Śląsk Wrocław zremisował na wyjeździe z Piastem Gliwice 1:1. Gole na wagę jednego punktu strzelali Kamil Wilczek i Marco Paixao. Mecz był jednak show golkiperów, którzy grali tego dnia znakomicie.
Niedzielne popołudnie z T-Mobile Ekstraklasą rozpoczęło się od spotkania gliwickiego Piasta ze Śląskiem Wrocław. Goście przyjechali na Okrzei 20 już bez nowego piłkarza Clubu Brugge, Waldemara Soboty, co jednak nie miało mieć dużego wpływu na ofensywne zamiary „Zielonych”. Kibice w głowach mieli ostatni mecz obu zespołów, który po niesamowitych emocjach zakończył się wynikiem 3:2 dla dzisiejszych gospodarzy. Gliwiccy kibice mieli nadzieję na zobaczenie chociaż połowy tego, co działo się kilkanaście tygodni temu.

Kibice mecz rozpoczęli patriotycznym akcentem i stojąc z szalikami nad głowami, odśpiewali „Mazurka Dąbrowskiego”. Na murawie tak pięknie już nie było. Zarówno Śląsk, jak i Piast nie grali zbyt dokładnie, jednak zapędy do przodu nawet obrońców zapowiadały nam ciekawe widowisko. Od początku inicjatywę posiadali goście. Defensorzy gospodarzy mieli pilnować Paixao, jednak ten urywał się im i już w 6. minucie znalazł się sam na sam z Trelą. Ten udowodnił, że mógłby grać również jako stoper, wślizgiem wybijając Portugalczykowi futbolówkę. Ten sam piłkarz miał też okazję do asysty. Niepilnowany Mila dostał piłkę na jedenastym metrze, jednak nie przyjął jej najlepiej i z interwencją zdążył Martinez.
31-letni pomocnik miał okazję do rehabilitacji kilka minut później. Co prawda piłka uciekła Sebastianowi, jednak błąd zatuszował świetnym podaniem za plecy formacji defensywnej rywali. Sebino Plaku znalazł się tuż przed golkiperem Piasta, ale tym razem Król zdążył zastawić piłkę i wyszedł z tej sytuacji obronną ręką.
Pierwszą groźną sytuację grający w czerwono-niebieskich strojach piłkarze stworzyli sobie po kwadransie od rozpoczęcia spotkania. Z kontrą wystrzelił Szeliga, który płaskim uderzeniem z narożnika pola karnego sprawił dużo problemów Gikiewiczowi. Ten jednak był skoncentrowany i pewnie chwycił piłkę. Sekundy później do, wydawać się mogło zbyt mocnego podania, dobiegł Król, który od razu dośrodkował piłkę w pole karne, jednak sytuację zmarnował wspominany przed chwilą napastnik.
Pierwsza połowa to zdecydowane show dwóch piłkarzy. Kto grał lepiej? Mila czy golkiper gospodarzy? Ten pierwszy znakomicie dogrywał piłki swoim kolegom, którzy partaczyli kolejne akcje. Plaku po raz kolejny znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem przeciwnika, jednak interwencją popisał się Dariusz Trela, który wyrastał nam na głównego kandydata do tytułu Man of the Match. Nie brakowało również bezpośrednich pojedynków między oboma zawodnikami. W 27. minucie Sebastian uderzył z dwudziestego metra, a piłka jeszcze skozłowała tuż przed jego ręką. Bramkarz sparował piłkę na rzut rożny, z którego mógł zostać skarcony. 23-latek wyszedł do dośrodkowania zbyt pewnie i minął się z piłką, do której dopadł Spahić, jednak nie trafił w światło bramki.












