Śląsk Wrocław zremisował z Podbeskidziem Bielsko-Biała 0:0. Skuteczność – tego zdecydowanie wciąż brakuje wrocławskiemu zespołowi. W drużynie gości najlepszy dzisiaj był bramkarz, Richard Zajac, który nie raz ustrzegł bielszczan przed utratą gola.
Atmosfera przed spotkaniem była gorąca. Nie tylko ze względu na stawkę meczu, ale przede wszystkim dzięki słowom kapitana Śląska, Marco Paixao, który w jednym z wywiadów skrytykował sędziego Marciniaka oraz zespół Podbeskidzia. Każdy miał więc w tym spotkaniu coś do udowodnienia. Już w 4. minucie bielszczanie mogli utrzeć nosa Portugalczykowi. Niepewnie w polu karnym interweniował Marian Kelemen, a piłkę niemal z linii bramkowej wybijał Paweł Zieliński. Pierwszy kwadrans meczu mógł się podobać kibicom. Obie drużyny wyszły nastawione ofensywnie i stworzyły sobie kilka groźnych sytuacji. Piłka nie znalazła jednak drogi do bramki. Z czasem senna pogoda zaczęła się niestety udzielać również piłkarzom. W akcjach obu zespołów brakowało dynamiki.

W 22. minucie strzałem z 20 metrów zaskoczył Flavio Paixao. Piłka po jego strzale poleciała tuż nad poprzeczką. Dwie minuty później piłkarze Śląska byli jeszcze bliżej pokonania Richarda Zajaca. Calahorro uderzył futbolówkę precyzyjnie głową, ale słupek uratował drużynę Podbeskidzia. Śląsk starał się, atakował, ale niewiele z tego wynikało. Z minuty na minutę to wrocławianie prezentowali się lepiej na boisku. Stuprocentową okazję zmarnowali w 32. minucie bracia Paixao, kiedy najpierw strzał Flavio obronił Zajac, a potem do pustej bramki nie trafił Marco. Tuż przed przerwą Śląsk mógł jeszcze wykorzystać błąd golkipera gości, który przy linii końcowej walczył o piłkę z Marco Paixao, zbyt krótko ją wybił, futbolówka trafiła pod nogi jednego z wrocławskich zawodników, a po jego strzale z linii bramkowej wybijał Błażej Telichowski.
W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Sporo fauli, dużo strat – to wszystko nie wpłynęło korzystnie na przebieg spotkania. W 60. minucie Damian Chmiel mógł wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Pomocnik Podbeskidzia ni to dośrodkował, ni to uderzył na bramkę Kelemena, piłka przeleciała nad wyciągniętym bramkarzem Śląska i uderzyła prosto w słupek. Z czasem wrocławianie zaczęli ponownie przeważać na boisku, jednak w bramce „Górali” stał niezastąpiony Zajac. Słowak prezentował się dzisiaj zdecydowanie najlepiej ze swojej drużyny. W 75. minucie znakomitą akcję przeprowadzili gracze Śląska. Dudu popędził lewym skrzydłem, dośrodkował na dalszy słupek, a tam na piłkę nabiegał już Sebastian Mila. Strzał pomocnika w światło bramki zablokował jeden z obrońców bielszczan. Pięć minut później to Podbeskidzie mogło zaskoczyć gospodarzy. Telichowski urwał się w polu karnym wrocławskim obrońcom i uderzył głową minimalnie obok słupka.











