Siedemnaście bramek padło w dzisiejszych sześciu meczach Bundesligi. Najwięcej w Dortmundzie, ale ciekawie było też na innych boiskach. Zapraszamy do zapoznania się z sobotnimi wydarzeniami w niemieckiej piłce.
Tradycyjnie pięć spotkań rozpoczęło się o 15:30, a my skupiliśmy się głównie na meczu Borussii Dortmund. W tym wyborze byliśmy bezbłędni, w przeciwieństwie do obrony Freiburga, gdyż podopieczni Christiana Streicha stracili aż pięć goli. Defensywę gości niemal samodzielnie rozpracowali Robert Lewandowski z Nurim Sahinem i niewielką pomocą Jakuba Błaszczykowskiego. Zarówno polski napastnik, jak i wracający do BVB turecki pomocnik strzelili dwie bramki i zaliczyli po asyście. „Lewy” wysunął się na prowadzenie w klasyfikacji strzelców i punktacji kanadyjskiej. Kanonada w Dortmundzie była drugim pojedynkiem z rzędu, w którym ekipa z Fryburga straciła pięć goli.
W tym samym czasie upokorzone zostało Schalke Gelsenkirchen, które przegrało w Norymberdze 0:3. Nie mogło jednak być inaczej, skoro podopieczni Jensa Kellera grali bez napastnika. Udawać go próbował Obasi, ale Schalke nie wygrało już szóstego meczu z rzędu, kiedy wychodził on w podstawowym składzie. Zmienił go Pukki, ale to mniej więcej tak, jakby z deszczu meteorytów przejść pod rynnę, z której spływa żrący kwas. Nie lepiej wypadł Hamburger SV, który przegrał na własnym stadionie 0:1 z Augsburgiem. Goście strzelili gola w siódmym kolejnym starciu. Ostatnio tak dobrą serię zanotowali między marcem a kwietniem poprzedniego roku, co zaowocowało utrzymaniem. Ich rywal (trudno napisać, że równorzędny) w walce o ten cel, Greuther Fürth, zremisował z kolei z Werderem Brema. Spokojnie można więc dzisiejszy dzień, po raz kolejny zresztą, nazwać sobotą niespodzianek. A więcej o zaskakujących wynikach możecie przeczytać w relacji z meczów rozgrywanych o 15:30.
Na zakończenie dnia liczyliśmy na wyśmienity deser, a nabawiliśmy się jedynie niestrawności. Bayern Monachium znajduje się w dołku, a w dodatku brakowało mu kilku podstawowych piłkarzy. Było to widoczne na boisku i Bayer mógł i powinien tego meczu nie przegrać. Nie stało się tak, bo w końcówce Wollscheid barkiem wpakował piłkę do własnej bramki. Warto zwrócić uwagę na powrót do pierwszego składu Sebastiana Boenischa, który zanotował asystę i zagrał całkiem nieźle. Arkadiusz Milik całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych, mimo że beznadziejne zawody rozegrał Castro, a Kiessling nie robił nic więcej oprócz przyzwoitego utrzymywania się przy piłce. Pechową porażkę Bayeru relacjonowaliśmy live i zapraszamy do przeczytania zapisu.








