Prawdopodobnie najsmutniejszym piłkarzem po meczu Lech – Legia był Bartosz Ślusarski. Napastnik gospodarzy w niedzielne popołudnie zmarnował kilka dogodnych sytuacji strzeleckich. Gdyby nie honorowa bramka w 74. minucie spotkania, to popularny „Ślusarz” miałby problem, aby pokazać się na ulicach Poznania w najbliższych tygodniach.
Pomimo fatalnego humoru Ślusarski nie uciekał od reprezentantów mediów i choć nie miał tęgiej miny, zatrzymał się na dłuższą chwilę przy sporej grupce dziennikarzy w strefie mieszanej. Zadający pierwsze pytania żurnalista zapewne na długo pozostanie w pamięci Bartosza Ślusarskiego.
Poczuł się pan dwunastym zawodnikiem Legii?
Słucham?
Poczuł się pan dwunastym zawodnikiem Legii, nie wykorzystując tylu sytuacji?
Nie, nie. Nie poczułem się tak.
Dlaczego tak słabo zaczęliście mecz?
Słucham? [wyraźnie rozdrażniony]
Co nie funkcjonowało w Waszej drużynie, że pozwoliliście sobie strzelić trzy bramki w pół godziny?
W innych meczach nie traciliśmy bramek. Zadecydowała dyspozycja dnia, która była słaba. Straciliśmy trzy gole, z przodu zagraliśmy nieskutecznie i to sprawiło, że do przerwy było 0:3.
Inny dziennikarz: Jak się czujesz po przerwie spowodowanej kontuzją. Brakowało czucia piłki?
Było widać, że brakowało czucia piłki przy moich sytuacjach. Natomiast fizycznie czułem się okej.
Strzeliłeś bramkę, ale chyba ze swojego występu nie możesz być zadowolony?

Nie mogę być zadowolony, jeśli nie trafiam w 100% sytuacji, i to w momencie, kiedy jest to potrzebne. Trochę pechowy był pierwszy strzał w słupek, ale w kontekście drugiej sytuacji mam do siebie spore pretensje. Jak mogę być zatem zadowolony, skoro przegrywamy u siebie z Legią, a ja nie strzelam w takiej sytuacji?
Jak wygląda 41 tysięcy ludzi na trybunach z perspektywy boiska? Robi to spore wrażenie?
Wrażenie spore i to chyba tyle, bo gdybyśmy ten mecz wygrali, to sprawilibyśmy tym kibicom tyle radości, że byliby częściej w takiej liczbie. Natomiast jeśli przegrywamy u siebie z Legią, nie wygląda to dobrze.











