Inauguracyjny mecz dla Śląska Wrocław oraz Jagiellonii Białystok zakończył się bez bramek. Przyjezdni musieli kończyć spotkanie w dziesiątkę, gdyż czerwoną kartkę w końcówce obejrzał Norambuena.
Już w 8. minucie gracze Śląska mogli wyjść na prowadzenie za sprawą Cristiana Omara Diaza. Argentyńczyk znalazł się w świetnej sytuacji w polu karnym Jagiellonii, jednak został w ostatniej chwili uprzedzony przez defensorów przyjezdnych. Chwilę później Diaz znów znalazł się przed szansą. Indywidualna akcja Vuka na piątym metrze została zwieńczona wystawieniem piłki koledze z zespołu, ale strzał Argentyńczyka okazał się zbyt słaby.

W miarę upływu czasu wzmagały się opady deszczu, a Śląsk starał się zdobyć kontrolę na murawie. Oprócz Diaza aktywny był Sobota, który w 13. minucie po indywidualnym rajdzie odegrał piłkę do Vuka, jednak strzał Serba został zablokowany przez obrońców. Fantastyczną akcją popisał się Sobota, który minął trzech rywali, ale jego precyzyjny strzał nie wystarczył, by pokonać Sandomierskiego.
Rzęsisty deszcz widocznie pomagał piłkarzom z Wrocławia, którzy raz po raz gościli pod bramką Sandomierskiego, nie mogąc jednak otworzyć wyniku. Jagiellonia miała ogromne problemy z wyjściem z własnej połowy, nie mówiąc już o stworzeniu sytuacji podbramkowych. Przyjezdnym gra nie układała się, więc próbowali ze stałych fragmentów.
Okres przewagi Śląska przełamała na chwilę Jagiellonia. Po strzale z rzutu wolnego Norambueny, Grzyb był bliski pokonania Kelemena z dystansu. Na kilka minut przed przerwą na dynamiczny zryw zdecydował się Sobota, wieńcząc rajd strzałem. Sandomierski odbił piłkę na rzut rożny, a w kłótnię z Sobotą wdał się Sotirovic, mając pretensje, że młody zawodnik nie oddał piłki lepiej ustawionemu Serbowi. Pierwszą połowę zakończył strzał Norambueny z narożnika pola karnego, po którym piłka minęła minimalnie słupek bramki Śląska.
Po gwizdku rozpoczynającym zmagania w ramach drugiej odsłony spotkania, na pierwszą zmianę zdecydował się trener Probierz. Macieja Makuszewskiego zmienił Tomasz Frankowski. Pięć minut po wyjściu zawodników na murawę przejęcie piłki przez Wołczka zainicjowało groźną akcję Śląska. Defensor wrocławskiego drużyny ruszył wzdłuż linii boiska, po czym oddał futbolówkę Mili. Rozgrywający Śląska oddał techniczny strzał, jednak piłka minęła o centymetry bramkę Sandomierskiego.
Chwilę później mieliśmy odpowiedź w postaci płaskiego strzału Grosickiego, który sprawił sporo problemów Kelemenowi. Strzał głową Skerli, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, już niestety nie trafił w bramkę. Przytomnością umysłu w sytuacji sam na sam błysnął Kelemen, przechwytując podanie, którego adresatem był Frankowski. Odpowiedzią Śląska był błyskotliwy strzał Diaza, który przejął piłkę od obrońców przed polem karnym i natychmiastowym strzałem uderzył w poprzeczkę.











