Mecz pomiędzy Widzewem Łódź i Śląskiem Wrocław był szalenie emocjonujący. Łodzianie prowadzili już 2:0 i mieli rywala na łopatkach, lecz wrocławianie pokazali wielki charakter i podnieśli się z kolan. Bramkę na wagę jednego punktu zdobył Sebastian Mila, który w doliczonym czasie gry wytrzymał ogromną presję i celnie uderzył z rzutu karnego.
Pierwsze minuty meczu nie zachwyciły kibiców. Pod bramką robiło się gorąco wyłącznie po stałych fragmentach gry, jednak strzały z rzutów wolnych Kaźmierczaka i Soboty pozostawiały wiele do życzenia. W Widzewie aktywny był Darvydas Sernas, który jak do tej pory zawodził w rundzie wiosennej. Litwin dobrze współpracował z partnerami z drużyny, wychodził na pozycję, a raz próbował nawet zaskoczyć Kelemena strzałem z półobrotu. Jednak mimo dobrej postawy napastnika łodzian, to Śląsk miał optyczną przewagę w pierwszej odsłonie spotkania. Wrocławianie wygrywali rywalizację w środku pola, lecz im bardziej zbliżali się do pola karnego, tym gorzej sobie radzili z wymianą celnych podań.

Od początku drugiej połowy bramka dla Widzewa wisiała w powietrzu. Najpierw bliski powodzenia był strzał Dzalamidze, potem odważnym strzałem z dystansu szczęścia szukał Sernas, aż w końcu Sebastian Madera, po dośrodkowaniu Dudu, strzałem głową przechytrzył golkipera gospodarzy.
Po stracie gola Śląsk musiał się otworzyć i ruszyć do przodu. W ten sposób podopieczni Oresta Lenczyka narazili się na groźne kontry i o mały włos po jednej z nich nie stracili drugiej bramki. Darvydas Sernas pokusił się o mocny strzał z powietrza zza pola karnego, piłka minęła bezradnego golkipera, a kibice już widzieli ją w siatce, lecz ta ostatecznie wylądowała na poprzeczce i wróciła na plac gry. 60 sekund później to Śląsk mógł cieszyć się z bramki. Łada akcja Gancarczyka zakończona strzałem sprawiła duży problem Mielcarzowi, lecz wynik nie uległ zmianie.
Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i tym razem właśnie tak się stało. Nika Dzalamidze wbiegł z piłką w pole karne, następnie wpadł z nią pomiędzy Celebana i Gancarczyka i mocno strzelił na bramkę, nie dając żadnych szans na interwencję Kelemenowi. Od tej chwili było niemal pewne, że to już koniec znakomitej passy Śląska Wrocław, a licznik zatrzyma się na 13 meczach bez porażki.
Wrocławianie po tym golu grali niczym sparaliżowani, lecz w 83. minucie drużynę do walki poderwał Łukasz Madej. Pomocnik Śląska przeprowadził rajd po lewej stronie pola karnego, przedzierając się po drodze przez kilku obrońców Widzewa, a następnie sprytnym strzałem posłał piłkę do siatki obok ofiarnie interweniującego Mielcarza. Od tej pory było jasne, że końcowe minuty będą stały pod znakiem nieustających ataków gospodarzy, którzy za wszelką cenę będą chcieli doprowadzić do remisu i przedłużyć fantastyczną serię meczów bez porażki.











