Po wygranym 2:1 spotkaniu reprezentacji Polski z Węgrami opiekun „Biało-czerwonych”, Franciszek Smuda, nie ukrywał, że martwią go niewykorzystane sytuacje przez jego podopiecznych. Trener przyznał, ze jego drużyna na własne życzenie zgotowała sobie nerwową końcówkę meczu.

– Martwią sytuacje, których nie potrafiliśmy wykorzystać. To były sytuacje, z których gole muszą paść. Reprezentacja musi umieć je wykorzystywać, bo w meczach nie ma ich zbyt wiele. Sami sobie zgotowaliśmy nerwową końcówkę w obronie, było dużo zamieszania. To wynika ze zmian, które zrobiliśmy w drugiej połowie. Ale w końcówce, kiedy Węgrzy strzelili na 1:1, pozbieraliśmy się. Tego nie było z Włochami, kiedy po drugiej straconej bramce graliśmy źle – mówił selekcjoner reprezentacji Polski, Franciszek Smuda.
– Było mało kibiców, ale ta garstka też potrafiła kibicować i momentami świetnie nas dopingowali. Mam nadzieję, że to wszystko się zmieni w przyszłym roku, kiedy będzie Euro, kibice się zmobilizują i będą nas dopingowali – dodał.










