Dwie bramki z pierwszej połowy, a także dwa gole po zmianie stron i tym sposobem Śląsk zatrzymuje kolejne trzy punkty w meczu T-Mobile Ekstraklasy. Spotkanie 9. kolejki przeciwko Polonii Warszawa zakończyło się pewnym zwycięstwem gospodarzy.
Pierwsze minuty to niemrawe, asekuracyjne ataki obydwu zespołów. Najpierw na prawej stronie dwa razy pokazał się Bonin, strzelając z dystansu, a następnie wbiegając w pole karne i kończąc rajd dośrodkowaniem. Przy pierwszej próbie piłka minęła słupek bramki Kelemena, a za drugim razem nikt z zawodników Polonii nie zdołał dojść do podania skrzydłowego. Śląsk odpowiedział niezłą akcją Madeja i Diaza. Pomocnik gospodarzy ruszył na bramkę z połowy boiska i po krótkim sprincie oddał piłkę koledze z ataku. Argentyński snajper opanował futbolówkę ze sporym spokojem, jednak oddał bardzo niecelny strzał.

Jedną z lepszych okazji w pierwszej połowie miał Łukasz Piątek, który po dośrodkowaniu z rzutu rożnego przyjął piłkę przed polem karnym, a następnie bez zastanowienia huknął na bramkę Śląska. Kelemen odprowadził futbolówkę wzrokiem i na szczęście dla kibiców wrocławskiego klubu, minęła ona słupek o centymetry. Kiedy wydawało się, że mecz do końca pierwszej połowy przebiegał będzie w niezbyt dynamicznym tempie, gola zdobył niemal tradycyjnie Piotr Celeban. Defensor drużyny Oresta Lenczyka świetnie odnalazł się w sporym zamieszaniu w polu karnym po dośrodkowaniu w rzutu rożnego i wykorzystał błąd bloku defensywnego Polonii.
Znakomitą okazję dla „Czarnych Koszul” zmarnował Edgar Cani, który po pół godzinie gry wyskoczył najwyżej do świetnie bitej piłki z rzutu rożnego. Gracz przyjezdnych oddał niezły strzał głową, a Kelemena tym razem uratował słupek. Chwilę później kolejną szansę miał Jeż, który zza pola karnego, bez asysty rywali, zdecydował się na bezpośredni strzał. Piłka po rykoszecie wylądowała poza boiskiem, jednak napędziła słowackiemu bramkarzowi Śląska sporo strachu.
Jeszcze minuty przed zejściem do szatni swój dorobek strzelecki mógł poprawić Madej. Skrzydłowy Śląska poradził sobie z podaniem Dudka, a następnie uderzył zza pola karnego, jednak Przyrowski nie dał się zaskoczyć. Ostatnią okazją była wymiana Diaza z bohaterem wcześniejszej akcji. Madej posłał prostopadłe podanie za plecy obrońcy Polonii, Argentyńczyk doszedł do futbolówki i stanął twarz w twarz z Przyrowskim. Golkiper gości rzucił się pod nogi rywala, napastnik Śląska padł na murawę, a sędzia pozostał niewzruszony.













