Śląsk Wrocław pokonał Górnik Zabrze 2:1. W tym bardzo emocjonującym spotkaniu bramki strzelali Mila, Ćwielong i Nakoulma.
Już przed pierwszym gwizdkiem arbitra wiadomo było, że nikt w tym spotkaniu nie odpuści. Stawką było trzecie miejsce w tabeli, które jest przepustką do gry w europejskich pucharach. Na początku meczu kilkukrotnie bardzo groźnie zaatakowali gospodarze. Warto wspomnieć o strzale Waldemara Soboty, który po podaniu Przemysława Kaźmierczaka nie trafił do bramki Łukasza Skorupskiego. W kolejnych akcjach to Górnik zaczął grać lepiej, ale ze strzałem Nakoulmy poradził sobie Gikiewicz.

W 33. minucie piłkarskich emocji ciąg dalszy. Na początku, po pięknej akcji Śląska i wycofaniu piłki piętką przez Sobotę, Sebastian Mila oddał strzał prawą nogą, ale ten nie znalazł drogi do bramki. Kilka sekund później ponownie WKS mógł otworzyć wynik. Tym razem napastnik gospodarzy, Eric Mouloungui, musiał uznać wyższość golkipera Górnika Zabrze, Łukasza Skorupskiego.
Sześć minut później mieliśmy 1:0. O dziwo do siatki nie trafili wrocławianie, ale zabrzanie. Po przejęciu piłki Kwiek zagrał do Nakoulmy, który nie mógł zmarnować stuprocentowej sytuacji i pokonał Gikiewicza. Ta połowa nie obfitowała już w żadne warte odnotowania akcje. Pierwsza część miała zawirowania. Były momenty, w których Śląsk stwarzał dobre sytuacje i utrzymywał się znacznie częściej przy piłce, natomiast momentami to Górnik wykorzystywał nieuwagę zawodników WKS-u i tworzył swoje sytuacje bramkowe.
W 51. minucie bardzo dużo szczęścia mieli goście. Po kilku strzałach Śląska Wrocław futbolówka ostatecznie wyszła na rzut rożny. Po wykonaniu stałego fragmentu gry w sytuacji strzeleckiej znalazł się Kaźmierczak, ale piłka po jego strzale odbiła się od słupka. Kilka minut później kibice we Wrocławiu mogli eksplodować z radości. Waldemar Sobota przeprowadził zgrabną akcję prawą stroną boiska i wyłożył piłkę Sebastianowi Mili. Gwiazda Śląska precyzyjnym strzałem lewą nogą pokonała Skorupskiego i na tablicy wyników mieliśmy 1:1.
To nie był koniec emocji przy al. Śląskiej! W 65. minucie w kapitalnej sytuacji znalazł się Eric Mouloungui, ale uderzył prosto w Skorupskiego. Dziesięć minut później kapitalne w stronę Cetnarskiego podał Mila, ale ten pierwszy nie znalazł sposobu na pokonanie golkipera Górnika. Kibice Śląska znowu mogli być niezadowoleni. W drugich 45 minutach na murawie królowała tylko jedna drużyna, Śląsk.
W ostatnich sekundach groźnie zaatakowali jeszcze goście. Bardzo dobre dośrodkowanie z prawej strony spadło wprost na głowę Bonina, ale ten spudłował w wyśmienitej sytuacji. Chwilę później Śląsk zdołał strzelić jeszcze jedną bramkę! Po zgrabnej akcji piłka trafiła do Ćwielonga, który bez żadnych pytań pokonał Skorupskiego i na stadionie we Wrocławiu mieliśmy bardzo głośne śpiewy. Trzy punkty zasłużenie zostały w stolicy Dolnego Śląska.











