Śląsk Wrocław zremisował na wyjeździe z Piastem Gliwice 1:1. Gole na wagę jednego punktu strzelali Kamil Wilczek i Marco Paixao. Mecz był jednak show golkiperów, którzy grali tego dnia znakomicie.
Niedzielne popołudnie z T-Mobile Ekstraklasą rozpoczęło się od spotkania gliwickiego Piasta ze Śląskiem Wrocław. Goście przyjechali na Okrzei 20 już bez nowego piłkarza Clubu Brugge, Waldemara Soboty, co jednak nie miało mieć dużego wpływu na ofensywne zamiary „Zielonych”. Kibice w głowach mieli ostatni mecz obu zespołów, który po niesamowitych emocjach zakończył się wynikiem 3:2 dla dzisiejszych gospodarzy. Gliwiccy kibice mieli nadzieję na zobaczenie chociaż połowy tego, co działo się kilkanaście tygodni temu.
Dariusz Trela (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
Kibice mecz rozpoczęli patriotycznym akcentem i stojąc z szalikami nad głowami, odśpiewali „Mazurka Dąbrowskiego”. Na murawie tak pięknie już nie było. Zarówno Śląsk, jak i Piast nie grali zbyt dokładnie, jednak zapędy do przodu nawet obrońców zapowiadały nam ciekawe widowisko. Od początku inicjatywę posiadali goście. Defensorzy gospodarzy mieli pilnować Paixao, jednak ten urywał się im i już w 6. minucie znalazł się sam na sam z Trelą. Ten udowodnił, że mógłby grać również jako stoper, wślizgiem wybijając Portugalczykowi futbolówkę. Ten sam piłkarz miał też okazję do asysty. Niepilnowany Mila dostał piłkę na jedenastym metrze, jednak nie przyjął jej najlepiej i z interwencją zdążył Martinez.
31-letni pomocnik miał okazję do rehabilitacji kilka minut później. Co prawda piłka uciekła Sebastianowi, jednak błąd zatuszował świetnym podaniem za plecy formacji defensywnej rywali. Sebino Plaku znalazł się tuż przed golkiperem Piasta, ale tym razem Król zdążył zastawić piłkę i wyszedł z tej sytuacji obronną ręką.
Pierwszą groźną sytuację grający w czerwono-niebieskich strojach piłkarze stworzyli sobie po kwadransie od rozpoczęcia spotkania. Z kontrą wystrzelił Szeliga, który płaskim uderzeniem z narożnika pola karnego sprawił dużo problemów Gikiewiczowi. Ten jednak był skoncentrowany i pewnie chwycił piłkę. Sekundy później do, wydawać się mogło zbyt mocnego podania, dobiegł Król, który od razu dośrodkował piłkę w pole karne, jednak sytuację zmarnował wspominany przed chwilą napastnik.
Pierwsza połowa to zdecydowane show dwóch piłkarzy. Kto grał lepiej? Mila czy golkiper gospodarzy? Ten pierwszy znakomicie dogrywał piłki swoim kolegom, którzy partaczyli kolejne akcje. Plaku po raz kolejny znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem przeciwnika, jednak interwencją popisał się Dariusz Trela, który wyrastał nam na głównego kandydata do tytułu Man of the Match. Nie brakowało również bezpośrednich pojedynków między oboma zawodnikami. W 27. minucie Sebastian uderzył z dwudziestego metra, a piłka jeszcze skozłowała tuż przed jego ręką. Bramkarz sparował piłkę na rzut rożny, z którego mógł zostać skarcony. 23-latek wyszedł do dośrodkowania zbyt pewnie i minął się z piłką, do której dopadł Spahić, jednak nie trafił w światło bramki.
Mecz toczył się w zastraszająco szybkim tempie. Wątpliwości budziło to, czy jedni i drudzy utrzymają takie tempo przez 90 minut. Po obu stronach nie brakowało też szczęścia. Centra z rogu boiska została przedłużona do Horvatha, a ten przestrzelił z czwartego metra. Kilkadziesiąt sekund później znowu tuż przed Trelą stanął Stevanović, jednak strzelił prosto w niego.
Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Minutę później defensorzy Śląska zachowali się fatalnie, puszczając Wilczka. Ten ruszył z piłką i uderzył z pola karnego. Nie popisał się także Gikiewicz, któremu futbolówka przeleciała między dłońmi i było niespodziewanie 1:0. Piłkarze Piasta poszli za ciosem, jednak nie byli w stanie podwyższyć wyniku do końca połowy, choć okazji do tego nie brakowało. W każdej z nich umiejętnościami popisywali się bramkarze, którzy wykorzystywali również nieudolność zawodników atakujących.
Dolnośląska drużyna kończyła pierwszą odsłonę osłabiona. Z boiska nie wyleciał jednak żaden z piłkarzy w białych trykotach, a Stanisław Levy, który w słowach obraźliwych od jakiegoś czasu komentował pracę arbitrów. Po bardziej agresywnym zagraniu Czech podbiegł do jednego z arbitrów i klepnął go w rękę. Dla Bartosza Frankowskiego było to już posunięcie o jeden krok za daleko. Arbiter odesłał szkoleniowca na trybuny.
Piast od początku drugich 45 minut wystrzelił do ataku. Matras świetnie wypatrzył Jurado, który ledwo utrzymując piłkę w boisku, jeszcze lepiej dograł do Wilczka. Ten jednak był na spalonym, a nawet gdyby nie interweniował sędzia boczny, to paradą popisał się Gikiewicz. Śląsk również ruszył do przodu. Stevanović był blisko szczęścia, jednak to pozostało przy gospodarzach. Futbolówka odbiła się od poprzeczki, a na tablicy wyników wciąż było 1:0. Wymiana ciosów zapowiadała wielkie emocje. Znowu blisko strzelenia gola był Wilczek, jednak został zablokowany na siódmym metrze. Na boisku było coraz więcej brzydkiej gry. Sędzia Frankowski nie zauważył faulu Pawelca, który ostro zaatakował Rubena Jurado. Dodajmy, że obrońca miał od kilku minut żółtą kartkę, a arbiter przeszedł obok tego wydarzenia zupełnie niewzruszony, nie używając nawet gwizdka. Fani zgromadzeni na trybunach „serdecznie pozdrowili” w tym momencie PZPN. Tych dwóch słów nie trzeba jednak przytaczać. W 56. minucie świetnie zagrał Kamil Wilczek, który uderzył głową pod poprzeczkę. Wspaniale zachował się golkiper przyjezdnych, który znakomicie przerzucił piłkę za linię końcową boiska.
Rafał Gikiewicz (Śląsk Wrocław) (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
Gikiewicz dwoił się i troił, aby goście mieli łatwiej wyrównać. Bramkarz Śląska obronił strzał Jurado, jednak powtórka pokazała, że sędzia boczny pomylił się znacząco. Ba… Pomylił się – to mało powiedziane. Popełnił katastrofalny błąd, jednak ten nie miał dużego wpływu na rezultat meczu. Mimo wszystko Hiszpan był na co najmniej metrowym spalonym.
Wejście smoka mógł zaliczył Hołota. Pomocnik wszedł na boisko kilkanaście sekund wcześniej i już miał okazję do strzelenia gola. Nie popisała się defensywa gospodarzy, która dostała piłkę za plecy w polu karnym, a Tomasz z dziesięciu metrów nie trafił nawet w światło bramki. Piłkarze Piasta spróbowali się zrewanżować minutę później. Kontratak poprowadził Podgórski, centra w pole karne, jednak próba wykończenia akcji przez Jurado wołała o pomstę do nieba.
To, co nie udało się Rubenowi, udało się… Paixao! Stevanović strzelił z pola karnego, jednak z tego zagrania wyszło znakomite dośrodkowanie. Obrońcy Piasta odpuścili, a do piłki dopadł Marco, pakując piłkę wślizgiem do pustej bramki. Powtórka pokazała, że Portugalczyk był chyba na spalonym, jednak ilu ekspertów, tyle interpretacji tej sytuacji.
Na boiskach T-Mobile Ekstraklasy zadebiutował nowy nabytek Piasta, Collins John. Liberyjczyk z holenderskim paszportem zagrał kilkanaście minut, jednak nie odznaczył się niczym specjalnym i na jego koncie zanotujemy jedynie to, że wszedł na boisko i zaliczył kilka odbiorów.
Chociaż Stanisław Levy opuścił ławkę trenerską, to nie stracił z nią kontaktu. Jeden z działaczy siedzący obok niego ewidentnie korzystał z telefonu. W jakim celu? Chyba nietrudno się domyślić. Jak tę sytuację zinterpretuje Komisja Ligi? Na pewno przekonamy się w ciągu najbliższych dni.
Obie strony walczyły o trzy punkty i nie przywiązywały zbyt dużej wagi do zadań defensywnych. Na dwie minuty przed końcem zamieszanie w polu karnym nie zostało wykorzystane przez gości. Chwilę później Podgórski wyruszył z kontrą, jednak nie zagrał do wybiegającego Jurado i ostatecznie stracił piłkę.
Już w doliczonym czasie gry Paixao mógł podwyższyć wynik na 2:1, jednak Trela był dzisiaj wyjątkowo pewny siebie i po piekielnie mocnym uderzeniu pewnie interweniował. Śląsk ruszył do ataku, chcąc przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, jednak ani jednym, ani drugim się to nie udało.
Śląsk Wrocław zremisował na wyjeździe z Piastem Gliwice 1:1. Gole na wagę jednego punktu strzelali Kamil Wilczek i Marco Paixao. Mecz był jednak show golkiperów, którzy grali tego dnia znakomicie.
Niedzielne popołudnie z T-Mobile Ekstraklasą rozpoczęło się od spotkania gliwickiego Piasta ze Śląskiem Wrocław. Goście przyjechali na Okrzei 20 już bez nowego piłkarza Clubu Brugge, Waldemara Soboty, co jednak nie miało mieć dużego wpływu na ofensywne zamiary „Zielonych”. Kibice w głowach mieli ostatni mecz obu zespołów, który po niesamowitych emocjach zakończył się wynikiem 3:2 dla dzisiejszych gospodarzy. Gliwiccy kibice mieli nadzieję na zobaczenie chociaż połowy tego, co działo się kilkanaście tygodni temu.
Dariusz Trela (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
Kibice mecz rozpoczęli patriotycznym akcentem i stojąc z szalikami nad głowami, odśpiewali „Mazurka Dąbrowskiego”. Na murawie tak pięknie już nie było. Zarówno Śląsk, jak i Piast nie grali zbyt dokładnie, jednak zapędy do przodu nawet obrońców zapowiadały nam ciekawe widowisko. Od początku inicjatywę posiadali goście. Defensorzy gospodarzy mieli pilnować Paixao, jednak ten urywał się im i już w 6. minucie znalazł się sam na sam z Trelą. Ten udowodnił, że mógłby grać również jako stoper, wślizgiem wybijając Portugalczykowi futbolówkę. Ten sam piłkarz miał też okazję do asysty. Niepilnowany Mila dostał piłkę na jedenastym metrze, jednak nie przyjął jej najlepiej i z interwencją zdążył Martinez.
31-letni pomocnik miał okazję do rehabilitacji kilka minut później. Co prawda piłka uciekła Sebastianowi, jednak błąd zatuszował świetnym podaniem za plecy formacji defensywnej rywali. Sebino Plaku znalazł się tuż przed golkiperem Piasta, ale tym razem Król zdążył zastawić piłkę i wyszedł z tej sytuacji obronną ręką.
Pierwszą groźną sytuację grający w czerwono-niebieskich strojach piłkarze stworzyli sobie po kwadransie od rozpoczęcia spotkania. Z kontrą wystrzelił Szeliga, który płaskim uderzeniem z narożnika pola karnego sprawił dużo problemów Gikiewiczowi. Ten jednak był skoncentrowany i pewnie chwycił piłkę. Sekundy później do, wydawać się mogło zbyt mocnego podania, dobiegł Król, który od razu dośrodkował piłkę w pole karne, jednak sytuację zmarnował wspominany przed chwilą napastnik.
Pierwsza połowa to zdecydowane show dwóch piłkarzy. Kto grał lepiej? Mila czy golkiper gospodarzy? Ten pierwszy znakomicie dogrywał piłki swoim kolegom, którzy partaczyli kolejne akcje. Plaku po raz kolejny znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem przeciwnika, jednak interwencją popisał się Dariusz Trela, który wyrastał nam na głównego kandydata do tytułu Man of the Match. Nie brakowało również bezpośrednich pojedynków między oboma zawodnikami. W 27. minucie Sebastian uderzył z dwudziestego metra, a piłka jeszcze skozłowała tuż przed jego ręką. Bramkarz sparował piłkę na rzut rożny, z którego mógł zostać skarcony. 23-latek wyszedł do dośrodkowania zbyt pewnie i minął się z piłką, do której dopadł Spahić, jednak nie trafił w światło bramki.
Mecz toczył się w zastraszająco szybkim tempie. Wątpliwości budziło to, czy jedni i drudzy utrzymają takie tempo przez 90 minut. Po obu stronach nie brakowało też szczęścia. Centra z rogu boiska została przedłużona do Horvatha, a ten przestrzelił z czwartego metra. Kilkadziesiąt sekund później znowu tuż przed Trelą stanął Stevanović, jednak strzelił prosto w niego.
Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Minutę później defensorzy Śląska zachowali się fatalnie, puszczając Wilczka. Ten ruszył z piłką i uderzył z pola karnego. Nie popisał się także Gikiewicz, któremu futbolówka przeleciała między dłońmi i było niespodziewanie 1:0. Piłkarze Piasta poszli za ciosem, jednak nie byli w stanie podwyższyć wyniku do końca połowy, choć okazji do tego nie brakowało. W każdej z nich umiejętnościami popisywali się bramkarze, którzy wykorzystywali również nieudolność zawodników atakujących.
Dolnośląska drużyna kończyła pierwszą odsłonę osłabiona. Z boiska nie wyleciał jednak żaden z piłkarzy w białych trykotach, a Stanisław Levy, który w słowach obraźliwych od jakiegoś czasu komentował pracę arbitrów. Po bardziej agresywnym zagraniu Czech podbiegł do jednego z arbitrów i klepnął go w rękę. Dla Bartosza Frankowskiego było to już posunięcie o jeden krok za daleko. Arbiter odesłał szkoleniowca na trybuny.
Piast od początku drugich 45 minut wystrzelił do ataku. Matras świetnie wypatrzył Jurado, który ledwo utrzymując piłkę w boisku, jeszcze lepiej dograł do Wilczka. Ten jednak był na spalonym, a nawet gdyby nie interweniował sędzia boczny, to paradą popisał się Gikiewicz. Śląsk również ruszył do przodu. Stevanović był blisko szczęścia, jednak to pozostało przy gospodarzach. Futbolówka odbiła się od poprzeczki, a na tablicy wyników wciąż było 1:0. Wymiana ciosów zapowiadała wielkie emocje. Znowu blisko strzelenia gola był Wilczek, jednak został zablokowany na siódmym metrze. Na boisku było coraz więcej brzydkiej gry. Sędzia Frankowski nie zauważył faulu Pawelca, który ostro zaatakował Rubena Jurado. Dodajmy, że obrońca miał od kilku minut żółtą kartkę, a arbiter przeszedł obok tego wydarzenia zupełnie niewzruszony, nie używając nawet gwizdka. Fani zgromadzeni na trybunach „serdecznie pozdrowili” w tym momencie PZPN. Tych dwóch słów nie trzeba jednak przytaczać. W 56. minucie świetnie zagrał Kamil Wilczek, który uderzył głową pod poprzeczkę. Wspaniale zachował się golkiper przyjezdnych, który znakomicie przerzucił piłkę za linię końcową boiska.
Rafał Gikiewicz (Śląsk Wrocław) (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
Gikiewicz dwoił się i troił, aby goście mieli łatwiej wyrównać. Bramkarz Śląska obronił strzał Jurado, jednak powtórka pokazała, że sędzia boczny pomylił się znacząco. Ba… Pomylił się – to mało powiedziane. Popełnił katastrofalny błąd, jednak ten nie miał dużego wpływu na rezultat meczu. Mimo wszystko Hiszpan był na co najmniej metrowym spalonym.
Wejście smoka mógł zaliczył Hołota. Pomocnik wszedł na boisko kilkanaście sekund wcześniej i już miał okazję do strzelenia gola. Nie popisała się defensywa gospodarzy, która dostała piłkę za plecy w polu karnym, a Tomasz z dziesięciu metrów nie trafił nawet w światło bramki. Piłkarze Piasta spróbowali się zrewanżować minutę później. Kontratak poprowadził Podgórski, centra w pole karne, jednak próba wykończenia akcji przez Jurado wołała o pomstę do nieba.
To, co nie udało się Rubenowi, udało się… Paixao! Stevanović strzelił z pola karnego, jednak z tego zagrania wyszło znakomite dośrodkowanie. Obrońcy Piasta odpuścili, a do piłki dopadł Marco, pakując piłkę wślizgiem do pustej bramki. Powtórka pokazała, że Portugalczyk był chyba na spalonym, jednak ilu ekspertów, tyle interpretacji tej sytuacji.
Na boiskach T-Mobile Ekstraklasy zadebiutował nowy nabytek Piasta, Collins John. Liberyjczyk z holenderskim paszportem zagrał kilkanaście minut, jednak nie odznaczył się niczym specjalnym i na jego koncie zanotujemy jedynie to, że wszedł na boisko i zaliczył kilka odbiorów.
Chociaż Stanisław Levy opuścił ławkę trenerską, to nie stracił z nią kontaktu. Jeden z działaczy siedzący obok niego ewidentnie korzystał z telefonu. W jakim celu? Chyba nietrudno się domyślić. Jak tę sytuację zinterpretuje Komisja Ligi? Na pewno przekonamy się w ciągu najbliższych dni.
Obie strony walczyły o trzy punkty i nie przywiązywały zbyt dużej wagi do zadań defensywnych. Na dwie minuty przed końcem zamieszanie w polu karnym nie zostało wykorzystane przez gości. Chwilę później Podgórski wyruszył z kontrą, jednak nie zagrał do wybiegającego Jurado i ostatecznie stracił piłkę.
Już w doliczonym czasie gry Paixao mógł podwyższyć wynik na 2:1, jednak Trela był dzisiaj wyjątkowo pewny siebie i po piekielnie mocnym uderzeniu pewnie interweniował. Śląsk ruszył do ataku, chcąc przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, jednak ani jednym, ani drugim się to nie udało.