Drugi z piątkowych meczów T-Mobile Ekstraklasy pomiędzy Jagiellonią Białystok a Śląskiem Wrocław zakończył się zwycięstwem lidera tabeli 2:0. Pierwszą bramkę w tym sezonie zanotował Fojut, a gospodarzy dobił Thiago Cionek, zaliczając trafienie samobójcze w doliczonym czasie gry. Była to pierwsza porażka Jagiellonii na własnym boisku w tym sezonie.
Mimo że Śląsk dominował w początkowej fazie spotkania, to gospodarze zaatakowali jako pierwsi. Po jednej ze strat w centrum Kupisz ruszył prawą stroną, ale naciskany przez obrońców zdecydował się dośrodkować piłkę wprost do Frankowskiego. Kapitan Jagiellonii pomimo niewielkiego wzrostu wyskoczył bardzo ambitnie do piłki i zdołał oddać strzał – niestety niecelny. Pierwszy kwadrans zdecydowanie należał do Kupisza, który raz po raz starał się obsługiwać kolegów podaniami z prawej strony.

Śląsk odpowiedział dopiero po 20 minutach rywalizacji, gdy przed polem karnym do rzutu wolnego podszedł Sebastian Mila. Czołowy rozgrywający gości najpierw obejrzał żółtą kartkę po zbyt szybkim rozegraniu stałego fragmentu, aby chwilę później uderzyć bezpośrednio na bramkę i narobić sporo problemów golkiperowi „Jagi”.
Słynący ze stałych fragmentów Śląsk po niemal pół godzinie gry dał próbkę swoich możliwości. Do dośrodkowania z rzutu wolnego Mili doszedł Pietrasiak, jednak wypychany przez defensorów Jagiellonii nie miał możliwości oddania czystego strzału. Wrocławianie wyglądali coraz groźniej, a podopieczni trenera Michniewicza cierpliwie czekali na okazję z kontrataku.
Najlepszą sytuację dla zawodników ze stolicy Dolnego Śląska zmarnował Ćwielong. Piłkę na połowie gospodarzy przejął Pietrasiak, po czym oddał ją do jednego z partnerów. Stoper przyjezdnych pokazał się na lewym skrzydle, gdzie otrzymał podanie, a jego rajd, zakończony wycofaniem na linię pola karnego, podręcznikowo przestrzelił właśnie Piotr Ćwielong.
Tuż po zmianie stron Jagiellonia była niesamowicie blisko stworzenia sobie świetnej okazji, by wyjść na prowadzenie. Piłkę w środku pola przejął Bartczak, natychmiast wypatrzył Frankowskiego i posłał do niego podanie. Najskuteczniejszy strzelec białostoczan z miejsca ruszył na bramkę Gikiewicza, ale musiał uznać wyższość Pietrasiaka, który popisał się znakomitym wślizgiem.












