Kibice zgromadzeniu przy alei Piłsudskiego byli świadkami siedmiu bramek w spotkaniu, w którym ich ulubieńcy mierzyli się ze Śląskiem Wrocław. Hat-tricka w tym meczu zaliczył Robak, dwa gole strzelił Sernas, a po jednym Sobota oraz Ćwielong.
Ligowych punktów, jak powietrza, potrzebowali zawodnicy Śląska, cztery oczka w tabeli Ekstraklasy po pięciu kolejkach nie satysfakcjonowały bowiem we Wrocławiu nikogo. Gospodarze jednak nie zamierzali tanio sprzedawać skóry, dlatego kibice zgromadzeni na stadionie im. Ludwika Sobolewskiego byli świadkami wyrównanej i emocjonującej konfrontacji.

Nie minęło 120 sekund, a Sebastian Mila posłał dwa uderzenia z dystansu – jedno zostało sparowane na rzut rożny, drugie zaś wylądowało na trybunach. Próbowali też gospodarze, a konkretnie Robak, którego główka przeszła obok słupka bramki. W 11. minucie w kapitalnej okazji znalazł się Sernas. Litwin wygrał pojedynek z defensorem Śląska, jednak poległ w starciu z Kelemenem, który w efektowny sposób wybił piłkę na rzut rożny. Od tamtej akcji inicjatywę przejął Widzew. W dobrej dyspozycji był słowacki golkiper Śląska, który kilkakrotnie po strzałach Sernasa i Robaka był zmuszony do interwencji.
W 27. minucie w ostentacyjny sposób padł w polu karnym Sernas, mimo że nie doszło do żadnego kontaktu z obrońcą gości. Sędzia dał się nabrać na demonstracyjny upadek i po krótkim zastanowieniu wskazał na „wapno”. Do „jedenastki” podszedł Marcin Robak i bardzo pewnie zamienił ją na gola. Na odpowiedź podrażnionych gości nie trzeba było długo czekać. Dośrodkowanie wrocławian z lewego skrzydła nie znalazło na drodze żadnego zawodnika Widzewa, co bezlitośnie wykorzystał Ćwielong. Były piłkarz Wisły mocnym wolejem posłał piłkę do siatki strzeżonej przez Mielcarza. Łodzianie z prowadzenia cieszyli się jedynie cztery minuty.
Niezłą okazję na zmianę rezultatu miał jeszcze Oziębała, ale 24-latek niecelnym strzałem zmarnował wypracowaną przez siebie okazję. Pierwsza odsłona spotkania zakończyła się ostatecznie remisem.
Druga połowa rozpoczęła się fantastycznie dla widzewiaków. Najpierw w klarownej sytuacji znalazł się Sernas, jednak na posterunku był Kelemen. Chwilę potem oko w oko z bramkarzem gości znalazł się Oziębała. Pomocnik gospodarzy trafił wprost w golkipera, czujny był jednak Robak, który dopadł do piłki i wbił ją do pustej bramki w 50. minucie. Po stracie gola do ofensywy przeszli wrocławianie. Najpierw dwa strzały Diaza nie sprawiły zagrożenia Mielcarzowi. Groźniejszy był trzeci, jednak do celu zabrakło centymetrów – piłka po uderzeniu Argentyńczyka z woleja trafiła w słupek. Zawodnicy Śląska nie mieli pomysłu na rozpracowanie solidnej defensywy Widzewa.












