W wygranym wczoraj przez Polonię Warszawa spotkaniu z Lechem Poznań jedynego gola zdobył Artur Sobiech. Dla napastnika „Czarnych Koszul” było to już ósme trafienie w sezonie. Po spotkaniu były piłkarz chorzowskiego Ruchu odpowiedział na kilka pytań.
Gratulacje! Czy możesz powiedzieć, jak padła jedyna bramka?
Dziękuję za gratulację. Bruno idealnie zgrał piłkę, była w odległości trzech metrów, mogłem uderzyć głową, uderzyłem jednak pasówką i wpadła w górną siatkę.
Mecz od początku był wyrównany. Jak to się stało, że w dziesiątkę daliście radę wygrać?
Mecz był wyrównany, było dużo żółtych kartek. Pokazaliśmy przede wszystkim charakter i ducha walki, który drzemał w tej drużynie. Odnieśliśmy cenne zwycięstwo.
Co się stało, że ten duch się obudził?
Ważne, że w ogóle się obudził i nie śpi. Myślę, że w kolejnych spotkaniach ten duch również będzie ujawniony.
Łatwiej się gra w dziesięciu?
Nie, na pewno nie gra się łatwiej. Gra się dużo, dużo ciężej, ale właśnie wtedy trzeba pokazać, że jest się drużyną i zwyciężać w tych trudnych meczach.
Na konferencji prasowej pytano trenera, czy walczycie o europejskie puchary.

Jeszcze za szybko. Wiadomo, przyszedł trener i nie ma co się oszukiwać, że nas odmienił. Odnieśliśmy dwa zwycięstwa, które pomogły nam odbić się od dna, ale spokojnie z tymi pucharami. Zobaczymy, jak to będzie w kolejnych meczach.
Co ma w sobie trener Zieliński, że Was tak odmienił?
Ma przede wszystkim bardzo dobre podejście do zawodników. Nadał nam tego ducha i odnieśliśmy zwycięstwo.
Czy coś nowego pojawiło się na treningach z innych dziedzin sportu?
Ostatnio graliśmy w rugby.
A bokserskie ćwiczenia? Spodziewaliście się tego po Ebim?
Myślę, że akurat to Ebi ćwiczy indywidualnie gdzieś na siłowni. Nie spodziewaliśmy się tego, to jest odruchowe zachowanie. Arboleda cały czas nas tam zaczepiał. Nie ma co się oszukiwać, zachowuje się karygodnie. Myślę, że nie takich reprezentantów potrzebujemy.
Gola udało Ci się zdobyć w dość ekwilibrystyczny sposób, a na początku meczu nie wykorzystałeś łatwej okazji.
Tak, w pierwszych minutach miałem dużo łatwiejszą sytuacji, w której powinienem albo zrobić zamach, albo uderzyć w krótki róg, bo bramkarz czekał już na tę piłkę. Niestety, człowiek uczy się na błędach. Zrehabilitowałem się na szczęście w drugiej połowie i wygraliśmy ten mecz.











