Southampton i kibice tej drużyny przeżywają w tym sezonie niesamowity rollercoaster. Dotarcie z dna tabeli do nieba, czyli pozycji lidera, zajęło im chwilę. Ralph Hasenhüttl stworzył, wydawało się wtedy, naprawdę mocną drużynę z aspiracjami do gry w europejskich pucharach. I na nic te prognozy się zdały. „Święci” dość szybko opuścili niebo na rzecz piekła i zdaje się, że powoli się w tym miejscu już zadomowili. Trudno racjonalnie wytłumaczyć, co dzieje się w ekipie z St Mary’s Stadium. Zespół Jana Bednarka nie gra źle, a o dłuższego czasu nie potrafi punktować tak, jak robił to na początku sezonu. Projekt Ralpha Hasenhüttla z pewnością ma szansę powodzenia, jednak na ten moment ta maszyna nie działa tak, jak chciałby Austriak.
Wymarzony początek sezonu
W pierwszych dwóch kolejkach sezonu Southampton nie zdobył ani jednego punktu. Porażka z Tottenhamem 2:5 pokazała jednak, że był to tylko falstart ekipy z St Mary’s Stadium. „Święci” grali potem naprawdę atrakcyjny i przede wszystkim skuteczny futbol. Potrafili zremisować z Chelsea i pewnie pokonać Everton, Aston Villę i Newcastle United.
Kibice Southampton byli wtedy w raju. Ich klub w pewnym momencie zajmował nawet fotel lidera. 16 punktów po ośmiu kolejkach może napawać optymizmem. Danny Ings strzelał bramki, Jan Bednarek dyrygował obroną, a James Ward-Prowse dzielił i rządził w środku pomocy. Po cichu liczono, że „Święci” faktycznie mogą namieszać w ligowej czołówce.
Niestety, raj zarówno dla kibiców, jak i całej drużyny nie trwał zbyt długo. Następne dziewięć kolejek to tylko trzy zwycięstwa. Spadek w tabeli nie okazał się duży, ponieważ Southampton plasował się na 6. miejscu. Był to jednak ostatni dzwonek, aby wyciągnąć wnioski i wrócić na zwycięską ścieżkę.
Z nieba nie zostało już nic
Nikt wniosków jednak nie wyciągnął. O raju kibice też już nie wspominali i zapomnieli o nim tak szybko, jak było to tylko możliwe. Śmiem twierdzić, że trzy zwycięstwa w ostatnich dziewięciu meczach fani tego klubu wzięliby teraz z pocałowaniem ręki, a nie z grymasem na twarzy. Mówię o tym dlatego, że w następnych dziewięciu kolejkach „Święci” przegrali osiem (!) meczów i jeden zremisowali.
Na 27 punktów możliwych do zdobycia zdobyto zaledwie jeden. Nikt przez ten okres nie punktował gorzej od drużyny Ralpha Hasenhüttla. Southampton spadł na 14. miejsce w tabeli, a do pierwszego miejsca, którego niedawno przecież był tak blisko, traci teraz aż 35 punktów. Fatalną formę „Świętych” przypieczętował Manchester United, który zmiażdżył Jana Bednarka i spółkę aż 9:0.












