Dobiegła końca passa czterech zwycięstw z rzędu Polonii Warszawa. Dziś podopieczni Jacka Zielińskiego przegrali 0:1 ze Śląskiem Wrocław. Bramkę na wagę trzech punktów dla gości zdobył w 81. minucie Waldemar Sobota.
Wrocławianie przystąpili do rywalizacji z Polonią bardzo mocno osłabieni. Z powodu kontuzji do Warszawy nie przyjechali Dariusz Sztylka, Sebastian Mila, Przemysław Kaźmierczak i Łukasz Gikiewicz. Z kolei szkoleniowiec „Czarnych Koszul”, Jacek Zieliński, nie mógł skorzystać z usług pauzujących za kartki Euzebiusza Smolarka i Bruno.

Pierwszy strzał w tym spotkaniu oglądaliśmy w 6. minucie. Zza pola karnego uderzał kapitan gospodarzy Radek Mynar, jednak futbolówka w znacznej odległości minęła słupek bramki Mariana Kelemena. 120 sekund później doszło do nieprzyjemnego zderzenia głowami Adriana Mierzejewskiego i Roka Elsnera. Na szczęście po krótkiej przerwie, w czasie której obaj zawodnicy zostali opatrzeni, Polak i Słoweniec mogli wrócić na boisko.
Po kwadransie gry Łukasz Trałka oddał pierwszy celny strzał w tym meczu, a Kelemen wybił piłkę na rzut rożny. Groźnie było także po akcji Artura Sobiecha z Mierzejewskim z 21. minuty. Strzał pomocnika Polonii został jednak ofiarnie zablokowany przez Tadeusza Sochę i Mariusza Pawelca. 120 sekund później podanie Elsnera z głębi pola minęło Tomasza Jodłowca, ale Amir Spahić w sytuacji sam na sam trafił w wychodzącego z bramki Sebastiana Przyrowskiego.
Przez kolejne 15 minut na murawie niewiele się działo, aż doskonałe podanie w tempo od Artura Sobiecha dotarło do Łukasza Piątka. Pomocnik gospodarzy znalazł się sam przed Kelemenem, ale jego uderzenie minęło słupek bramki. To była najlepsza okazja „Czarnych Koszul” na objęcie prowadzenia w pierwszej połowie. Już w doliczonym czasie gry niecelnie strzelił Mierzejewski i obie ekipy udały się do szatni.
W przerwie Orest Lenczyk zdecydował się na przeprowadzenie jednej zmiany. Miejsce Amira Spahicia zajął na boisku Waldemar Sobota. Rezerwowy pomocnik Śląska swą obecność na murawie zaznaczył już po trzech minutach drugiej połowy. Były gracz MKS-u Kluczbork zwiódł kilku rywali i zagrał do Łukasza Madeja, ale jego uderzenie zostało zablokowane.

Chwilę później groźnie, ale i niecelnie główkował Marek Gancarczyk. Między 53. a 61. minutą obok bramki Przyrowskiego strzelali też Jarosław Fojut, Waldemar Sobota, Łukasz Madej i Piotr Ćwielong.











