Reprezentacja Hiszpanii rozbiła w Maladze Wenezuelę 5:0, a bohaterem meczu był wprowadzony po przerwie Roberto Soldado. Napastnik Valencii pokazał, że trzeba na niego stawiać i ustrzelił hattricka.
Tak jak można było przypuszczać, mecz od pierwszych minut toczony był pod dyktando gospodarzy. Hiszpanie zamknęli Wenezuelę na 30. metrze od bramki i spokojnie konstruowali atak pozycyjny. Efektem owego konstruowania był minimalnie niecelny strzał Fernando Llorente. Później na moment do głosu doszli goście. Było trochę zamieszania, interweniować musiał Iker Casillas, ale wszystko skończyło się bardzo szybko. Piłkarze „La Seleccion” znów przejęli panowanie nad widowiskiem. W 6. minucie Sergio Ramos trafił w poprzeczkę, a przyjezdni z Ameryki Południowej oficjalnie zaczęli desperacką obronę. Miejscowi starali się możliwie dużo grać skrzydłami, licząc na wrzutki i wzrost Llorente. „El Rey Leon” był dziś świetnie dysponowany, z łatwością gubił kryjących go rywali. Wcale nie gorszy był David Silva, który w 17. minucie próbował zaskoczyć Daniego strzałem z dystansu. Niestety na drodze lotu piłki stanął Andres Iniesta – Kastylijczyk nie miał zamiaru pozwalać, by ktoś poza nim strzelał dziś gole. W 20. minucie blady wychowanek Barcelony posłał cudowną piłkę w pole karne do Llorente. Bask przyjął ją i już składał się do strzału, gdy nagle uświadomił sobie, że obok siebie ma bramkarza i czterech defensorów rywala. Postanowił odegrać. Zrobił to niecelnie. Dwie minuty później Iniesta podobnym podaniem próbował obsłużyć Cesca, ale były kapitan Arsenalu okazał się zbyt niski.
Hiszpania ciągle atakowała, na bramkę Daniego strzelali Llorente i Silva. Ten drugi nadał piłce taką przedziwną rotację, że po odbiciu się od golkipera prawie wpadła ona do siatki. Później swoją okazję miał jeszcze Gerard Pique – Wenezuelczycy zupełnie nie radzili sobie ze strzałami głową gospodarzy. W 37. minucie defensywa „La Vinotinto” w końcu się złamała. Gola strzałem z czternastego metra zdobył najlepszy na boisku Andres Iniesta. Goście jeszcze nie otrząsnęli się z pierwszego ciosu, a już zostali ugodzeni po raz drugi, tym razem przez „El Mago” Silvę. Zawodnik Manchesteru City dostał piłkę na skrzydle, zbiegł do środka, zagrał klepkę z Ceskiem i strzelił. Proste. Jeszcze przed przerwą Wenezuela miała okazję do kontry, ale wszystko zakończyło się na potknięciu Rondona. Hiszpania w pierwszej połowie niepodzielnie panowała nad boiskowymi wydarzeniami. Podopiecznych Cesara Fariasa stać było tylko na niemrawe, beznadziejne ataki.
Już na początku drugiej części widowiska del Bosque dokonał dwóch zmian. Na murawie nie pojawili się bardzo aktywni w pierwsze połowie Llorente i Iniesta, a w ich miejsce zameldowali się Cazorla i Soldado. Hiszpania przeważała i szybko ową przewagę udokumentowała trafieniem. W 50. minucie zawodnicy „La Seleccion” przeprowadzili popisową akcję. Xabi, Silva, Cazorla… Masa szybkich podań, zgranie do Soldado i gol. Gracz Valencii nie miał problemu z pokonaniem Daniego, chociaż defensorzy rywala nie zostawili mu zbyt wiele miejsca. Chwilę później „Żołnierz” miał już na swoim koncie dwie bramki. Snajper „Los Ches” wykorzystał ładne prostopadłe podanie Arbeloi – dobre parę lat temu obaj panowie w ten sposób dewastowali rywali, grając jeszcze w rezerwach Realu Madryt. W okolicach 60. minuty „Sfinks” dokonał trzech kolejnych zmian: Xavi za Xabiego, Puyol za Ramosa i Navas za Silvę. System gry się więc nie zmienił. Gospodarze ciągle mieli zamiar beztrosko atakować.









