Liverpool skutecznie zemścił się na Chelsea za sobotnią porażkę w finale Pucharu Anglii. „The Reds” wręcz upokorzyli „The Blues”, pokonując ich 4:1. Należy jednak wspomnieć, że londyńczycy grali w mocno osłabionym składzie i skupiają się już tylko na 19 maja i finale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium.

Liverpool zmierzył się z Chelsea raptem kilka dni temu w finale Pucharu Anglii. Na Wembley górą byli „The Blues”, którzy po trafieniach Ramiresa i Drogby oraz honorowym golu Carrolla pokonali „The Reds” 2:1. Tym razem stawka nie była już tak wysoka. Roberto Di Matteo dał odpocząć wielu swoim czołowym piłkarzom i desygnował do gry rezerwowych. W pierwszej jedenastce znaleźli się m.in. Turnbull, który zastąpił Cecha, Ryan Bertrand i hiszpański defensywny pomocnik Oriol Romeu. Pepę Reinę miało straszyć trio Ramires – Torres – Sturridge. Kenny Dalglish wystawił za to swój najsilniejszy skład i wierzy, że na Anfield Road uda mu się zwyciężyć i zrewanżować za przegraną w finale. W ekipie gospodarzy zabrakło jedynie kapitana i lidera zespołu, Stevena Gerrarda.

Mecz od początku przypominał sobotni finał Pucharu Anglii, obie drużyny nie kwapiły się bowiem do ataku i grały raczej pozycyjnie, szukając słabych punktów u przeciwnika. Liverpool sprawiał jednak dużo lepsze wrażenie niż Chelsea i stopniowo zaczynał przejmować inicjatywę. Już w 7. minucie po indywidualnej akcji szansę na otworzenie wyniku miał Luiz Suarez, ale jego strzał był minimalnie niecelny. Okazję do pokonania Turbulla miał kilkanaście minut później Andy Carroll, ale i on spudłował. W odpowiedzi na to uderzeniem zza pola karnego popisał się Daniel Sturridge, piłka odbiła się od jednego z obrońców i wyszła na rzut rożny. Do niego podszedł Florent Malouda i zagrał wprost do niepilnowanego Branislawa Ivanovicia. Strzał serbskiego defensora trafił jednak w poprzeczkę. W 18. minucie fantastycznym rajdem popisał się Luiz Suarez, który bez problemu dostał się w pole karne i chciał wstrzelić piłkę w pole bramkowe, a ta trafiła w nogę Essiena i wpadła do siatki. Liverpool rozochocony zdobytą bramką szukał okazji do podwyższenia wyniku. Ta nadarzyła się już w 24. minucie, kiedy Maxi Rodriguez zagrał prostopadłe podanie do Jordana Hendersona. Mógł je przejąć John Terry, ale poślizgnął się na śliskiej murawie. Młody Anglik ze stoickim spokojem pokonał Rossa Turnbulla, wyprowadzając gospodarzy na dwubramkowe prowadzenie. Trzy minuty później na tablicy wyników pojawił się rezultat 3:0. Andy Carroll zagrał głową piłkę po rzucie rożnym do Daniela Aggera, który również głową wbił ją do siatki. „The Reds” wciąż było mało i szukali okazji do jeszcze większego upokorzenia londyńskiego rywala. W grze Chelsea było widać brak spokoju Lamparda i przebojowości Juana Maty. W 31. minucie swoją szansę na wpisanie się na listę strzelców miał Maxi Rodriguez, ale jego strzał wybronił Turnbull. Angielski zmiennik Petra Cecha popisał się fantastyczną interwencją kilka sekund później. Kolejny błąd w tym spotkaniu popełnił John Terry, który źle przyjął głową piłkę, ta poleciała mu za plecy, za którymi czaił się Carroll, i były napastnik Newcastle pomknął na bramkę Chelsea, ale przegrał pojedynek sam na sam z golkiperem „The Blues”. Fernando Torres był bliski zdobycia honorowego trafienia, ale piłka po jego strzale z ostrego kąta trafiła w poprzeczkę bramki Pepe Reiny. W doliczonym czasie gry Liverpool mógł dobić rywala. W polu karnym Branislaw Ivanović uderzył łokciem w klatkę piersiową Carrolla i Kevin Friend wskazał na jedenasty metr, karząc Serba żółtą kartką. Do piłki podszedł Stewart Downing, który nadal nie potrafi zdobyć bramki w trykocie Liverpoolu. Angielski pomocnik trafił w słupek, a dobitka Carrolla była niecelna. Do przerwy Chelsea była w szoku.












