Dzisiaj rozegrano w Premier League aż osiem spotkań, w których nie zabrakło niespodzianek. Manchester United kontynuuje swoją mistrzowską krucjatę, śmiało zmierzając po koronę piłkarskich królów Anglii. Nie przestaje zaskakiwać drużyna Artura Boruca, a Andy Carroll przypomniał wszystkim, dlaczego kosztował kiedyś tyle, ile kosztował.
Sunderland 0:1 Manchester United
Weekend zaczął się od wizyty na Stadium of Light, gdzie „Czarne Koty” podejmowały przyszłych mistrzów BPL, czyli ekipę sir Aleksa Fergusona. W meczu padła tylko jedna bramka, o czym możecie przeczytać tutaj. Trzy punkty jadą zatem na Old Trafford i tylko iście biblijny kataklizm może odebrać „Czerwonym Diabłom” mistrzostwo Anglii. Ferguson znów śmieje się ostatni.
UPDATE: Menedżer Sunderlandu Martin O’Neill po meczu został zwolniony.
Arsenal 4:1 Reading

Najmniejszych problemów ze zdobyciem kompletu punktów nie mieli za to „Kanonierzy” Wengera. Arsenal pewnie, gładko oraz z uśmiechem na twarzy rozjechał „Królewskich” z Madejski Stadium, wygrywając aż 4:1. Dla drużyny z Emirates bramki zdobyli Arteta, Gervinho, Santi Cazorla i Giroud. Honorowego gola dla Reading strzelił Hal Robson-Kanu. „Królewscy” są w niewesołej sytuacji, „Kanonierzy” za to odpalili.
Manchester City 4:0 Newcastle
Znamiona deklasacji nosiło za to spotkanie na Etihad Stadium, gdzie obecni (ciągle) mistrzowie pokazali „Srokom”, jak się gra w piłkę. Francuscy przybysze z St. James’ Park nie mieli nic do powiedzenia i ulegli Manchesterowi City aż 0:4. Sporo roboty miał Rob Elliot, jednak nie uchronił drużyny miłośnika piwa Mike’a Ashleya od sromotnej porażki. Na listę strzelców wpisał się cały kręgosłup City, poczynając od dołu: Kompany, Silva i Tevez. Czwarta bramka padła po samobójczym golu Jamesa Percha. Słabiutki sezon „Srok”, oj, słabiutki.
Southampton 2:1 Chelsea
Największych emocji doświadczyliśmy – niespodziewanie – na St. Mary’s Stadium, gdzie Southampton gościł Chelsea. „Święci” Mauricio Pochettino stają się powoli pogromcami wielkich, po wiktoriach w spotkaniach z City i Liverpoolem teraz dołożyli bowiem także skalp „The Blues”, prowadzonych przez najsławniejszego tymczasowego menedżera świata. Czas Rafy Beniteza dobiega końca, za to „Święci” są na fali wznoszącej. Jeśli Torres kosztował blisko 60 milionów, to Ricky Lambert na pewno jest wart jakieś 120. Szczegółowa relacja z meczu tutaj.
Swansea 1:2 Tottenham













