Za Franciszkiem Smudą dwa pierwsze mecze w roli selekcjonera reprezentacji Polski. Z pewnością „Franz” zdecydowanie bardziej był zadowolony z gry „Biało-czerwonych” po meczu z Kanadą aniżeli Rumunią, niemniej do pełni szczęścia i satysfakcji kibiców wciąż jeszcze bardzo daleko.
Odetchnął Pan po meczu z Kanadą?
Cały czas przecież oddycham (śmiech).
Ale czy z ulgą?
Z ulgą odetchnę dopiero, gdy coś osiągnę z tym zespołem. Na razie w drużynie jest tylko praca, praca i jeszcze raz praca. Cieszy na pewno fakt, że nasza gra wygląda coraz lepiej. Piłkarze się starają, grają szybko. Ok, to jeszcze nie wygląda wszystko perfekcyjnie, ale mamy też dużo czasu, by ten najwyższy poziom osiągnąć.
Gol Macieja Rybusa to pierwsza bramka Polaków od bardzo dawna ze stałego fragmentu gry. Zgrupowanie w Grodzisku Wielkopolskim przyniosło więc już pierwsze efekty?

Na pewno ćwiczyliśmy bardzo dużo zagrań, rozwiązań dotyczących stałych fragmentów gry. Czasem jednak jest tak, że jakiś element się cały czas wałkuje i szlifuje, a i tak efektów nie widać. Mogę tylko powiedzieć, że ze zgrupowania jestem zadowolony. Wykonałem to wszystko, co sobie przed jego rozpoczęciem założyłem. Wiem dokładnie już po nim, na co kogo stać, kto i co prezentuje. A tych piłkarzy, których przez ponad tydzień miałem do dyspozycji, stać na bardzo dużo. Wiele możemy osiągnąć z tym zespołem, tylko trzeba nad tym solidnie popracować.
Najwięcej zmian w porównaniu z meczem z Rumunią miało miejsce w obronie. Jak by Pan porównał grę defensorów w spotkaniu sobotnim i środowym?
Ok, w meczu z Rumunią straciliśmy bramkę po rykoszecie, ale też ta obrona od razu nie będzie ze stali. Cały czas będę uważnie selekcjonował piłkarzy, zwłaszcza młodych, którzy mam nadzieję, że szybko się rozwiną i staną się podstawowymi zawodnikami kadry.
Jak oceniłby Pan występ Macieja Rybusa, który zagrał z Kanadą na zupełnie nowej pozycji? Spróbuje Pan przekonać Jana Urbana, by i w Legii Warszawa wystawiał go tam, gdzie Pan w drużynie narodowej?
Na pewno nie będę na żadnego z klubowych trenerów moich podopiecznych naciskał, żeby zmienił danemu piłkarzowi pozycję. Sam zresztą powtarzam to zawodnikom – wiecie, jakie popełniliście błędy, macie teraz sporo czasu w swoich drużynach na to, by je szybko naprawić. To jest takie ich zadanie domowe. Natomiast wiadomo, że gdy przyjeżdżają na zgrupowanie, zdają sobie sprawę z faktu, że obowiązuje tu zupełnie inny system gry i muszą się na niego przestawić.











