z innego powodu niż jego kariera sportowa. Poza boiskiem duże kontrowersje wzbudzało prywatne życie Giuseppe. Zawodnik wywalczył sobie silną pozycję w klubie oraz w reprezentacji i jako jedyny z drużyny mógł palić papierosy. Nie myślał o ustatkowaniu się i założeniu rodziny. Ważniejsze były dla niego nocne zabawy, oczywiście mocno zakrapiane. Zwyczajem stało się dla niego rozgrywanie meczów z syndromem dnia następnego. Był jednak fenomenem piłkarskim, a to pozwalało na rozgrzeszanie go z jego pijackich grzechów. Pewnego razu po imprezie zbudził się pół godziny przed meczem i w ostatniej chwili zdołał dotrzeć na stadion. Już wtedy posypały się groźby od trenera i prezesa. Lecz w trakcie spotkania zaliczył hat-tricka i o całej sprawie zapomniano. Ciekawostką z życia Giuseppe jest również słynny karny wykonany w meczu z Brazylią… bez spodenek. W trakcie strzelania „jedenastki” szorty napastnika rozerwały się, jednak nie przeszkodziło to Meazzie w zdobyciu bramki.
Alkohol szkodzi…
… na szare komórki również. O tym, jak procenty mogą zaszkodzić karierze piłkarskiej, przekonał się już nie raz Nicklas Bendtner. Duńczyk już od paru lat pracuje na swoją złą, a może raczej głupią reputację. Napastnik Arsenalu był dobrze zapowiadającym się zawodnikiem, a niektórzy wróżyli m światową sławę. Być może przepowiednie by się sprawdziły, gdyby nie idiotyczne wybryki gracza. W 2013 roku Bendtner za jazdę po pijaku został ukarany grzywną w kwocie 147 tysięcy dolarów, odebraniem prawa jazdy na trzy lata oraz zawieszeniem w reprezentacji na pół roku przez duńską Federację. Niestety kara nie przywróciła Duńczykowi rozumu. Nie upłynęło wiele czasu, nim piłkarz kolejnym incydentem dał o sobie znać. Tym razem zdemolował apartament. Na kolejny i najgłośniejszy wybryk Nicklasa również nie trzeba było długo czekać. Po jednej z imprez kompletnie zalany Bendtner zaczął awanturować się z taksówkarzem. Poszło o rzeczy, które piłkarz przywłaszczył sobie z kolegami z taksówki. Kiedy kierowca poprosił o zwrot, rozpętało się piekło. Najlepiej relacjonują to słowa pokrzywdzonego: – – tak nisko upadł ten, który był kiedyś nadzieją duńskiej piłki.











